Rekrutacja na studia lekarskie. Przybywa studentów, ale nie lekarzy. Sytuacja jest krytyczna

Autor: Ryszard Rotaub • Źródło: Rynek Zdrowia19 lipca 2021 06:00

Z roku na rok limity przyjęć na studia lekarskie zwiększają się. Nie poprawia to jednak znacząco sytuacji - wciąż dramatyczne brakuje nam lekarzy. Wśród krajów europejskich jesteśmy pod tym względem na szarym końcu.

Na kierunkach lekarskich przygotowano ponad 9 tys. miejsc. Foto: Shutterstock
  • W Polsce na 10 000 mieszkańców przypada 24 lekarzy. Gorszy wskaźnik jest tylko w Bośni i Hercegowinie oraz Albanii
  • Limity przyjęć na studia lekarskie zwiększają się z roku na rok, ale pacjenci nie mają wrażenia, by lekarzy było więcej. Dlaczego?
  • Nie powinniśmy fascynować się liczbami obrazującymi coroczne przyrosty miejsc na studia. Ważne jest, ilu lekarzy podejmuje ostatecznie pracę w Polsce – uważa Michał Bulsa, przewodniczący komisji ds. młodych lekarzy NRL
  • W jakim stopniu Krajowy Plan Odbudowy przyczyni się do tego, że przybędzie nam lekarzy?

Według WHO (Globalne Obserwatorium Zdrowia, dane z 17 lutego br.), jeśli chodzi o Europę, liczba lekarzy przypadająca na 10 000 mieszkańców mniejsza jest tylko w Bośni i Hercegowinie oraz Albanii. W Polsce ten wskaźnik wynosi 23,79, podczas gdy w wymienionych krajach to odpowiednio: 21,6 i 16,4. W państwach sąsiadujących z Polską jest ich więcej: Białoruś - 51,91, Litwa - 50,4, Rosja - 44,4, Niemcy - 43, Czechy - 41,16, Słowacja - 35,15, Ukraina - 29,92.

Sytuacja jest krytyczna. Ale to powszechna wiedza, wynikająca zarówno ze statystyk, jak i codziennego doświadczenia pacjentów i lekarzy. Pytanie nie brzmi, jak bardzo jest źle, tylko jak odbić się od dna.

Krajowy Plan Odbudowy – obawy i nadzieje

Duże nadzieje związane są z Krajowym Planem Odbudowy (KPO), w którym na realizację zadań z tego obszaru przewidziano 677 mln euro:

D2.1. Zwiększenie liczby personelu medycznego (pielęgniarek, lekarzy i innych)/ wsparcie rozwoju potencjału uczelni medycznych w celu zwiększenia liczby kształconych studentów
D2.1.1. Inwestycje związane z modernizacją i doposażeniem obiektów dydaktycznych w związku ze zwiększeniem limitów przyjęć na studia medyczne, bony na studia odpłatne. Część działań będzie realizowana w formule konkursowej.

Pomińmy sprawy bieżącej polityki i spór z UE o praworządność wprowadzający element niepewności, jeśli chodzi o pozyskanie tych środków. Cofnijmy się do marca br. kiedy jeszcze perspektywa zablokowania unijnych pieniędzy była bardziej odległa niż obecnie.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski na posiedzeniu Senackiej Komisji Zdrowia zapewniał wtedy, że kluczowym obszarem wsparcia z KPO będzie kształcenie większej liczby kadr medycznych. Jego zdaniem, w ostatnich latach wiele zrobiono by zwiększyć limity przyjęć na kierunkach lekarskich i pielęgniarskich, ale – jak mówił – „rektorzy uczelni sygnalizują, że nie są w stanie dalej zwiększyć limitów, bo blokuje to potencjał infrastrukturalny”.

