W ogonie Europy. Dlaczego kształcimy tak mało lekarzy?

Autor: Ryszard Rotaub, BM/Rynek Zdrowia • • 12 maja 2015 06:10

Liczba praktykujących lekarzy w relacji do liczby mieszkańców jest w Polsce najniższa w całej Unii Europejskiej - wynika z raportu OECD za 2014 r., który opublikowano w kwietniu tego roku. Na 1000 mieszkańców naszego kraju przypada 2,2 lekarza. Jak to się stało, że znaleźliśmy się na końcu tabeli?

W ogonie Europy. Dlaczego kształcimy tak mało lekarzy?
Fot. archiwum

Sytuacja się pogarsza, bo jeszcze kilka lat temu co prawda byliśmy w ogonie stawki, ale nigdy ostatni. Spośród przebadanych krajów gorzej jest tylko w Turcji i Macedonii.

Czytaj: Raport OECD: alarmujące dane o liczbie lekarzy w Polsce

Dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia, uważa, że obecny deficyt lekarzy to pokłosie doktryny obowiązującą w latach 90. Uznano wtedy, że to popyt kreuje podaż, zatem jednym ze sposobów ograniczenia popytu na usługi medyczne powinno być ograniczenie podaży lekarzy.

- Doktryna ta dominowała w USA, bardzo silnie w krajach skandynawskich oraz w Europie Zachodniej (wyjątek to Włochy i Grecja) - dowodzi ekspert. - Także w Polsce uczelnie ograniczały ilość przyjęć na bezpłatne i płatne studia medyczne - przekonuje i dodaje, że u nas pojawił się wtedy jeszcze jeden problem - w latach 90. 30 proc. lekarzy nie podejmowało pracy w swoim zawodzie, realizowało się w innych obszarach np. w firmach farmaceutycznych.

Zgubne skutki doktryny
- Skutki tej doktryny odczuwamy teraz dotkliwie. Wtedy nie dostrzegano np. tego, że Europa będzie się starzeć. Dziś 60- 70-latkowie potrzebują więcej usług medycznych niż 30-latkowie - twierdzi Adam Kozierkiewicz.

Zreflektowano się zbyt późno. Braki kadrowe są tak duże, że wejście na rynek kolejnych roczników absolwentów medycyny nie doprowadza do skrócenia kolejek. Według danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego liczba studentów na kierunkach lekarskich w listopadzie 2003 r. przekraczała 12,3 tys., natomiast w listopadzie 2014 r. było ich już ponad 25,9 tys.

Ale to i tak kropla w morzu potrzeb. Mimo że w ciągu 10 lat liczba studentów medycyny wzrosła dwukrotnie, pacjenci tego nie odczuwają.

W liczbach bezwzględnych roczne limity przyjęć na dzienne studia stacjonarne na poziomie ponad 3 tys. wyglądają przyzwoicie. Jednakże trzeba pamiętać o tym, na co zwracała uwagę Naczelna Rada Lekarska w pismach do Ministerstwa Zdrowia - mianowicie, że ”liczba miejsc jest niewystarczająca, ponieważ nie zapewnia nawet utrzymania obecnej liczby lekarzy, nie wspominając już o zastępowalności pokoleń.”

Jakiś czas temu zapytaliśmy prezesa NRL Macieja Hamankiewicza, ilu studentów powinno co roku rozpoczynać studia, abyśmy wreszcie mieli wystarczającą liczbę lekarzy. W odpowiedzi odwołał się do przykładu Niemiec. Tam każdego roku ok. 10,5 tys. kandydatów na lekarzy rozpoczyna studia medyczne, kończy je zaś ok. 8000. - Jednak pracę w zawodzie podejmuje już tylko, w zależności od roku, pomiędzy 4,5 a 6 tys. absolwentów - wyjaśnił.

Uwzględniając powyższe zjawisko i różnice w potencjale ludnościowym Hamankiewicz oszacował, że w naszym kraju na studia dzienne powinno się przyjmować ok. 5 tys. studentów. - Należy sądzić, że z tego ok. 75 proc. ukończyłoby naukę, a pracę w zawodzie podjęłoby ok. 2,5 tys. osób. Mniej więcej tyle osób zgłasza się na staże podyplomowe - dodał.

- Niestety, już po ukończeniu staży spora część z nich nie podejmuje pracy w zawodzie lekarza - stwierdził prezes. Zwrócił uwagę, iż w dobrym roczniku pracę z tej grupy rozpocznie ok. 1800 lekarzy, a taka liczba nie jest w stanie uzupełnić niedoborów kadrowych.

W tym rachunku należałoby jeszcze uwzględnić, że wg Health at Glance 2014 - raport dla OECD, 10 proc. absolwentów kierunków medycznych wyjeżdża za granicę, co jeszcze bardziej powiększa braki kadrowe.

Kadencyjność władzy blokuje zmiany
Rządzącym niełatwo zdecydować się radykalne kroki (roczny koszt kształcenia lekarza wynosi ok. 35 tys. złotych). Inaczej odmierzają czas. Wykształcenie lekarza specjalisty trwa 10 lat, kadencja parlamentu i związane z nią zmiany personalne w ministerstwach - 4 lata.

Na problem deficytu lekarzy trzeba by spojrzeć w długiej perspektywie i zaplanować wydatki na ich kształcenie ze świadomością, że korzystne zmiany mogą przypaść w udziale innej ekipie rządzącej.

- Najpilniejszą sprawą jest stworzenie długofalowej polityki kadrowej, analizy potrzeb społecznych oraz rozwiązań racjonalnego korzystania z topniejących zasobów medycznych, czyli promocji zdrowia, profilaktyki i edukacji pacjenta - przekonuje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Dodaje, że bardzo poważnym problemem jest nie tylko skrajnie niewystarczająca liczba studentów kończących medycynę, ale także rezydentur.

Janicka podaje przykład z Wielkopolski. W ciągu najbliższych czterech lat do pracy w POZ trafi tam zaledwie 90 lekarzy rodzinnych (obecnych rezydentów), podczas gdy placówek świadczących usługi z zakresu medycyny rodzinnej jest ponad 600.

- Jeśli nic się nie zmieni, wkrótce może dojść do masowego zamykania przychodni - alarmuje i wskazuje, że tylko w grudniu 2014 roku w Wielkopolsce zamknięte zostały aż cztery przychodnie (dwie w pilskim, po jednej w Turku i w powiecie leszczyńskim).

Czytaj: PPOZ: to ostatni moment, żeby zahamować spadek liczby lekarzy rodzinnych

NIK sprawdzi kształcenie kadr medycznych
Kształceniem i przygotowaniem zawodowym kadr medycznych ma się zająć Najwyższa Izba Kontroli. Chodzi o odpowiedź na generalne pytanie: czy system kształcenia i szkolenia zawodowego kadr medycznych zapewnia przygotowanie odpowiedniej liczby specjalistów, stosownie do zmieniających się potrzeb zdrowotnych społeczeństwa?

- Badając co roku sprawę kolejek do lekarzy, stwierdzamy, że realną przyczyną ich wydłużania się jest fizyczny brak lekarzy określonych specjalności, zwłaszcza w szpitalach w mniejszych miejscowościach, np. w dawnych miastach wojewódzkich. Specjaliści przyjeżdżają do tych miast z ośrodków akademickich 2 - 3 razy w tygodniu. Nie chcą się jednak w nich osiedlać, mimo że oferuje się im bardzo dobre warunki, łącznie z mieszkaniem - tłumaczy nam Paweł Biedziak, rzecznik prasowy NIK.

Dodaje, że część posłów zwracała się do Izby z wnioskami o zbadanie sprawy kształcenia studentów zagranicznych w kontekście tego, czy nie blokuje to dostępu do studiów polskim obywatelom.

Kontrola realizowana będzie w II i III kwartale, raport ma być opublikowany w IV kwartale br.

Spośród długiej listy problemów, jakie trapią ochronę zdrowia, brak lekarzy, a także pielęgniarek, wydaje się najważniejszy. Przy nim bledną inne, są ich pochodną.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum