Rezydenci zmuszeni do pełnienia samodzielnych dyżurów - czy to bezpieczne dla pacjentów?

Autor: Marzena Sygut, PAP/Rynek Zdrowia • • 28 stycznia 2014 20:09

Rezydenci specjalizujący się z zakresu medycyny rodzinnej są zmuszani do pełnienia samodzielnych dyżurów w izbach przyjęć, do czego nie czują się przygotowani i co może stanowić zagrożenie dla pacjentów - alarmuje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia w piśmie przekazanym mediom.

Sprawa dotyczy Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 im. prof. Stanisława Szyszko w Zabrzu.

Jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Adam Windak konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej spory na tym tle pojawiały się już wcześniej.

- Dochodziły do mnie informacje, z których wynika, że dyrekcja ustalała takie dyżury, jednak zawsze po uzgodnieniu z młodymi lekarzami. Z próbą administracyjnego przymuszenia rezydenta do samodzielnego dyżuru spotkałem się po raz pierwszy - podkreśla.

Samodzielny dyżur niezgodny z prawem?
- Kwestie dotyczące umowy rezydenckiej i zakresu obowiązków reguluje w pewnym stopniu program specjalizacji, ale przede wszystkim rozporządzenie ministra zdrowia - podkreśla prof. Windak.

Z kolei Bożena Janicka wyjaśnia, że w umowie specjalizacyjnej zapisano umiejętności, które musi w trakcie specjalizacji posiąść specjalizujący się lekarz. Jakby tego było mało, rezydent podpisuje tę umowę, gwarantując swym podpisem, że zna zakres swoich obowiązków i że będzie je realizował.

Prezes Janicka podkreśla również, że w umowie tej zapisane są dyżury, jednak w tzw. formie towarzyszącej i na stażach cząstkowych czyli na pediatrii lub na internie.

- Program ten nie przewiduje izby przyjęć z prostego powodu. Lekarze medycyny rodzinnej są bowiem szkoleni do zupełnie innego zakresu obowiązków. Oni nigdy na izbie pracować nie będą. Dla nich ciąg leczniczy to jest przychodnia i oddział. Dlatego zmuszanie przyszłych lekarzy rodzinnych do tej pracy jest wykraczaniem poza specjalizację, i także kosztem tych dyżurów, które powinni mieć - wyjaśnia.

Dodaje także, że zupełnie niedopuszczalne jest pozostawienie lekarza rezydenta samego na izbie przyjęć. Musi być zawsze osoba, która sprawuje faktyczny dyżur, a rezydent przychodzi na dyżur po wiedzę a nie bezpośrednio do sprawowania opieki.

Bezpieczeństwo najważniejsze
"Młodzi ludzie zmuszani są przez swoje szpitale do samodzielnych dyżurów w izbie przyjęć. Nie czują się przygotowani i kompetentni do pracy w takich warunkach, ponieważ ich środowiskiem pracy są przede wszystkim poradnie podstawowej opieki zdrowotnej. Rezydenci boją się, że z powodu braku odpowiedniego przygotowania, doprowadzą do błędu medycznego, który może skutkować uszczerbkiem na zdrowiu lub śmiercią pacjenta" - przestrzegła też w piśmie prezes PPOZ.

Grzegorz Napiórkowski, prezes zarządu Stowarzyszenia Młody Lekarz przyznaje z kolei, że zawsze dla bezpieczeństwa pacjentów na izbie przyjęć powinien pełnić dyżur lekarz posiadający doświadczenie zawodowe, chociażby z tego powodu, że na izbę trafiają pacjenci z bardzo różnorodnymi dolegliwościami. Dlatego osoba, która decyduje o dalszym postępowaniu terapeutycznym musi posiadać doświadczenie. To nie podlega dyskusji. I nawet, w ocenie Napiórkowskiego, nie chodzi o to, że to nie może być rezydent, jednak na pewno nie może to być lekarz rozpoczynający rezydenturę.

Bożena Janicka podkreśla także, że sytuacja ta również zagraża samym rezydentom medycyny rodzinnej - całkowicie nieprzygotowanym do takiej pracy, bez znajomości struktury szpitala, personelu, możliwości działania.