- Dlatego w oparciu o środki z KPO skupimy się na rozbudowie sal dydaktycznych, ale i akademików. Także na zwiększeniu potencjału klinicznego, bo wielu rektorów informuje też, że baza łóżkowa również może być niewystarczająca dla zwiększania limitów przyjęć na studia – wyjaśniał Gadomski.

CzytajKrajowy Plan Odbudowy w ochronie zdrowia - na co zostaną przeznaczone środki unijne?

Od marca, kiedy padły te słowa, upłynęło kilka miesięcy i okazało się, że – jak oceniła Naczelna Rada Lekarska - obietnice ministra nie znalazły potwierdzenia w rządowym dokumencie „Zdrowa Przyszłość. Ramy strategiczne rozwoju systemu ochrony zdrowia na lata 2021-2027, z perspektywą do 2030 r.”.

„Strategia Zdrowa Przyszłość miała być długo oczekiwanym niezbędnym uzupełnieniem projektu Krajowego Planu Odbudowy. W przedłożonym projekcie niestety brak jest zapowiadanych uregulowań w ochronie zdrowi, co stawia pod znakiem zapytania prawidłowość i wykonalność samego KPO” - stwierdziła 12 lipca NRL.

Ponadto Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej zwróciło uwagę na brak konsekwencji ustawodawcy w podejściu do problemu niedoboru kadr medycznych. „Z jednej strony w uchwale stwierdza się, że mamy do czynienia z narastającymi brakami kadrowymi i starzeniem się kadr w ochronie zdrowia. Z drugiej strony, głosami posłów koalicji rządzącej, przy zdecydowanym sprzeciwie środowisk medycznych, została przyjęta ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, która nie przyczyni się w żaden sposób do poprawy sytuacji w ochronie zdrowia, a wręcz przeciwnie - może spowodować dalszy odpływ kadr medycznych z publicznej służby zdrowia”.

Czytaj: Naczelna Rada Lekarska o strategii "Zdrowa przyszłość": to opis stanu obecnego, a nie wizja rozwoju

Dr Andrzej Cisło, wiceprezes NRL, w rozmowie z nami podkreślił, że ważne są szczegółowe rozwiązania, nie ogólniki. Jego zdaniem pod tym kątem trzeba oceniać KPO, w którym przewidziano, że szacunkowa wielkość środków przeznaczonych na ochronę zdrowia wyniesie 4,5 mld euro, co stanowi 12,6 proc. środków z KPO.

- Z KPO pójdą środki na bazę dydaktyczną, biblioteki cyfrowe, centra symulacyjne, na 15 uczelni medycznych. Jak to będzie dzielone? Miało to być uszczegółowione w odrębnym dokumencie. Ale tego nie widzimy w projekcie uchwały Rady Ministrów „Zdrowa Przyszłość. Ramy strategiczne rozwoju systemu ochrony zdrowia na lata 2021-2027, z perspektywą do 2030 r.” Powstał dokument nieskorelowany z KPO.

Zwodnicza magia liczb

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia dotyczącego limitu przyjęć na studia lekarskie i lekarsko-dentystyczne w tym roku akademickim. Na kierunkach lekarskich projektowany limit wynosi ogółem 9 029 miejsc, a na kierunku lekarsko-dentystycznym projektowany limit to 1342 miejsca. Na tych dwóch kierunkach będzie w sumie więcej o 654 miejsc.

Dr Michał Bulsa, przewodniczący komisji ds. młodych lekarzy NRL, podkreślił, żeby nie dać się zwieść suchym liczbom, statystykom. - Nie powinniśmy fascynować się liczbami obrazującymi coroczne przyrosty miejsc na studia. Ważnie jest, ilu lekarzy podejmuje ostatecznie pracę w Polsce. Nie mam pod ręką najnowszych danych, ale kiedy ja kończyłem 7 lat temu studia, to ok. 10 proc. znajomych rozpoczynało pracę za granicą, nie podejmowali pracy w kraju – wspominał.

Dodał: - Część studentów rozpoczyna emigracyjny exodus już na studiach. Przenoszą się na zagraniczne uniwersytety i uświadamiają sobie, że tam lekarz robi to, co powinien, to znaczy nie zastanawia, która procedura będzie opłacalna i jak rozliczyć pacjenta. Później nie chcą już pracować w Polsce, gdzie tego wymagamy.

Bulsa skomentował, że analizując dane liczbowe dotyczące limitów przyjęć na kierunek lekarski, należy uwzględnić, że w ogólnej puli zwiększyła się także liczba miejsc na płatnych studiach w języku angielskim. - To nie jest dobry trend, bo ci ludzie po dyplomie wyjeżdżają z Polski. Czy uczelnie medyczne powinny poświęcać zasoby i środki na kształcenie dla innych krajów? Czy w sytuacji olbrzymich niedoborów kadrowych powinniśmy prowadzić taką politykę? – podkreślił przewodniczący komisji.

Nie ma warunków rozwoju zawodowego

Jego zdaniem, w Polsce lekarz nie ma dobrych warunków rozwoju zawodowego. – Student medycyny widzi, kto prowadzi zajęcia; często są to rezydenci, którzy sami nie mają za co się dalej uczyć. W końcu staniemy pod ścianą. Zacznie brakować kadry naukowo-dydaktycznej. Co z tego, że będą chętni do nauki, kiedy nie będzie miał kto uczyć.

Studenci widzą przemęczony personel medyczny i sfrustrowanych pacjentów. Widzą lekarzy, którzy po 5, 6 latach są całkowicie wypełni zawodowo, zniechęceni - stwierdził.

W ocenie naszego rozmówcy, po uwzględnieniu wymienionych barier i okoliczności, może się okazać, że zawód lekarza będzie wykonywało w Polsce ok. 80 proc. osób, które w tym roku akademickim rozpoczną studia na kierunku lekarskim.

Podobnymi obserwacjami podzielił się z nami wiceprezes NRL dr Andrzej Cisło. Stwierdził, że patrząc na liczby obrazujące stan kadry medycznej „widzimy obraz statyczny i nie bierzemy pod uwagę tego, co może zdarzyć się w przyszłości”.

Pytania o bariery

Wyjaśnił, że „jeżeli mamy takie ssanie rynku na lekarzy i pielęgniarki, to siłą rzeczy musimy przeciwdziałać ich odpływowi i uczynić zawód lekarza jeszcze bardziej atrakcyjnym, a nie wysyłać zniechęcające sygnały”.

Jednym z takich zniechęcających przykładów są kredyty udzielane studentom na kierunki płatne.

– Ktoś bierze kredyt, żeby studiować np. chirurgię dziecięcą, która uznawana jest za kierunek deficytowy. Kończy studia, ale jego wymarzony kierunek nie jest już deficytowy, więc musi zwrócić pieniądze. To przykład nieprzemyślanych i zniechęcających przepisów, które powodują, że system zachęt jest niestabilny i nie można na nim opierać zawodowej przyszłości.

Tego rodzaju barier jest znacznie więcej (m.in. brak kadry naukowo-dydaktycznej i infrastruktury). Zapytaliśmy o to 6 lipca Ministerstwo Zdrowia. Pytaliśmy także, jak w minionych latach (np. pięciu) kształtował się poziom limitów miejsc na studia lekarskie oraz kiedy możemy oczekiwać, że liczba lekarzy na 10 000 mieszkańców będzie u nas taka, jak w krajach sąsiednich. Ilu studentów powinno co roku rozpoczynać studia, abyśmy mieli wystarczającą liczbę lekarzy? Ilu studentów medycyny zostaje ostatecznie lekarzami?

Odpowiedź nie nadeszła. Ale z tego, co mówią nasi rozmówcy i dostępne dane, wynika że na zauważalną poprawę w zakresie przyrostu liczby lekarzy nie wystarczy kilka lat, potrzeba dziesięcioleci.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum