Prof. Ralf Gold: w leczeniu SM liczy się czas

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 23 marca 2017 17:00

- W odniesieniu do leczenia stwardnienia rozsianego (SM) neurolodzy coraz częściej zwracają uwagę na czynnik czasu (Time Matters) - mówił podczas Konferencji Neurologicznej Stwardnienia Rozsianego (Łódź, 17-18 marca) prof. Ralf Gold, kierownik Oddziału Neurologii w Szpitalu św. Józefa Uniwersytetu Ruhry w Bochum.

Prof. Ralf Gold: w leczeniu SM liczy się czas
Prof. Ralf Gold na Konferencji Neurologicznej Stwardnienia Rozsianego (Łódź, 17-18 marca 2017 r.)

Rynek Zdrowia: - Dlaczego wczesne rozpoczęcie leczenia SM jest tak ważne?
Prof. Ralf Gold: - Od dawna wiadomo, że mózg, zwłaszcza u młodych pacjentów jest bardzo plastyczny. Kiedy dojdzie do zachorowania, często jest on w stanie cofać zniszczenia struktur neuronalnych, do których doszło w wyniku choroby. Odkrycia ostatnich dziesięciu lat pokazują jednak, że te rezerwy mózgowe, bardzo szybko zostają zużyte.

Do tego dochodzi fakt, iż właśnie w początkowych etapach stwardnienia rozsianego proces zapalny jest najsilniej wyrażony i koreluje z cechami uszkodzenia aksonalnego. Dlatego też, zgodnie z najnowszymi doniesieniami, dla zachowania dobrej kondycji pacjenta chorego na SM bardzo ważne jest wczesne rozpoczęcie leczenie choroby.

Jeżeli przez szereg lat nie podejmuje się działań terapeutycznych, to dochodzi do trwałych zniszczeń i szybkiej progresji choroby. Leczenie rozpoczęte już na etapie izolowanego zespołu klinicznego, czyli pierwszego ataku choroby, wykazuje znaczący efekt opóźniania kolejnych jej faz.

RZ: - Co możemy zrobić, aby chronić tę rezerwę mózgu? W jaki sposób zapobiec progresji choroby?
RG: - Najistotniejszą sprawą jest to, że sama choroba jest najbardziej agresywna we wczesnym stadiach - chociaż wtedy może jeszcze to nie być widoczne. W związku z tym należy również bardzo agresywnie ją zwalczać w tym okresie. W przeciwnym wypadku choroba doprowadzi do wyniszczenia układu nerwowego, z którego już nie ma powrotu. Dlatego trzeba koncentrować się na początkowym stadium. Jest to szczególnie ważne również dlatego, że z chorobą tą zgłasza się bardzo wielu młodych pacjentów.

Tymczasem wraz z rozwojem medycyny przeciętna długość życia znacznie się wydłużyła, jeśli chodzi o kobiety to nawet do 90 lat. Trzeba więc zadbać o to, żeby utrzymać te osoby w dobrej kondycji, aby nie dopuścić do wczesnych stadiów upośledzenia ruchowego, po to, żeby zachowały one sprawność w wieku 50-60 lat.

Według najnowszych danych statystycznych w samych Niemczech jest ok. 200 tys. pacjentów z tą chorobą. Przy czym trzeba pamiętać, że w Niemczech dane te były bardzo długo niedoszacowane, dlatego też podobna sytuacja zapewne jest w Polsce, gdzie może być znacznie więcej chorych niż się zakłada. Obecnie w Niemczech przyjmuje się, że na SM zapada jedna osoba na 400 tys.

Bardzo ważne jest również wczesne rozpoznanie niepowodzenia terapii lekami I linii, czyli preparatami interferonu beta i octanu glatirameru, a także fumaranem dimetylu i teriflunomidem. Gdy stwierdza się utrzymaną aktywność choroby i jej progresję, jest to bezwzględne wskazanie do rozpoczęcia terapii II linii z użyciem nowych leków, takich jak fingolimod i natalizumab.

RZ: - Jak pan uważa, od jakich leków w tej chwili najlepiej rozpocząć leczenie pacjentów noworozpoznanych, jaką formę terapeutyczną najlepiej przyjąć, żeby była najskuteczniejsza?
RG: - Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Wiele zależy bowiem od decyzji prawnych, jakie dyktuje resort zdrowia. Osobiście najchętniej rozpocząłbym leczenie od leków doustnych. Natomiast ze względów formalnych w Niemczech nie jest to możliwe w przypadku pierwszego ataku choroby. W takiej sytuacji mamy możliwość podawania wyłącznie starszych leków.

Natomiast powinno się jak najwcześniej podawać leki w formie doustnej. Wszyscy eksperci podkreślają właśnie wagę wczesnego leczenia objawów i podawania leków, zwłaszcza tych doustnych, które są obecnie dostępne w Europie.

Takie leki, po pierwsze są łatwe do podawania, a po drugie - bardziej skuteczne. W odniesieniu do nich mówimy o skuteczności rzędu 50 proc. w przeciwieństwie do ok. 30 proc. skuteczności leków starszej generacji.

RZ: - W kontekście najnowszych wytycznych opublikowanych w czasopiśmie Lancet w listopadzie 2016 r., dotyczących skuteczności terapii fumaranem dimetylu, co mógłby pan powiedzieć o leczeniu tym preparatem? W Polsce jest on dostępny od kilku miesięcy w ramach refundacji.
RG: - Osobiście od bardzo dawna zajmuję się tym lekiem. To właśnie na oddziale, na którym pracuję, ponad piętnaście lat temu odkryto, iż fumaran dimetylu może być skuteczny w leczeniu SM. Sam na dalszym etapie prac nad tym lekiem, zajmowałem się badaniami, które miały na celu wprowadzenie wspomnianego produktu na rynek.

Odkrycia dokonano zupełnie przypadkowo. Przy okazji badań nad łuszczycą zauważono, że podawanie tego preparatu chorym wywołuje efekty, które mogą okazać się bardzo skuteczne w leczeniu SM. Na początku była to grupa zaledwie 10 osób. Wystarczyło to jednak, do tego aby stwierdzić, że lek ten rokuje na dalsze wykorzystanie.

Dziś wiadomo, że fumaran dimetylu jest lekiem drugiej generacji. Po pierwsze dlatego, że jest to lek o łatwej drodze podania - jest podawany doustnie. Po drugie jest lekiem o zdecydowanie wyższej skuteczności niż starsze leki, dotychczas stosowane.

Trzeba też pamiętać, że przy pomocy leku tecfidera (fumaran dimetylu) udaje się w połowie przypadków doprowadzić do tego, że pacjent nie ma nawrotów przez siedem lat. To jest dla mnie obraz udanego leczenia SM.

RZ: - Coraz częściej mówi się o tym, że pacjent z SM powinien aktywnie uczestniczyć w procesie podejmowania decyzji o wyborze terapii. Czy podziela pan opinię, że decyzja terapeutyczna powinna być wspólnie podejmowana przez lekarza i pacjenta? Czy ma to wpływ na compliance?
RG: - W zupełności zgadzam się z tym podejściem. Wspólne podejmowanie decyzji terapeutycznych jest szczególnie istotne w odniesieniu do osób młodych, które aktywnie korzystają z internetu. Logują się na różnych forach dyskusyjnych, wymieniają między sobą spostrzeżeniami, co do skutków, a także niedogodności konkretnych terapii itd.

Dlatego, aby zwiększyć szansę na to, że pacjenci będą skrupulatnie przestrzegać zasad terapeutycznych, regularnie korzystać z leczenia, należy również dopuścić ich do głosu. Pozwolić na to, żeby wyrazili swoje opinie i decyzje dotyczące tego, jak leczyć swoją chorobę.

Jest to mniej istotne w odniesieniu do osób starszych np. 80 letnich, które są mniej świadome swojej choroby i mają mniejszą wiedzę dotyczącą obecnych możliwości terapeutycznych. Jeśli więc mówimy o pacjentach w wieku 20-30-35 lat, to rzeczywiście, bardzo istotne jest to, żeby zaangażować je w wybór sposobu leczenia. Bezapelacyjnie aktywne zaangażowanie się w dobór terapii wpłynie pozytywnie na dostosowanie się do zaleceń lekarza.

RZ: - Co w pana ocenie należy rozumieć pod pojęciem ”skuteczne leczenie pacjentów”?
RG: - Skuteczne leczenie to takie, które doprowadza do ustabilizowania stanu pacjenta, tak aby przez okres sześciu- siedmiu lat nie wystąpiły u niego nawroty.

Nie chodzi tylko o ”widoczne” rzuty choroby, ale również o pojawienie się nowych zmian w rezonansie magnetycznym. Jeśli osiągniemy taki skutek wdrożonej terapii u danego chorego, możemy wówczas powiedzieć, że pacjent jest w takim stanie, który określa się w skrócie w języku angielskim - NEDA, czyli brak jakiejkolwiek aktywności choroby w odniesieniu do wdrożonego leczenia. Takie właśnie leczenie określiłbym jako skuteczne.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum