Za mało lekarzy, za dużo specjalizacji. Eksperci: "Zabraknie chętnych na internę, pediatrię, i chirurgię"

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia05 lipca 2021 11:00

Lekarzy brakuje, więc tymi kadrami powinniśmy gospodarować oszczędnie. Czy obecny system szkolenia specjalizacyjnego przyczynia się do pogłębiania tych deficytów?

Specjalizacje lekarskie - czy nie mamy ich za dużo? Fot. archiwum
  • Dr Jerzy Friediger: - W kraju mamy aż 77 specjalizacji lekarskich. Widać wyraźnie, że zabraknie nam chętnych na szerokie specjalizacje jak interna, pediatria, chirurgia ogólna
  • - Wybieramy specjalizacje docelowe, bo chcemy mieć możliwość wykonywania konkretnych procedur po zakończeniu specjalizacji - tłumaczy Anna Bazydło, wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów
  • Zdaniem profesora Oskara Kowalskiego pewien błąd systemu polega na zbyt małym wykorzystaniu kształcenia w węższych umiejętnościach
  • Prof. Paweł Buszman: - Nie możemy doprowadzać do tego, żeby specjalizacje zawłaszczały dla siebie konkretne procedury czy zabiegi 

Jak przypomina dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego SP ZOZ w Krakowie i członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, w kraju mamy aż 77 specjalizacji lekarskich.

- Widać wyraźnie, że zabraknie nam chętnych na szerokie specjalizacje jak interna, pediatria, chirurgia ogólna. Koleżanki i koledzy kończący studia będą woleli od razu skierować się na specjalizację wąską, która wymaga poświęcenia mniej energii na przygotowanie do pracy niż specjalizacja szeroka - mówił podczas sesji „Specjalizacje lekarskie” w ramach VI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

Specjalizacje lekarskie - czy odpowiada nam ten model?

Skoro brakuje nam lekarzy, to kadrami lekarskimi należy gospodarować oszczędnie. Tak jednak nie jest, bo specjalizacje zawężają uprawnienia lekarzy. - Czy nie należałoby zastanowić się nad powrotem do dwustopniowej specjalizacji, bądź specjalizacji ogólnych i szczegółowych? - poddawał pod rozwagę dr Jerzy Friediger, oceniając że wprowadzony przed kilkoma laty system specjalizacji jest zły.

Dodał: - Wydaje się, że taki system, w którym lekarz już po odbyciu pewnego okresu specjalizacji miałby usankcjonowane określone kompetencje zawodowe, byłby systemem lepszym.

Anna Bazydło, wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów zauważa, że mała atrakcyjność niektórych specjalizacji szerszych wynika przede wszystkim z braku możliwości wykonywania wąskich specjalizacji bezpośrednio po zrobieniu specjalizacji szerokiej.

Tłumaczyła, że lekarze podejmujący się specjalizacji szerokiej, czyli np. z interny czy pediatrii, próbując zdobyć kolejną specjalizację są zatrudniani przez szpitale albo na minimalnym wynagrodzeniu, albo nie są zatrudniani i nie mają możliwości zrobienia kolejnej specjalizacji.

- Poza tym jeżeli ktoś chciałby mieć szersze kompetencje, to niestety rozwiązania systemowe nie pozwalają np. na ścieżkę kardiologii dziecięcej, diabetologii prowadzącą przez pediatrię czy internę. My wybieramy specjalizacje docelowe dlatego, że chcielibyśmy mieć możliwość wykonywania konkretnych procedur po zakończeniu specjalizacji - wyjaśniła.

Skrót sesji

Zdaniem dr hab. Oskara Kowalskiego, prof. SUM, prorektora ds. kształcenia podyplomowego i Ustawicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownika Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, wydaje się, że model kształcenia specjalizacyjnego należałoby lepiej dopasować do danej specjalizacji, w zależności od tego czy jest ona zabiegowa czy niezabiegowa.

Umiejętności lekarskie - nie korzystamy z nich optymalnie

Profesor zauważył, że system w którym zdobywał kiedyś specjalizację kardiologa wymagał nauki przez blisko 12 lat i prowadził przez wcześniejsze uzyskanie specjalizacji z chorób wewnętrznych. W tej chwili droga do specjalizacji z kardiologii, podobnie jak wielu innych, jest krótsza.

- Moim zdaniem powrót do trybu, w którym każdy kardiolog najpierw musiałby uzyskać specjalizację z chorób wewnętrznych nie przyniósłby za sobą wzrostu jakości leczenia. Podzieliliśmy się na specjalizacje bardzo, ale życie wymusiło taki rozdział szkoleń, bo procedury, które wykonujemy są często wyrafinowane - wskazywał prof. Oskar Kowalski, nawiązując do jeszcze większego niż wcześniej zawężenia specjalizacji w kardiologii, do specjalistów, którzy np. zajmują się hemodynamiką, wykonują zabiegi elektrofizjologiczne.

- Dlatego w kardiologii obecny system specjalizowania się uważam za dobry, prawidłowy - oceniał. Zdaniem profesora pewien błąd systemu polega na zbyt małym wykorzystaniu kształcenia w węższych umiejętnościach.

W ocenie prof. Pawła Buszmana z Katedry i Zakładu Epidemiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego należałoby się zastanowić czy pełne szkolenie internistyczne musi trwać 5, a razem ze stażem aż 6 lat: - Wydaje się, że to za długo. Można dyskutować czy lekarz podejmujący specjalizację np. z kardiologii nie mógłby również podejść do egzaminu z interny po 3-letniej rezydenturze, tak aby po 6 latach mógł mieć obie specjalizacje.

Z kolei zawężanie specjalizacji ogranicza możliwości wykonywania pewnych zabiegów opartych o umiejętności. - Kardiolodzy bardzo to odczuli, kiedy pomimo tego, że wprowadzaliśmy interwencję na naczyniach chirurdzy naczyniowi zabrali nam możliwość wykonywania zabiegów endowaskularnych, mimo że często żeby dojść do serca musimy otworzyć naczynia obwodowe - przypomniał.

- Nie możemy doprowadzać do tego, żeby specjalizacje zawłaszczały sobie konkretne procedury czy zabiegi. To blokownie procedur specjalnościom, które mają umiejętności - stwierdził profesor.

Szkolenie specjalizacyjne - czyli mistrz i uczeń

Według dr hab. Zbigniewa Nawrata, prof. SUM, dyrektora kreatywnego Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Z. Religi, prezydenta Międzynarodowego Stowarzyszenia na rzecz Robotyki Medycznej, obecnie specjalizowanie prowadzi czasami do ograniczenia możliwości.

- Specjalność oznaczać może, że nie mogę robić czegoś, co umiem. Gdyby w ten sposób miał pracować Einstein, bo fizycy nie pozwoliliby mu na rozwój, to wielu rzeczy nie dowiedzielibyśmy się o świecie. Gdyby Mozart miał zakaz podejścia do orkiestry symfonicznej, gdy był mało znany, też byśmy stracili. Generalnie mówimy o tym, że są sytuacje, gdy młody człowiek w szczycie swoich możliwości nie może się rozwijać - zaznaczył, mając na myśli pozycję młodych, zdolnych lekarzy w systemie, których umiejętności nie zawsze są wykorzystywane.

Dr Mariusz Wójtowicz, prezes zarządu Szpitala Miejskiego w Zabrzu Sp. z o.o., prezes zarządu Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Województwa Śląskiego, jako kierownik specjalizacji zwraca z kolei uwagę na nadmiar bardzo specjalistycznych procedur do wykonania przez specjalizującego się lekarza, zawartych w programie szkolenia.

- Jako ginekologowi z 33-letnim doświadczeniem, niektórych procedur opisanych w obecnym programie szkolenia nie udało mi się wykonać, pracując pod kierunkiem wielu profesorów. A byłem osobą ambitną, która chciała się wiele nauczyć. Po co tyle procedur bardzo specjalistycznych w programie, które nic nie wnoszą do tego, żebyśmy wykształcili dobrego rzemieślnika, dobrego lekarza? -pyta dr Mariusz Wójtowicz.

Przyznał natomiast, że bardzo istotne w procesie szkolenia jest, by rezydenci na oddziałach, które wybiorą mogli wykonywać pełen zakres procedur realizowanych w danym ośrodku.

Jak dodała Anna Bazydło nie zawsze jednak czas szkolenia jest wykorzystany optymalnie. Podawała jeden z powodów: - Bardzo często kierownicy specjalizacji nie są zatrudnieni na umowie o pracę w szpitalu, ale na kontraktach, które zależą od wykonań. Jeżeli te kontrakty nie biorą pod uwagę dodatków za kształcenie rezydenta w sytuacji, gdy ma on wykonać część procedur, to nie opłaca się kształcić lekarzy rezydentów, bo zmniejsza to zarobki specjalistów.

Wymogi kadrowe - czy nie nadmierne?

Na relacje mistrz-uczeń podczas szkolenia specjalizacyjnego zwróciła też uwagę prof. Iwona Niedzielska, lekarz kierujący Oddziałem Chirurgii Szczękowo-Twarzowej w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym im. Andrzeja Mielęckiego w Katowicach Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant wojewódzki w dz. chirurgii szczękowo-twarzowej.

Jak przekonywała, w specjalizacjach zabiegowych istotna jest nie tylko wiedza młodego lekarza, który zdał egzamin teoretyczny, ale i predyspozycje, przede wszystkim zdolności manualne. - Może się zdarzyć, że przez lata kształcimy specjalistycznie osobę, która się kompletnie do tego nie nadaje. Jako kierownik specjalizacji mam żadnych narzędzi, żeby taką osobę przenieść na inną specjalizację - podkreślała.

Nawiązując do kwestii braku specjalistów prof. Iwona Niedzielska zwróciła uwagę, że specjalizacja, którą reprezentuje jest przykładem takiej, w której mamy dostateczną ilość specjalistów, ale mimo to brakuje ich tam, gdzie są najbardziej potrzebni, czyli na oddziałach szpitalnych. Przyczyną są warunki płacowe.

Na jeszcze jeden systemowy aspekt, który pogłębia braki specjalistów wskazał prof. Paweł Buszman. Przyznał, że doszło do mnożenia specjalizacji, co potęguje odchodzenie lekarzy w nisze medyczne. Jednak także istotny wpływ na rynek pracy i braki kadrowe w szpitalach mają i regulacje dotyczące wymagań kadrowych.

Usługodawcy są uzależnieni od regulacji, które narzuca NFZ i Ministerstwo Zdrowia. - Jeżeli mamy niewyobrażalne wymogi kadrowe ilu to specjalistów albo podspecjalistów musimy zatrudnić, żeby dostać kontrakt albo wykonać prostą procedurę, to zauważamy jak dużo pieniędzy szpital musi wydać i jak długo musi szukać tych specjalistów, by zdobyć czasem tak naprawdę bardzo skąpy kontrakt. Sami poprzez te regulacje powodujemy nasilenie braków kadrowych - ocenił podsumowując dyskusję.

Pełny zapis wideo sesji/retransmisja: hccongress.pl

*Wszystkie wypowiedzi w artykule zostały zanotowane podczas VI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 14-16 czerwca).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum