Eksperci: chorzy z SM oczekują na przedłużenie leczenia w drugiej linii

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 19 czerwca 2018 14:32

- Pacjenci chorzy na SM oczekują na wydanie decyzji Ministerstwa Zdrowia w sprawie terapii natalizumabem w II linii leczenia. Jej brak, mimo nieuchronnie zbliżającego się terminu wygaśnięcia zgody na leczenie dla pacjentów, którzy jako pierwsi weszli do programu, powoduje, że wielu z nich żyje w stresie i niepewności co do dalszego ich losu - podkreśla Tomasz Połeć, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego (PTSR).

Dr hab. Monika Adamczyk-Sowa, prezes elekt Sekcji SM Polskiego Towarzystwa Neurologicznego; FOT. PTWP

Tomasz Połeć w trakcie debaty Rynku Zdrowia pt: "Stwardnienie rozsiane: w jakim miejscu jesteśmy i dokąd zmierzamy?" (Warszawa, 13 czerwca br.) wyjaśniał, że problem dotyczy programu "Leczenie stwardnienia rozsianego po niepowodzeniu leczenia lekami terapii pierwszego rzutu lub w szybko rozwijającej się ciężkiej postaci stwardnienia rozsianego (ICD-10 G 35)", który ogranicza możliwość przyjmowania leku w ramach drugiej linii leczenia tylko do 60 miesięcy.

Leczyć trzeba skutecznie
- Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego (PTSR) wielokrotnie zwracało uwagę Ministerstwa Zdrowia na konieczność zapewnienia ciągłości leczenia po tym okresie. Po sukcesie, jakim było niewątpliwie zniesienie ograniczenia dla leku fingolimod, całe środowisko - lekarze, pacjenci oraz organizacje działające w ich interesie - oczekiwali rychłej podobnej decyzji również w przypadku drugiej terapii - natalizumabu - tłumaczy ekspert.

Dodaje: - Niemal codziennie w biurze PTSR odbierane są telefony od zaniepokojonych pacjentów, którzy dopytują się, co z nimi będzie dalej, jak będzie wyglądało ich leczenie, ich zdrowie i ich cała przyszłość.

Z kolei dr hab. Monika Adamczyk-Sowa, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes elekt Sekcji SM Polskiego Towarzystwa Neurologicznego zaznacza, że nagłe przerywanie terapii natalizumabem może przynieść bardzo poważne konsekwencje zdrowotne, dla pacjentów, którzy z tej terapii korzystają.

- Dzięki dostępowi do wielu leków w terapii chorych na SM, udało nam się doprowadzić do sytuacji, w której leki dla chorych są każdorazowo dobierane dla konkretnego pacjenta. Terapia tym konkretnym farmaceutykiem, zgodnie z zaleceniami międzynarodowych towarzystw naukowych powinna trwać tak długo, jak długa lek przynosi pożądane efekty kliniczne. Ewentualne przestawianie chorego na inny lek niesie za sobą ryzyko wzrostu aktywności choroby. Dlatego niedopuszczalne jest odstawienie skutecznej terapii u ustabilizowanych pacjentów jedynie z przyczyn administracyjnych - wyjaśnia dr hab. Adamczyk-Sowa.

Ekspertka podkreśla też, że w neurologii znany jest tzw. efekt z odbicia, który pojawia się u chorych po nagłym odstawieniu tak silnie hamującego chorobę leku, jakim jest natalizumab. Efekt ten polega na tym, że u pacjenta bardzo szybko po zaprzestaniu leczenia pojawiają się silne rzuty choroby i postępuje niepełnosprawność. Lekarze obawiają się, że taki los może właśnie spotkać chorych pozostających w II linii leczenia przy użyciu natalizumabu.

Na wejście do programu czekają pacjenci JCV-dodatni
Obecni na debacie eksperci i reprezentanci towarzystw pacjentów zwrócili również uwagę na fakt, iż Polska jest krajem, który ogranicza leczenie natalizumabem chorym na SM zakażonych wirusem JC. Dlatego też środowisko oczekuje także na decyzję MZ o zniesieniu zakazu stosowania tej terapii u pacjentów JCV-dodatnich.

Malina Wieczorek, prezes Fundacji "SM - walcz o siebie" podkreśla, że w większości krajów Europy Zachodniej pacjenci JCV dodatni mają dostęp do leczenia natalizumabem, a w Polsce lekarze nie mają możliwości leczenia pacjentów zgodnie z charakterystyką produktu leczniczego (CHPL-em).

Podobnego zdania jest dr hab. Adamczyk-Sowa, która wyjaśnia, że ograniczenie to jest niezrozumiałe, zwłaszcza, że w Polsce u chorych u których w trakcie leczenia natalizumabem dochodzi do serokonwersji, dalsze leczenie jest dopuszczalne.

- Widzimy, chociażby obserwując tę grupę chorych, że terapia natalizumabem u pacjentów JCV dodatnich nie wiąże się z dużym ryzykiem nieprawidłowości i powikłań, dlatego też bezwzględnie zapis dotyczący tego ograniczenia powinien zostać zniesiony podobnie jak to ma miejsce w innych krajach - zaznacza dr hab. Adamczyk-Sowa.

- W niektórych przypadkach bardzo potrzebujemy dostępu do tej formy leczenia u chorych z JCV plus, z uwagi na postać choroby - dodaje specjalistka.

Zgoda pilnie potrzebna
Stwardnienie rozsiane jest zapalną chorobą demielinizacyjną ośrodkowego układu nerwowego o nieznanej etiologii. Choroba ta, nieleczona, bardzo szybko prowadzi do postępującej niepełnosprawności. Sytuacja jest tym tragiczniejsza, że SM dotyczy przede wszystkim ludzi młodych, którzy zaczynają dorosłe życie, mają swoje plany, marzenia, chcą pracować i rozwijać swoje pasje.

Przy zastosowaniu skutecznych terapii jest to dziś , jak najbardziej możliwe. Ministerstwo Zdrowia kilka miesięcy temu zniosło 5-letni limit czasowy w odniesieniu do leku fingolimod w ramach II linii leczenia. Niestety dotychczas nie podjęto analogicznej decyzji odnośnie drugiego z leków - natalizumabu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum