Optymalne leczenie SM. Hamuje zanik mózgu i pozwala na aktywność zawodową

Autor: oprac. SzB • Źródło: mat. prasowe, Rynek Zdrowia25 września 2022 10:00

W czasie dorosłego życia każdego człowieka dochodzi do stopniowego, powolnego zmniejszania się objętości mózgu. Proces ten, który jest nazywany atrofią mózgu, zachodzi znacznie szybciej u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Skuteczne leczenie może jednak hamować atrofię.

Optymalne leczenie SM. Hamuje zanik mózgu  i pozwala na aktywność zawodową
Optymalne leczenie SM. Hamuje zanik mózgu i pozwala na aktywność zawodową. Fot. Shutterstock
  • W przypadku leczenia stwardnienia rozsianego pod uwagę, przy ocenie postępu choroby oraz skuteczności leczenia, bierze się także zanik mózgu
  • Ten proces zachodzi bowiem znacznie szybciej u pacjentów z SM. Kluczowe dla zahamowania atrofii jest szybkie rozpoznanie choroby i jak najszybsze rozpoczęcie skutecznego leczenia.
  • - Leczenie wysoko skuteczne hamuje proces zaniku mózgu. Dla aktywnych zawodowo osób z SM, ważne jest, żeby stosowane leczenie było jak najmniej obciążające i nie wiązało się z koniecznością częstych absencji w pracy - podkreśla dr hab. Maciej Świat

Stwardnienie rozsiane. Jak zahamować proces zaniku mózgu? 

Do niedawna, w przypadku leczeniu stwardnienia rozsianego (SM), koncentrowano się głównie na zmniejszaniu liczby rzutów tej choroby, redukcji ognisk zapalnych w ośrodkowym układzie nerwowym oraz zachowaniu sprawności fizycznej pacjentów. Teraz pod uwagę, przy ocenie postępu choroby oraz skuteczności leczenia, bierze się także zanik mózgu.

Ten proces zachodzi bowiem znacznie szybciej u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Kluczowe dla zahamowania atrofii jest szybkie rozpoznanie choroby i jak najszybsze rozpoczęcie skutecznego leczenia.

To potwierdzają liczne obserwacje z praktyki klinicznej lekarzy neurologów. Dzięki temu pacjenci pozostają sprawni, zarówno ruchowo, jak i mentalnie, mogą normalnie funkcjonować i wykonywać pracę zawodową.

W Polsce system leczenia opiera się na tzw. modelu eskalacyjnym. Polega on na tym, że pacjentowi po diagnozie SM proponowane jest leczenie tzw. pierwszej linii lekami o umiarkowanej skuteczności.

Następuje później obserwacja pacjenta (tzn. wykonywane są u niego regularne badania rezonansowe i neurologiczne). W przypadku, jeśli jego stan się pogorszy, proponowane jest przejście na leczenie lekami wysoko skutecznymi, drugiej linii.

W wielu krajach model eskalacyjny leczenia SM nie jest już powszechnie stosowany. 

Natomiast zasadność jak najszybszego włączenia terapii lekiem wysoko skutecznym potwierdzają też doświadczenia lekarzy praktyków. 

— Aby porównać skuteczność modelu eskalacyjnego i indukcyjnego w leczeniu stwardnienia rozsianego, mogę posłużyć się przykładem moich trzech pacjentek, którym towarzyszę od samego początku trwania ich choroby. Wszystkie te pacjentki zachorowały na SM w wieku dwudziestu kilku lat, czyli będąc dopiero na starcie swojego dorosłego życia rodzinnego i zawodowego — wyjaśnia dr hab. n. med. Maciej Świat z Oddziału Neurologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku.

Historie trzech pacjentek

Pierwsza z pacjentek dr. Świata ma obecnie 48 lat, a pierwsze objawy, w postaci zaburzeń ruchomości gałek ocznych, wystąpiły u niej w 2001 roku.

Jednak wówczas nie postawiono u niej diagnozy SM, co stało się dopiero w 2003 roku.

— Ponieważ wtedy nie było jeszcze żadnego ogólnie dostępnego leczenia SM, zakwalifikowaliśmy pacjentkę do badania klinicznego, w ramach którego prawdopodobnie przyjmowała interferon beta-1b. W tym czasie nie miała rzutów choroby, ale po zakończeniu badania klinicznego, w 2007 roku, u pacjentki wystąpiły aż trzy rzuty choroby. W 2008 roku zaszła w ciążę, co spowodowało wyciszenie choroby, następnie zaszła w drugą ciążę, ale niestety po drugiej ciąży, w 2012 roku, nastąpił ponowny, silny rzut choroby, a w rezonansie magnetycznym widoczne były nowe zmiany w mózgu — kontynuuje dr hab. Świat. 

– Widoczne było już także upośledzenie sprawności ruchowej pacjentki. W 2014 roku zostało włączone leczenie octanem glatirameru, czyli jednym z najstarszych leków pierwszoliniowych. Ten lek pacjentka otrzymywała prawie 3 lata, ale gdy zaczęły się kolejne rzuty i zmiany w rezonansie magnetycznym, postanowiliśmy zmienić, w 2017 roku, terapię na kolejny, nieco nowszy, lek pierwszoliniowy. Niestety, i ta zmiana nie przyniosła spodziewanych efektów – występowały kolejne liczne zmiany w rezonansie i kolejne rzuty choroby. Zarówno radiologiczna jak i kliniczna nieskuteczność terapii pozwoliła w 2020 roku, czyli 17 lat po diagnozie, na przejście na leczenie drugoliniowe lekiem okrelizumab. Od tego momentu sytuacja się ustabilizowała, chociaż pacjentka jest już mocno przez chorobę dotknięta. Ma problemy w codziennym funkcjonowaniu i praktycznie nie może kontynuować pracy zawodowej – opowiada.

Z powodu choroby nie jest już aktywna zawodowo

Druga z pacjentek doktora także przeszła długą drogę zanim zaczęła otrzymywać skuteczne leczenie drugiej linii. Kobieta ma obecnie 33 lata, a na SM zachorowała w 2011 roku.

Choroba rozpoczęła się u niej zaburzeniami czucia, została szybko zdiagnozowana i szybko zostało włączone leczenie z zastosowaniem interferonu. Początkowo terapia przebiegała z dobrym efektem, ale w 2016 roku zaczęły ujawniać się nowe zmiany w rezonansie magnetycznym, co oznaczało częściową nieskuteczność leczenia.

Ponieważ zmiany radiologicznie nie były powiązane z rzutami, jedynym co lekarze mogli zaproponować pacjentce, była zmiana terapii na inny lek pierwszoliniowy. Niestety, w rezonansie kontrolnym po roku leczenia tym lekiem widoczne były coraz liczniejsze zmiany w mózgu. U pacjentki zmieniono leczenie na kolejny lek pierwszoliniowy.

Nie przyniosło to spodziewanej poprawy – pojawiły się kolejne zmiany rezonansowe i nowe rzuty, i dopiero to pozwoliło na zmianę terapii na lek z drugiej linii. Nastąpiło to w 2019 roku, czyli 8 lat po diagnozie. Ta pacjentka również, z powodu choroby, nie jest już aktywna zawodowo.

"Leczenie wysoko skuteczne hamuje proces zaniku mózgu"

— Trzecia moja pacjentka ma także 33 lata i też zaczęła chorować ponad 10 lat temu, czyli w 2012 roku. Po diagnozie zaczęła otrzymywać leczenie interferonem, ale już w pierwszym roku terapii choroba zaczęła się uaktywniać w postaci rzutów i zmian w mózgu widocznych w badaniu rezonansem magnetycznym — przybliża dr hab. Świat. 

— To spowodowało, że już w 2014 roku, czyli dwa lata po diagnozie można było włączyć leczenie lekiem drugoliniowym. Paradoksalnie, agresywny przebieg choroby okazał się być „szczęściem w nieszczęściu”, bo dzięki temu ta chora mogła szybko otrzymać leczenie wysoko skuteczne lekiem okrelizumab. Ta pacjentka pozostaje aktywna zawodowo i bez przeszkód pracuje — dodaje. 

Dr hab. n. med. Maciej Świat przyznaje, że "porównując obraz rezonansowy mózgów tych trzech pacjentek, bardzo wyraźnie widać, nawet bez wykonywania pomiarów wolumetrycznych, że im dłużej pacjentka była na leczeniu pierwszoliniowym, a krócej na drugoliniowym, tym objętość mózgu jest mniejsza".

— Oznacza to, że leczenie wysoko skuteczne hamuje proces zaniku mózgu. Dla aktywnych zawodowo osób z SM, ważne jest, żeby stosowane leczenie było jak najmniej obciążające i nie wiązało się z koniecznością częstych absencji w pracy, co zapewnia terapia lekiem podawanym raz na pół roku — podkreśla dr hab. Maciej Świat. 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum