Prof. Kostera-Pruszczyk: obserwacje leczonych pacjentów potwierdzają skuteczność terapii w SMA

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 03 lipca 2019 09:42

Wraz z wdrożeniem leczenia lekiem nusinersen (firmy Biogen) dla pacjentów z SMA zaczęła się nowa era. Skuteczność leczenia potwierdzają już nie tylko badania naukowe, ale obserwacje leczonych w programach terapeutycznych pacjentów - podkreśla prof. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Prof. Kostera-Pruszczyk: obserwacje leczonych pacjentów potwierdzają skuteczność terapii w SMA
prof. Anna Kostera-Pruszczyk Fot. PTWP

Ekspertka o skuteczność jedynego dotychczas leku na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) mówiła podczas VI Konferencja Naukowo - Szkoleniowej Polskiego Towarzystwa Naukowego (30 maja - 1 czerwca 2019 r.).

Prof. Anna Kostera-Pruszczyk wyjaśniła, że rdzeniowy zanik mięśni (SMA) jest postępującą chorobą dolnego motoneuronu, która spowodowana jest mutacjami genu SMN 1. Dzięki temu, że badanie genetyczne jest powszechnie dostępne w Polsce, u 98 proc. pacjentów szybko udaje się to rozpoznanie potwierdzić.

- Od początku poznania tej choroby wiadomo, że SMA jest schorzeniem bardzo zmiennym w swym obrazie klinicznym, dlatego wyróżnia się kilka postaci, od SMA 0 do SMA 4. Postać SMA 0 jest postacią bardzo ciężką, letalną, która rozpoczyna się już w życiu płodowym. Dla odmiany postać 4 dotyka osoby dorosłe, które do 3-4 dekady życia są sprawne ruchowo, dlatego też choroba przebiega u nich znacznie spokojniej i łagodniej - wyjaśnia ekspertka.

Tłumaczy, że najczęściej mamy do czynienia z postaciami 1, 2 lub 3. SMA 1 ma swój początek w pierwszym półroczu życia. Bez interwencji farmakologicznej pacjenci ci nie są w stanie nawet siedzieć samodzielnie. W przypadku SMA 2 choroba zaczyna się między 6 a 18 miesiącem życia, a maksymalne możliwości ruchowe, jakie rozwija chory z tym typem schorzenia, to umiejętność samodzielnego siedzenia.

SMA 3 zaczyna rozwijać się po półtora roku życia pacjenta. Największe umiejętności jakie zdobywa chory to samodzielne stanie i chodzenie. Należy jednak pamiętać, że nawet u chorych z typem 3 SMA w trakcie rozwoju choroby będzie dochodzić do zaniku mięśni i utraty zdobytych umiejętności rozwojowych.

- Typ choroby, który staje się udziałem konkretnego chorego, przekłada się na rokowanie, zdecydowanie skracające długość życia. I tak osoby z typami 0 i 1 mają bardzo złe rokowania. W przypadku SMA l do przedwczesnego zgonu dochodzi zwykle z powodu niewydolności oddechowej. Dlatego też chorzy zmuszeni są do korzystania z respiratorów. Także przy SMA 2 może dochodzić do przedwczesnego zgonu w mechanizmie niewydolności oddechowej. Natomiast okres przeżycia w SMA 3 i 4 jest podobny jak w populacji ogólnej - zaznacza prof. Kostera -Pruszczyk.

I podkreśla, iż osoby cierpiące na łagodniejsze postaci choroby SMA 2, 3 w trakcie rozwoju choroby, nieleczone tracą swoją sprawność i stają się zależne od pomocy osób trzecich.

Co roku rodzi się 50 nowych chorych

Prof. Kostera- Pruszczyk podkreśliła też, że na SMA każdego roku w Polsce rodzi się ok. 50 osób, które mają mutację genu SMN 1, doprowadzającej w którymś momencie ich życia do objawów rdzeniowego zaniku mięśni. Od ok. 50 do 60 proc. z nich zachorują na postać wczesnodziecięcą czyli SMA1.

- Nawet tych postaci tzw. przewlekłych nigdy nie można traktować jako łagodnych, ponieważ choroba ma postępujący charakter - wyjaśniła prof. Kostera- Pruszczyk.

Dodała, że SMA nie jest chorobą dziecięcą. Owszem jest to schorzenie, która zaczyna się najczęściej w wieku dziecięcym, ale ciągnie się przez różnie długie życie. Dane z rejestru prowadzonego od kilkunastu lat pokazują, że co najmniej połowa ludzi z SMA są to już osoby pełnoletnie. Ponadto rozkład typów SMA 1, 2, 3 i 4 będzie się w kolejnych dekadach życia zmieniał.

- Bardzo niewielka grupa pacjentów z SMA 1 przeżyje do wczesnych lat dwudziestych swego życia. Im starszy będzie pacjent, tym częściej będzie to osoba, która choruje na SMA3. Taka prawidłowość obowiązuje w ramach naturalnego przebiegu choroby - wyjaśniła ekspertka.

Jak działa nusinersen

Neurolog podkreśliła, że nusinersen to lek, który staje się dostępny dla coraz większej grupy pacjentów. Do jego opracowania doprowadziły badania nad cząsteczkami, które mogłyby umożliwić większą produkcję białka SMN, którego brakuje osobom chorym.

- SMA to choroba wywołana zbyt małą ilością w organizmie białka SMN. Każdy człowiek ma dwie bliźniacze kopie tego genu: SMN 1 i SMN2. Kopie te różnią się od siebie bardzo nieznacznie. Obie odpowiadają za produkcję wspomnianego białka. Jednak tylko gen SMN1 odpowiada za produkcję stabilnego białka SMN. Dlatego też jego delecje powodują objawy rdzeniowego zaniku mięśni - zaznacza ekspertka.

Wyjaśnia, że oprócz tej kopii w organizmach ludzkich jest obecna druga kopia - centromerowa, zwana SMN2. Ona także powoduje syntezę białka, jednak jedynie transfer 15-20 proc. tego genu jest białkiem bardzo niestabilnym. Liczba kopii SMN 2 może być różna u różnych ludzi, co wpływa na modyfikację fenotypu. Im więcej kopii SMN 2 tym łagodniejszy może być przebieg choroby. Stąd wiele lat temu zaczęto poszukiwać cząsteczek, które byłyby w stanie wykorzystać obecność kopii SMN2 u osób chorych na rdzeniowy zanik mięśni, aby umożliwić większą produkcję tego białka.

- Nusinersen został zarejestrowany w Europie zaledwie dwa lata temu. Decyzja o refundacji leczenia w Polsce zapadła z końcem 2018 roku. Leczenie pacjentów w Polsce w ramach programów lekowych rozpoczęło się w zasadzie na początku kwietnia 2019 roku, kiedy to ośrodki włączyły się w realizację programu terapeutycznego w ramach NFZ - zaznaczyła prof. Kostera- Pruszczyk.

Lek cofa objawy choroby

Ekspertka wyjaśniła również, że już badania naukowe publikowane w czasopismach eksperckich pokazały jak duża jest skuteczność nusinersenu. Np. badanie ENDEAR objęło dzieci z SMA 1, które miały dwie kopie genu SMN2 i włączone zostały do badania w wieku poniżej siedmiu miesięcy.

- W naturalnym przebiegu choroby dziecko z tą postacią SMA nie nabywa żadnych umiejętności rozwoju ruchowego, z czasem tylko sytuacja się tylko pogarsza. Tymczasem w przypadku dzieci leczonych okazało się, że kamienie milowe rozwoju pojawiły się u połowy leczonych, a przy zastosowaniu pewnej istotnej skali funkcjonalnej, odnotowującej umiejętności ruchowe tzw. kamienie milowe, niemal wszyscy leczeni nusinersenem rozwijali coraz to nowe umiejętności - zaznaczyła prof. Kostera-Pruszczyk.

Wyjaśniła też, że bardzo spektakularne wyniki obserwowane były również w badaniu NURTURE, które dotyczyło podawania leku nusinersen niemowlętom z potwierdzonym rdzeniowym zanikiem mięśni SMA1, u których nie zdążyły jeszcze wystąpić objawy, ponieważ lek podano im przed 6. tygodniem życia. Okazało się, że po ponad półtora roku leczenia, wszystkie niemowlęta żyły i nie wymagały interwencji oddechowej. Ich umiejętności ruchowe są nieoczekiwane jak na kogoś kto choruje na SMA1. Tymczasem w normalnym przebiegu tej choroby, kiedy dzieci nie są leczone, po takim czasie u dzieci dochodzi do niewydolności oddechowej i konieczności zastosowania respiratora.

- Co więcej, ponad 90 proc. tych dzieci rozwija się prawie tak samo jak ich zdrowi rówieśnicy. Większość dzieci z trzema kopiami SMN 2 zaczęło chodzić w tym samym czasie co ich zdrowi rówieśnicy. Niemal wszystkie dzieci zaczęły siedzieć wtedy, gdy ta umiejętność jest oczekiwana u dzieci zdrowych. Nie zaobserwowano u nich istotnych i trwałych pogorszeń dotyczącej zdolności ruchowych - podsumowała prof. Kostera-Pruszczyk.

Dodała, że jeśli chodzi o leczenie chorych pełnoletnich, polskie doświadczenia w tym zakresie są jeszcze znikome. Niemniej jednak w tych krajach, w których możliwość leczenia nusinersenem dorosłych istniała już wcześniej, lekarze wyciągają wnioski. Pierwsze takie badania zostały przedstawione na ostatniej konferencji Amerykańskiej Akademii Neurologii.

- Badanie ze Stanford objęto 43 osoby w wieku 18 - 66 lat, z typem SMA2 i 3, które miały co najmniej jedną wizytę po przyjęciu dawki leku. Wynika z niego, że jedenaście spośród tych osób nadal chodzi samodzielnie. Ponadto, jak podkreślili badacze, wszystkie analizowane zmienne oceniające sprawność pacjentów na kilka sposobów, wskazują na poprawę w przynajmniej jednej sprawności. Z badań tych wynika niezbicie, że leczenie zmierza ku poprawie stanu chorych, podczas gdy w naturalnym przebiegu choroby u pacjentów postępuje pogorszenie sprawności - zaznacza ekspertka.

- Widoczny trend do stabilizacji stanu ruchowego należy w wypadku takiej postępującej choroby uznać za sukces. Na pewno osiągnięte wyniki należy interpretować w kategorii tego jak wygląda przebieg historii naturalnej choroby - podsumowuje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum