Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 26-07-2019 05:58

Unikalne szkolenia w WIM. Symulatory, pozoranci i głos "wielkiego brata"

W Wojskowym Instytucie Medycznym trwa seria szkoleń dotyczących medycyny pola walki. Kursy prowadzone są przy użyciu symulatorów medycznych wysokiej wierności, pozorantów, instruktorów za lustrami weneckimi, a scenariusze oparto na analizie najczęstszych przyczyn zgonów rannych żołnierzy: masywnych krwotokach, niedrożności dróg oddechowych czy odmie. Po co ten wysiłek, skoro nie mamy wojny?

Podczas szkolenia pn. "Trauma Room II"; FOT. PTWP

23 lipca br. dziennikarze mogli na żywo zobaczyć, jak wygląda szkolenie pn. "Trauma Room II" w ramach całej serii dotyczącej medycyny pola walki. Pokaz odbył się w Pracowni Stymulacji Medycznej Centrum Kształcenia Podyplomowego, Doskonalenia Zawodowego i Symulacji Medycznej (CKPDZiSM) WIM w Warszawie.

Za pomocą symulatorów, sprzętu ratunkowego, a nawet pozorantów udających rannych czy tworzących „tło” akcji (krzyczących np. „on musi żyć” albo „nic nie słyszę, ratujcie mnie”), starano się jak najwierniej oddać sytuację panującą podczas ratowania żołnierzy i towarzyszące temu emocje. Jak się okazuje, zdobyta wiedza może pomóc nie tylko w przypadku konfliktu zbrojnego, ale w wielu zdarzeniach podczas pokoju.

Wykorzystujemy doświadczenia z Iraku i Afganistanu
- Wojskowy Instytut Medyczny jest największym szpitalem wojskowym w Polsce i jednym z największych wśród państw NATO. Opieka nad żołnierzami jest wpisana w naszą działalność. Doświadczenia, jakie zebraliśmy w trakcie misji w Afganistanie, a wcześniej w Iraku, uczyniły z nas placówkę wiodącą - 90 proc. żołnierzy rannych w tych misjach było leczonych w WIM - podkreślił dyrektor placówki, gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak.

Przypomniał, że dzięki temu zaangażowaniu zespół WIM cały czas podnosił swoje umiejętności w zakresie specjalistycznego udzielania pomocy medycznej tej grupie poszkodowanych, a jednocześnie budował kompetencje po to, by stworzyć profesjonalny system szkoleń celem przekazania wiedzy kolejnemu pokoleniu medyków.

- Udało nam się stworzyć unikalną w skali NATO platformę szkoleniową, która funkcjonuje na bazie WIM, a składa się z trzech elementów. Pierwszy to szkolenie praktyczne, czyli Centrum Kształcenia Podyplomowego, drugi to Centrum Symulacji Medycznej, trzeci - bardzo istotny element - to ośrodek szkolenia praktycznego, klinicznego, czyli największe w Polsce centrum urazowe funkcjonujące w WIM - tłumaczył szef Instytutu.

Dodał, że wszystkie etapy szkolenia medycznego, jakiemu powinni podlegać medycy wojskowi (ratownicy medyczni, pielęgniarki, lekarze), WIM jest w stanie zapewnić.

- Co więcej, budując Centrum Symulacji Medycznej, kierowaliśmy się przekonaniem, by nie powielać modelu już istniejącego. Stworzyliśmy coś, co jest uzupełnieniem istniejącej oferty rynkowej, która z powodzeniem funkcjonuje zwłaszcza przy centrach klinicznych. Wartość dodana polega na tym, że wyposażyliśmy nasz ośrodek w sprzęt z możliwością prowadzenia na nim szkoleń także w warunkach poligonowych. To też przełożyło się na praktyczne działania samego centrum - nie jest ono tylko ośrodkiem, do którego osoby szkolone przyjeżdżają, ale komórką, która wyjeżdża do jednostek wojskowych - wyjaśniał dyrektor.

"Trauma Room II": setki przeszkolonych osób
Nazwa szkoleń "Trauma Room II", z których jedno zaprezentowano dziennikarzom, nawiązuje do odpowiednika SOR w polskim szpitalu wojskowym w bazie Ghazni w Afganistanie. Zajęcia opracowano przez Oddział Medycyny Pola Walki i Symulacji Medycznej WIM w ramach projektu "Poprawa bezpieczeństwa i ochrona żołnierzy na misjach poprzez działanie w obszarach wojskowo - medycznym i technicznym - AGFAN".

Jak informuje Jarosław Rybak, główny specjalista ds. komunikacji społecznej WIM, w pierwszym cyklu, przeprowadzonym w 2017 r., wzięło udział ok. 750 osób. W drugim - wyższym etapie - przeszkolonych zostanie ok. 100 żołnierzy.

Dotychczas w "Trauma Room II" wzięli udział żołnierze m.in. z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej z Warszawy, Jednostki Wojskowej Formoza z Gdyni, Jednostki Wojskowej Agat z Gliwic, 15. Brygady Zmechanizowanej z Giżycka, 1. Brygady Pancernej z Wesołej.

- Naszymi partnerami są też policjanci, strażacy - uzupełnił prof. Gielerak. - Przypomnę, że system kształcenia przeddyplomowego ani podyplomowego w Polsce nie obejmuje zagadnień dotyczących zachowania się medyków w sytuacjach wojny czy nawet zagrożeń terrorystycznych - podkreślił dyrektor WIM.

Ratują "życie" symulatorów, w tle głos "wielkiego brata"
Jak wyjaśniała Agnieszka Słupecka, kierownik CKPDZiSM, pokazany przez WIM fragment szkolenia to bardzo zaawansowana procedura udzielania pomocy medycznej poszkodowanym na polu walki. - Doświadczenia z tych szkoleń służą nam do przekazywania wiedzy praktycznej i teoretycznej także personelowi cywilnemu - wskazała.

Przewodnikiem dla dziennikarzy w trakcie "Trauma Room II" był Paweł Wiktorzak - ratownik medyczny, instruktor, strażak ochotnik. Jak wyjaśnił, szkolenie odbywa się w ramach dwóch zespołów urazowych.; w jednym znajduje się 6 osób - lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni.

- Za każdym razem lider, szef zespołu urazowego, dostaje informację nt. stanu pacjenta od zespołu, który go przetransportuje. Może przyjechać naraz dwóch, trzech rannych. Symulacja trwa 10-15 minut. Poruszamy się w tych scenariuszach, które faktycznie zabijają na polu walki - mówił. Dodał, że najważniejszą rzeczą jest jednak to, co się dzieje po symulacji. - Robimy omówienie, wskazujemy na błędy - zaznaczył.

Wiktorzak pokazał też - jego zdaniem - „chyba najważniejszą część, jeśli chodzi o pracownię symulacji medycznej”, czyli sterownię usytuowaną w oddzielnym pomieszczeniu i oszkloną lustrami weneckimi.

- Z tego punktu m.in. sterujemy symulatorami wysokiej wierności. Mamy podgląd, co się dzieje NA zewnątrz. Możemy korzystać z monitorów, kamer, głośników, mikrofonów. Mamy bardzo dużo pracy do wykonania - opowiadał.

Zapytaliśmy, dlaczego "instruktorzy chowają się za lustrami weneckimi". - Gdy instruktor medyczny stoi obok i tłumaczy, co się robi dobrze, a co źle, uczestnik, zamiast skupiać się na procedurach, liczy na wskazówki, ingerencję instruktora. Przykład? Uciskanie klatki piersiowej. Na 2,5 tys. osób, które szkoliłem, tylko osiem potrafiło to zrobić dobrze bez pomocy instruktorskiej. Dlatego nasi kursanci muszą wszystko robić sami - podkreślił.

Zaznaczył, że szkolenie wymaga też od uczestników pewnych zdolności aktorskich - muszą sobie wyobrazić, ze symulator to żołnierz, przenieść się do innego świata. Uczestnicy korzystają poza tym z prawdziwego sprzętu, który jest wykorzystywany na co dzień przez medyków w medycynie cywilnej czy wojskowej.

Szkolą jak na wojnie w czasie pokoju
Dlaczego WIM szkoli w ratowaniu rannych na polu bitwy, skoro nie mamy wojny?

- Są trzy duże grupy sytuacji, w których na pewno te umiejętności mogą zostać wykorzystane. Dwie faktycznie dotyczą stricte działań wojskowych. Oczywiście, Polska bezpośrednio nie uczestniczy - na szczęście - w konflikcie zbrojnym, ale posiadamy przecież kilka kontyngentów zagranicznych. Mimo że żołnierze nie operują w strefie działań wojennych, nie możemy zakładać, że to się nie wydarzy i wysłać kompletnie nieprzygotowanych ludzi. Druga grupa zdarzeń to wszystkie codzienne sytuacje w trakcie służby wojskowej, na terenie jednostki, poligonu - wyjaśnił płk lek. med. Jarosław Kowal, zastępca dyrektora WIM.

Dodał, że bardzo istotnym zbiorem sytuacji, gdzie można wykorzystać umiejętności ratownicze w "wojskowych" obrażeniach, są zdarzenia cywilne typu wybuch gazu, eksplozja kotła parowego, zamach terrorystyczny.

- Eksplozję ładunku wybuchowego podczas wojny można porównać do wybuchu dużej butli gazowej czy właśnie kotła parowego. Oczywiście nie w stosunku jeden do jednego, ale zdarzenia te skutkują bardzo zbliżonymi charakterami obrażeń u ofiar - mówił.

Zauważył, że w przypadku zamachu terrorystycznego często bardzo dużo ofiar powoduje nie sam zamach, ale jego pochodne. Chodzi m.in. o niepodjęcie skutecznych działań ratujących życie, choćby z powodu niewiedzy, braku umiejętności praktycznych w sytuacji, gdzie naraz jest wielu poszkodowanych.

Te umiejętności mogą się przydać także w cywilnej medycynie
Z kolei Agnieszka Słupecka, kierownik CKPDZiSM, zwracała uwagę, że przekazywane przez instruktorów umiejętności mogą przydać się także w przypadku dużych wypadków komunikacyjnych lub każdych innych zdarzeń, gdzie jest wielu rannych.

- Wówczas trzeba bardzo szybko zdecydować, komu najpierw udzielić pomocy, trzeba umieć skutecznie zsynchronizować działania. Nasze kursy tego uczą, zapraszamy na nie także cywilnych lekarzy, ratowników, pielęgniarki. Tę wiedzę warto implementować do medycyny cywilnej - podkreśliła.

- Dobrym przykładem takiej implementacji jest Szpital Bielański w Warszawie, gdzie przeszkolono ponad 80 proc. personelu. Okazuje się, ze to, co wyćwiczyli w bezpiecznych warunkach symulacyjnych, przydaje się w niesamowicie trudnych realiach pracy przy pacjencie urazowym - podsumował Paweł Wiktorzak.