- Takie podejście i ćwiczenia niczego ich nie nauczą, a wręcz zniechęcą i wywołają frustrację. Dodatkowo musimy pamiętać, że rezydenci mają już dyplom lekarza, dlatego odpowiadają przed prawem, a jeżeli jeszcze oni tam osiądą wbrew stażowi specjalizacyjnemu i wbrew umowie, którą zawarli ze szpitalem, to w tym momencie w razie jakiś nieprawidłowości nic ich prawnie nie chroni - zaznacza Janicka.

To nie może być tylko decyzja dyrektora
Jak wyjaśnia prof. Windak nie ulega wątpliwości, że w pewnych, określonych okolicznościach samodzielne dyżury na izbie przyjęć pełnione przez lekarza rezydenta mogłyby być dopuszczalne, jednak nie w wyniku autorytarnej decyzji dyrektora szpitala. Powinny być one wynikiem uzgodnień pomiędzy szkolonym i kierownikiem specjalizacji.

I dodaje: - Przede wszystkim te dwie strony muszą ustalić do jakich zadań, i w jakich okolicznościach rezydent jest gotowy. Nie może to podlegać automatycznej, uogólnionej decyzji dyrektora szpitala, tym bardziej, że w programie specjalizacji takich dyżurów wprost przewidzianych nie ma. Miejsce i rodzaj dyżuru ustala kierownik specjalizacji w porozumieniu z rezydentem i z kierownikiem ośrodka kształcenia, przez którego należy rozumieć nie dyrektora szpitala tylko koordynatora ośrodka kształcenia lekarzy, w tym konkretnym zabrzańskim przypadku Katedrę i Zakład Medycyny Rodzinnej w Zabrzu.

W ocenie konsultanta krajowego jedynie kierownik specjalizacji zna całość kompetencji młodego lekarza, ponieważ czuwa nad jego procesem kształcenia od roku, dwóch, trzech lat, w zależności jak długa trwa już specjalizacja danej osoby.

- Program specjalizacyjny mówi wprost, że miejsce i czas odbywania dyżurów lekarskich szkolony uzgadnia z kierownikiem specjalizacji i ośrodkiem kształcenia. Oznacza to, że razem dochodzą do jakiegoś konsensusu. Jeżeli nawet mimo wskazań kierownika szkolony uważa, że absolutnie jeszcze nie jest gotowy do samodzielnego dyżurowania, zwłaszcza w warunkach izby przyjęć, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. To nie jest miejsce pracy tego adepta, to jest miejsce szkolenia. A jeśli chodzi o lekarzy rodzinnych, to - zaznaczam - program specjalizacji nie przewiduje dyżurów na izbie przyjęć. Nie mówiąc o tym, że są to dyżury samodzielne.

- Dlatego w tym konkretnym wypadku nie ulega wątpliwości, że dyrektor swojej pozycji nadużywa, ponieważ on nie jest uprawniony do tego typu działań. Rzecz jest w moim odczuciu oczywista, w związku z czym przygotowałem taką opinię i przekazałem ją blisko dwa tygodnie temu do Ministerstwa Zdrowia - podsumowuje prof. Windak.

Resort stawia na rozmowy
Jak poinformował PAP rzecznik Ministerstwa Zdrowia Krzysztof Bąk, przepisy regulujące przebieg szkolenia specjalizacyjnego nie precyzują, gdzie lekarz powinien realizować dyżury medyczne.

"Dopuszczalne jest pełnienie przez rezydenta dyżurów również w warunkach izby przyjęć. Sam program specjalizacji określa, iż w zakresie opieki całodobowej, lekarz jest zobowiązany do pełnienia trzech dyżurów miesięcznie (niekoniecznie samodzielnych), natomiast miejsce pełnienia i czas trwania dyżurów uczący się uzgadnia z kierownikiem specjalizacji po uprzednim uzgodnieniu z ośrodkiem kształcenia" - wyjaśnił Bąk.

Jak poinformował rzecznik, śląski konsultant wojewódzki ds. medycyny rodzinnej dr Ireneusz Szymczyk zapowiedział przeprowadzenie w tej sprawie trójstronnych rozmów z udziałem Wydziału Nadzoru nad Systemami Opieki Zdrowotnej Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego i dyrekcją szpitala.

"Ponieważ lekarze odbywający specjalizację są w różnym stopniu przygotowani do samodzielnego dyżurowania, ustalenia z tego spotkania pozwolą na określenie, czy przedstawiana przez lekarzy sytuacja może stwarzać ewentualne zagrożenia dla pacjentów szpitala" - poinformował Bąk.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum