Badanie przesiewowe i wczesne leczenie mogą wyeliminować SMA

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 03 lutego 2018 08:06

- Jeśli wprowadzimy badania przesiewowe w kierunku rdzeniowego zaniku mięśni (SMA), które zidentyfikują wszystkich chorych, a następnie osoby zdiagnozowane poddamy leczeniu, to za trzydzieści, czterdzieści lat SMA może stać się chorobą historyczną - przekonuje Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Wada genu SMN1 sprawia, że organizm nie produkuje wystarczających ilości białka warunkującego przeżycie neuronów ruchowych. Fot. Archiwum

Tak optymistyczne wnioski wiążą się z zarejestrowaniem pierwszego na świecie leku na SMA - nusinersenu (firmy Biogen). Lek ten 23 grudnia 2016 r. zarejestrowała amerykańska FDA (Food and Drug Administration), a 30 maja 2017 r. Komisja Europejska.

Czym jest SMA?

Jak podkreślają eksperci, SMA to choroba, w której dochodzi do obumierania neuronów ruchowych znajdujących się w rdzeniu kręgowym i w dolnej części pnia mózgu. W efekcie tych zmian następuje stopniowe, poważne osłabieni mięśni, prowadzące do ich zaniku.

Za ten stan odpowiedzialna jest wada genu SMN1, która sprawia, że organizm pacjentów chorych na SMA nie produkuje wystarczających ilości białka warunkującego przeżycie neuronów ruchowych (SMN). Białko to ma kluczowe znaczenie dla ich funkcjonowania. Poszczególne typy SMA (cztery) są skorelowane z ilością kodowanego białka SMN.

- Najcięższa postać to SMA Typu I. Organizm chorego, który ma "jedynkę" wytwarza niewielkie ilości białka SMN, dlatego też cierpiący na nią pacjenci nie potrafią nawet samodzielnie siadać i nie dożyją dwóch lat bez wspomagania oddechowego - podkreśla dr Mazurkiewicz-Bełdzińska.

I dodaje. W wypadku SMA o późnym początku, organizm chorego produkuje białko SMN w większej ilości. Choroba ma lżejszy przebieg, ale nadal wydatnie wpływa na codzienne funkcjonowanie.

Ryzyko urodzenia dziecka chorego na SMA wiąże się z mutacją występującą na piątym chromosomie, polegającą na uszkodzeniu obu genów odpowiedzialnych za tworzenie białka SMN w komórce (tak zwanych genów SMN1).

Jak podkreśla Marie-Christine Ouillade, prezydent SMA EUROPE, nosicielstwo genu warunkującego wystąpienie SMA wynosi 1 na 35 osób. Ponieważ dziedziczenie ma charakter autosomalny recesywny, aby doszło do rozwoju choroby u danego dziecka, musi ono odziedziczyć dwie mutacje tego samego genu, otrzymane po jednej od każdego z rodziców będących jej nosicielami. W przypadku dwojga nosicieli każda ciąża niesie ze sobą 25 proc. prawdopodobieństwo, że dziecko będzie chore.

Szacuje się, że na SMA cierpi w Polsce od 400 do 800 osób, a każdego roku stawianych jest 50 nowych rozpoznań.

Wreszcie mamy przełom

Prof. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, podkreśla, że do ubiegłego roku neurolodzy nie mogli zaproponować chorym żadnej formy leczenia, która mogłaby choćby spowolnić rozwój choroby, a tym samym ograniczyć jej konsekwencje - postępujące upośledzenie mięśni.

Zdanie to podziela dr Mazurkiewicz-Bełdzińska, która tłumaczy, że neurolodzy po zdiagnozowaniu SMA u dziecka mogli jedynie "siąść i płakać". - Ta diagnoza była dla chorego wyrokiem. Dotychczasowe działania były ukierunkowane jedynie na zminimalizowanie dyskomfortu. Lekarze nie mieli dostępu do żadnego leczenia przyczynowego, aż do ubiegłego roku, kiedy to dopuszczono do obrotu pierwszy lek na SMA - nusinersen - informuje Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Lek ten, jak zgodnie potwierdzają wszyscy eksperci, okazał się całkowitym przełomem. Jego działanie polega na regulacji ekspresji genu, co sprawia, że nusinersen może potencjalnie zwiększać liczbę funkcjonalnego białka SMN u pacjentów cierpiących na jego niedobór. Nusinersem podawany jest dooponowo, a chorzy muszą przyjmować go do końca życia.

Prof. Barbara Steinborn, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, wyjaśnia, że jeśli porównywać efekty dotychczasowej opieki nad pacjentami z rozpoznaniem SMA (rehabilitację, profilaktykę, wsparcie dla pacjentów) z lekiem, który działa przyczynowo, można mówić o stopniowym powrocie chorych do prawidłowego funkcjonowania.

Lek nusinersen został udostępniony przez producenta jeszcze przed oficjalną rejestracją i był podawany w ramach największego program rozszerzonego dostępu (EAP). W programie tym bierze udział także Polska. W trzech ośrodkach podawany jest 30 pacjentom z SMA typu I.

Dr Laurent Servais, neurolog dziecięcy w Institut de Myologie w Paryżu, który odpowiedzialny jest za EAP we Francji i który ma pod swoją opieką także 29 dzieci z Polski wyjaśnia, że po podaniu nusinersenu u maluchów widać było wyraźnie, jak niektóre objawy zaczęły się cofać.

- Wśród leczonych pacjentów z SMA Typ I są tacy, którzy mogą już chodzić. Najlepszym przykładem jest Miłosz z Polski, który stanął na własnych nóżkach właśnie na moim oddziale - chwali się dr Servais.

Wysoką skuteczność terapii nusinersenem potwierdza również dr Mazurkiewicz-Bełdzińska. Jak wyjaśnia, pierwsze badania leku w ramach badania ENDEAR są spektakularne. Pokazują, że pacjenci z SMA Typ I, którzy wcześnie dostają leczenie, nie muszą być na respiratorze i samodzielnie siadają.

Ekspertka dodaje też, że poprawa widoczna jest u wszystkich chorych bez względu na typ SMA.

Szansą przesiew i natychmiastowe leczenie

Prof. Kostera-Pruszczyk wyjaśnia, że bardzo dobrym rozwiązaniem, które przybliżyłoby Polskę do celu, jakim jest jak najlepsze życie i jak najlepsze funkcjonowanie chorego i jego najbliższych, byłoby wprowadzenie powszechnego screeningu.

- Przesiew noworodków pozoliłoby nam "wyłapać" wszystkie dzieci z SMA tuż po urodzeniu. Dzięki temu moglibyśmy otoczyć je właściwą opieką medyczną, oczywiście gdybyśmy mieli zapewniony dostęp do refundowanego leku - zaznacza prof. Kostera-Pruszczyk.

O wiele dalej idzie w swoich rozważaniach dr Mazurkiewicz-Bełdzińska, która podkreśla, że badania przesiewowe są proste do wprowadzenia.  Jako przykład podaje wprowadzony w 2009 r przesiew w kierunku mukowiscydozy. Pokazał on, że tego rodzaju screeningi nie są one trudne do przeprowadzenia.

- Dzięki temu doświadczeniu widzimy, że równie dobrze można by zaraz po urodzeniu, oprócz badań w kierunku niedoczynności tarczycy czy mukowiscydozy, pobierać próbki w kierunku SMA, zwłaszcza że w odniesieniu do tej choroby badanie genetyczne jest dość proste i niedrogie. Myślę, że na początek można by wystartować z pilotażem w jednym z województw - wyjaśnia Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

I dodaje. - Gdybyśmy mieli zdiagnozowane dzieci w ciągu tygodnia od urodzenia i w 8-9 dobie ich życia podali im lek, który aplikowany byłby do końca ich życia, to dzieci te nie miałyby objawów choroby. Z danych, które już dziś mamy, wynika że leczenie tej choroby lepiej rokuje w porównaniu do innych schorzeń, takich jak np. SM czy cukrzyca, które mają jedynie szanse być zaleczalne, a SMA podąża w kierunku choroby wyleczalnej.

Ekspertka opiera swoje wnioski o dane dotyczące dzieci z SMA, które dostały nusinersen w pierwszych dniach życia. Były to maluchy zdiagnozowane tuż po urodzeniu, ze względu na to, że miały starsze rodzeństwo chorujące na SMA. Pacjenci ci dostali odpowiednio wcześnie leczenie i są fenotypowo zdrowi. Zachowują się też jak zupełnie zdrowe dzieci.

Resort zdrowia jest "za", ale liczy koszty

Optymizm ekspertów podziela Marcin Czech, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Przyznaje, że jest otwarty na prowadzenie rozmów z zainteresowanymi stronami, w tym ze stowarzyszeniami pacjentów z SMA i z rodzinami.

Zaznacza jednak, że Ministerstwo Zdrowia zanim podejmie decyzje, musi wziąć pod uwagę po pierwsze, skuteczność kliniczną leku, po drugie, koszty samej terapii. Te niestety są bardzo wysokie i wynoszą przy obecnej cenie za lek pół miliarda zł na rok dla całej populacji.

Jednocześnie minister Czech deklaruje, że  podejmie dialog z NFZ i dołoży starań, by znaleźć rozwiązanie, na które będzie Polskę stać.

- Nie możemy się jednak oszukiwać. Jeśli firma nie będzie elastyczna w obszarze ceny i nie będzie bardzo dobrych instrumentów podziału ryzyka, refundacja będzie naprawdę dużym wyzwaniem - podkreśla wiceminister..

Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska pozytywnie ocenia stanowisko wiceministra i przyznaje, że jest wola pomocy chorym na SMA ze strony resortu zdrowia. Jest też skonstruowany program lekowy. Pytanie dotyczy tylko tego, na ile ten lek będzie można zrefundować.

- Mam nadzieję, że terapię otrzymają wszyscy pacjenci, chociaż wydaje się, że resort będzie chciał wyłączyć jakąś populację. Z takim podejściem ja się jednak nie zgadzam. Kiedy zaczynałam podawanie leku w ramach programu rozszerzonego dostępu, otrzymałam setki maili od rodzin pacjentów, którzy mają chorych z typem 1, 2, 3, 4 z pytaniami, jak mogą ten lek otrzymać. Każdy z tych maili to było wołanie o pomoc. Jak miałabym tym pacjentom powiedzieć, że nie dostaną leku, bo są np. za starzy lub mają mocno zaawansowaną chorobę albo nie taki jej typ - mówi Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Dodaje, że na szczęście terapie neurologiczne bardzo szybko się rozwijają. - Mamy kolejne badania kliniczne dotyczące innych cząsteczek o podobnym działaniu (Oleoxime, Sunfish firmy La Roche), a im więcej leków, tym większa szansa, że cena farmaceutyków zacznie spadać.

Liderem w leczeniu SMA są Włochy, które od października 2017 r. wprowadziły refundację leku nusinersen dla wszystkich chorych niezależnie od typu choroby.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum