Prof. Ryglewicz: nowe leki w terapii SM wymuszają zmiany w leczeniu chorych

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 11 lutego 2019 17:58

- W ciągu ostatnich lat w terapii pacjentów ze stwardnieniem rozsianym (SM) pojawiły się nowe, bardzo skuteczne leki. Z większą skutecznością idą jednak w parze większe zagrożenia efektami ubocznymi leczenia. Dlatego podejście do leczenia chorych na SM wymaga zmian - wyjaśnia prof. Danuta Ryglewicz, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii.

Prof. Ryglewicz: nowe leki w terapii SM wymuszają zmiany w leczeniu chorych
Prof. Danuta Ryglewicz, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii; FOT. PTWP

Prof. Ryglewicz podkreśla, że w Europie obserwuje się tendencje do tego, aby pacjentami chorymi na stwardnienie rozsiane zajmowały się duże ośrodki medyczne, w których pracują lekarze mający duże doświadczenie w opiece nad chorym z SM a jednocześnie ukierunkowani na leczenie tej choroby. Wynika to z tego, że na przestrzeni ostatnich lat pojawiły się nowe leki, zdecydowanie bardziej skuteczne. Są to jednak farmaceutyki, które wiążą się z dużym zagrożeniem poważnymi skutkami ubocznymi.

Jak tłumaczy neurolog, z tego powodu lekarz musi dokładnie znać charakterystykę produktów leczniczych (ChPL), musi mieć doświadczenie w leczeniu tej choroby, żeby wiedzieć, w którym dokładnie momencie należy zmienić choremu lek. Ważne jest także to, aby znał dobrze działanie uboczne danego leku, ponieważ niektóre z nich mogą dyskwalifikować chorego z terapii tym konkretnym specyfikiem. Wśród leków na SM są też takie preparaty, które wymagają dłuższego wash out (wypłukiwania leku z organizmu). Zmieniając lek, nie zawsze też można po określonej terapii zastosować każde inne leczenie. To wszystko jest związane z ogromną wiedzą i doświadczeniem lekarza neurologa.

Podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.) odbędzie się m.in. sesja "Neurologia w Polsce - czy jesteśmy gotowi na nowe wyzwania?". Program całego Kongresu i rejestracja: www.hccongress.pl.

Ekspertka zwraca też uwagę na fakt, że duże ośrodki mają na miejscu możliwość prowadzenia diagnostyki weryfikującej to, czy leczenie jest skuteczne. Dzięki temu lekarze mogą przewidywać konieczność zmian w leczeniu i wcześnie zauważyć wystąpienie u chorego określonych objawów niepożądanych. To wszystko przemawia za leczeniem w dużych ośrodkach, w których obecnie prowadzone są I i II linia leczenia SM.

Jednocześnie prof. Ryglewicz podkreśla, że jest to tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie stoją pacjenci, którzy chcieliby być leczeni jak najbliżej miejsca zamieszkania.

- Dziś w Polsce chorzy na SM leczeni są w ośrodkach w ramach tzw. I linii leczenia, gdzie dostępne są łagodniejsze preparaty, podawane drogą iniekcji, preparaty doustne i ciało monoklonalne podawane w infuzji. Leki te są może słabsze, ale jednak bezpieczniejsze. Traktowane są one jako start w leczeniu chorych na SM. Natomiast preparaty drugiej linii stosowane wtedy, kiedy pierwsza linia zawodzi, podawane są w oddziałach wysokospecjalistycznych - wyjaśnia prof. Ryglewicz.

- Tych ośrodków, które leczą w pierwszej linii jest bardzo dużo. Pacjenci chcą żeby tak zostało, bowiem zależy im na tym, aby nie jeździć zbyt daleko po leczenie - dodaje. - Natomiast z punktu widzenia medycznego wydaje się, że lekarze pracujący w małych ośrodkach, w których leczy się po 10-15 chorych, mają zbyt małe doświadczenie. Dlatego też, w moim odczuciu, teraz, kiedy tak dużo mówi się o opiece koordynowanej w SM, dobrym rozwiązaniem byłby system leczenia, w którym ośrodki referencyjne współpracowałyby z mniejszymi ośrodkami.

Ta współpraca polegałaby m.in. na konsultowaniu trudniejszych przypadków, udzielaniu porad dotyczących np. momentu, w którym należy zmienić leczenie. Dzięki temu pacjent miałby zapewnioną terapię blisko domu, a jednocześnie czułby, że w razie zaostrzenia choroby miałby możliwość skonsultowania swojego stanu w ośrodku referencyjnym. Jest to rozwiązanie, do którego dziś, w ocenie specjalistki, zmierza opieka nad chorym z SM.

- Obecnie nie ma też zdecydowanego stanowiska, czy lepiej żeby działał jeden program lekowy czy raczej należy pozostawić dwa programy lekowe w SM. Jedno jest pewne - terapią nowymi lekami nie powinni zajmować się lekarze, którzy pracują w ośrodkach mających małą liczbę pacjentów. Jeszcze 10 lat temu, kiedy w terapii SM były tylko dwa leki: interferon i copaxone, leczenie było proste. W tej chwili jest to już sztuka, oparta o specjalistyczną wiedzę i doświadczenie lekarskie - podsumowuje prof. Danuta Ryglewicz.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum