Prof. Kułakowska: szybka diagnoza i wczesne leczenie chronią chorych na SM przed niepełnosprawnością

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 30 września 2020 16:18

W Polsce konieczne jest usprawnienie organizacji leczenia stwardnienia rozsianego, a także zapewnienie szybkiej ścieżki diagnostycznej i bezzwłoczne rozpoczynanie terapii lekami modyfikującymi przebieg tej choroby - mówi w wywiadzie dla Rynku Zdrowia prof. Alina Kułakowska z Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Prof. Kułakowska: szybka diagnoza i wczesne leczenie chronią chorych na SM przed niepełnosprawnością
Prof. Alina Kułakowska; FOT. SM-Walcz o siebie

- Wyniki pierwszej, przeprowadzonej na podstawie SMPT (Systemu Monitorowania Programów Terapeutycznych w NFZ), analizy danych klinicznych polskich pacjentów chorujących na stwardnienie rozsiane (SM)  leczonych w programach lekowych "Cechy kliniczne i epidemiologiczne pacjentów ze stwardnieniem rozsianym leczonych za pomocą leków modyfikujących przebieg choroby w Polsce", wskazują m.in. na potrzebę usprawnień w organizacji leczenia SM w naszym kraju - wyjaśnia współautorka badań, prof. Alina Kułakowska z Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

- Konieczne jest też zapewnienie szybkiej ścieżki diagnostycznej oraz bezzwłoczne rozpoczynanie terapii lekami modyfikującymi przebieg choroby (DMT) dla uzyskania optymalnych wyników terapii i utrzymania pacjentów jak najdłużej w sprawności - wyjaśnia ekspertka. Zaznacza, że badania te podkreślają także związek pomiędzy czasem jaki upływa od postawienia diagnozy do włączenia leczenia a postępem niepełnosprawności chorego.

Rynek Zdrowia: - SM to choroba, której konsekwencją może być trwała niepełnosprawność. Jak można przed nią uchronić pacjentów?

Prof. Alina Kułakowska: - SM jest przewlekłą, zapalno-demielinizacyjną chorobą ośrodkowego układu nerwowego o podłożu autoimmunologicznym, w przebiegu której dochodzi do uszkodzenia osłonek mielinowych i neuronów w mózgu oraz rdzeniu kręgowym. Wszystkie leki, którymi obecnie dysponujemy w leczeniu SM, hamują dominujący na początku choroby proces zapalny. Dlatego też działają one najskuteczniej w początkowym stadium choroby, kiedy nie ma jeszcze utrwalonej niepełnosprawności a pacjent ma jedynie niewielkie deficyty. Choroba nieleczona prowadzi do niepełnosprawności.

Na dzień dzisiejszy jedyną drogą pozwalającą na uniknięcie niepełnosprawności jest jak najszybsze, jednak po postawieniu pewnego rozpoznania SM, włączenie leczenia, które w sposób korzystny modyfikuje przebieg choroby i dzięki temu stwarza szansę na łagodniejszy jej przebieg.

Celem klinicznym leczenia jest zmniejszenie liczby rzutów i przede wszystkim spowolnienie narastania niepełnosprawności. Celem społecznym natomiast jest to, aby pacjent mógł normalnie pełnić różne role społeczne, tzn. być małżonkiem, rodzicem, pracować zawodowo, uczyć się, studiować i prowadzić aktywne życie. Obecnie wszystkie leki modyfikujące przebieg choroby zarejestrowane w Unii Europejskiej są w Polsce dostępne w refundacji.

- Niedawno opublikowane zostały wyniki pierwszego w Polsce wieloośrodkowego badania populacji pacjentów chorujących na SM, którego Pani jest jedną ze współautorek. Jaką wiedzę przyniosła ta analiza?
- Jest to bardzo ciekawa analiza, którą udało nam się przeprowadzić dzięki współpracy z NFZ. Obejmuje ona okres od 2014 do stycznia 2018 roku i została przeprowadzona z wykorzystaniem danych zgromadzonych w SMPT, które dotyczyły blisko 12 tys. pacjentów leczonych w tym czasie w Polsce. Wnioski jakie płyną z tej analizy nie są dla nas powodem do dumy. Otóż wykazała ona, że chorzy zdecydowanie za długo czekają na postawienie diagnozy i włączenie właściwego leczenia. Od momentu pojawienia się pierwszych objawów do czasu postawienia rozpoznania mija w Polsce najczęściej 7,5 miesiąca. Jest to zdecydowanie za długo.

Oczywiście te okresy wahają się od bardzo szybkiego procesu diagnostycznego do trwającego nawet kilka lat w przypadku osób u których objawy choroby są mało specyficzne, np. pierwszym objawem jest przewlekłe zmęczenie. Poznaliśmy też czas od rozpoznania do włączenia leczenia. I to też nie jest wartość, z której jesteśmy dumni. Okazuje się, że mediana czasu, który upływa od rozpoznania SM do rozpoczęcia leczenia wynosi ponad 14 miesięcy. Jest to o wiele za długo i powinniśmy to jak najszybciej zmienić.

Kolejnym wnioskiem, który nas zaniepokoił jest fakt, że chorzy są zbyt późno eskalowani do leczenia w drugiej linii terapii. To również powinno być zmienione, aby pacjent mógł skorzystać z silniejszego, bardziej skutecznego leczenia drugoliniowego szybciej.

- Wspomniała Pani na początku naszej rozmowy, że wczesna diagnoza i jak najszybsze rozpoczęcie leczenia oznacza szybkie zahamowanie postępu choroby i ograniczenie rozwoju niepełnosprawności pacjenta. Jaki zatem wpływ na powodzenia procesu terapeutycznego mają opóźnienia w diagnostyce i rozpoczęciu leczenia, na które wskazują wspomniane badania?
- Oczywiście jest to niekorzystne dla procesu terapeutycznego chorych. Analizując dane dotyczące stopnia niepełnosprawności pacjentów i tego po jakim czasie od rozpoznania otrzymali oni leczenie zauważyliśmy pewną zależność. Mianowicie, im pacjent później od postawienia rozpoznania otrzymał leczenie, tym wyższa była u niego wartość EDSS (Expanded Disability Status Scale). Wyższa wartość oznacza większą niepełnosprawność. Skala EDSS służy do oceny postępu niepełnosprawności ruchowej u chorych - za jej pomocą ocenia się m.in czy chory chodzi bez pomocy, porusza się o kulach czy też jeździ na wózku.

Otrzymane dane są gorsze niż w innych krajach europejskich, dlatego trzeba coś zrobić, żeby to zmienić. Są kraje, które w sposób urzędowy określiły w jakim okresie od postawienia diagnozy pacjent musi otrzymać leczenie. Takie rozwiązanie wdrożyły np. Czechy obligując lekarzy do włączenia chorych do leczenia lekami modyfikującymi chorobę w ciągu 28 dni od postawienia diagnozy SM. Nie wiem jednak, czy w Polsce tą drogą udałoby się osiągnąć wyznaczony cel. Trzeba bowiem pamiętać, że w Polsce problem opóźnionego włączania do programów lekowych i kolejek do leczenia leży w tym, że w oddziałach szpitalnych brakuje neurologów.

Konieczne są zatem zmiany organizacyjne, tak żeby programy działały sprawnie i żeby pacjenci byli do nich włączani w ciągu 2-3 miesięcy od rozpoznania a nie w ciągu ponad roku. Z jednej strony celowe wydaje się tworzenie specjalistycznych centrów diagnostyki i leczenia SM, które byłyby w stanie prowadzić coraz bardziej skomplikowane wysokospecjalistyczne leczenie choroby, a z drugiej strony może najbezpieczniejsze, stosowane od wielu lat leki (np. interferony) powinny być stosowane w lecznictwie otwartym? - np. w poradniach neurologicznych, które prowadziłyby leczenie pod nadzorem takich specjalistycznych ośrodków.

Obecnie w Polsce na SM choruje ok. 45 tys. osób. 65-70 proc. z nich cierpi na postać rzutowo-remisyjną, która stanowi trzon leczonych pacjentów. Jest to grupa licząca 28-30 tys. chorych. Spośród nich leczonych jest ponad 50 proc. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę wszystkich chorych to wskaźnik leczonych pacjentów wynosi ok. 38 proc. To też, w porównaniu do innych krajów, nie są wartości najwyższe. Są kraje, jak Austria, Szwecja i Szwajcaria, w których leczonych jest ponad 80 proc. pacjentów.

- Od kilku miesięcy trwa pandemia Covid-19 i z całą pewnością jest to także niełatwy czas dla osób chorujących na SM. Co zmieniło się w zarządzaniu tą chorobą w tym czasie, i jak to wpłynęło na lekarzy i pacjentów?
- Na początku pandemii bardzo się obawialiśmy czy leki, które stosujemy u chorych nie staną się przyczyną tego, że nasi pacjenci będą częściej chorowali na Covid-19 i będą tą chorobę ciężko przechodzili. Na szczęście tak się nie stało, do tej pory nieliczni chorzy na SM w naszym kraju zachorowali na Covid-19 i z tego co wiem przeszli chorobę dość łagodnie. Dlatego też po okresie ogromnych obaw ze strony lekarzy i pacjentów, nowa rzeczywistość pokazała, że nie tylko leczenie powinno być kontynuowane, ale też większość leków stosowanych w SM może być bezpiecznie włączana u nowozdiagnozowanych chorych.

Uważamy, że ze względu na aktywny charakter tej choroby nie powinniśmy leczenia SM odkładać na przyszłość z powodu tego, że jest pandemia, bo możemy stracić ten moment, kiedy jesteśmy w stanie uchronić pacjenta przed trwałą niepełnosprawnością.

Pandemia przyniosła też pewne plusy, korzyści organizacyjne. Ukazały się m.in. komunikaty MZ i NFZ zgodnie z którymi pojawiła się opcja telewizyt u pacjentów stabilnych. Pozwolono nam też na wydawanie jednorazowo większej ilości leków dla chorych, na większą elastyczność, jeśli chodzi o monitorowanie stanu pacjentów, tzn. mogliśmy u stabilnych pacjentów przesunąć w czasie lub nawet przejściowo zrezygnować z niektórych badań.

- Do czego zatem powinien dążyć system w zarządzaniu tą chorobą?
- Widzimy wyraźnie, ile mamy do zrobienia, dlatego współpracujemy jako Sekcja SM i Neuroimmunologii PTN z MZ i NFZ, aby programy lekowe i ich konstrukcja stawały się jak najbardziej przyjazne dla pacjentów i lekarzy.

Dzięki naszemu zaangażowaniu i otwartości resortu zdrowia z dniem 1 września weszły nowe wersje programów lekowych, w których pojawiły się bardzo korzystne zmiany, m.in. aktualizacja kryteriów diagnostycznych, wydłużenie ważności rezonansu magnetycznego przy włączaniu pacjenta do leczenia, oparcie monitorowania pacjenta o ChPL. Współpraca lekarzy, decydentów, płatnika i organizacji pacjentów jest bezwzględnie potrzebna i daje dobre efekty.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum