Pierwszy rocznik inżynierów biomedycznych: ich czas wkrótce nadejdzie

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 08 czerwca 2010 06:15

Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie opuścili niedawno pierwsi w Polsce absolwenci inżynierii biomedycznej. Liczą na nich pacjenci, lekarze, szpitale, firmy medyczne, resorty zdrowia i nauki... Dlaczego więc żaden inżynier w tej dziedzinie nie podjął dotychczas pracy?

Pracownia Sztucznego Serca w zabrzańskiej Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii

Trzy lata temu rozporządzeniem ministra nauki i szkolnictwa wyższego wprowadzono nowy kierunek studiów – inżynierię biomedyczną. Pierwszą uczelnią, która nadała absolwentom tytuły inżynierów biomedycznych, była w marcu br. krakowska AGH.

Czym mają się zajmować?
Studiowali w Międzywydziałowej Szkole Inżynierii Biomedycznej AGH kształcącej specjalistów z pogranicza nauk technicznych, medycznych i biologicznych. Mieli zajęcia m.in. z biologii, anatomii, fizjologii

Czym mają się zajmować? Opowiadał nam o tym prof. Ryszard Tadeusiewicz, były rektor AGH, obecnie kierownik Katedry Automatyki: – Współcześnie inżynieria biomedyczna ukierunkowana jest m.in. na modelowanie systemów biologicznych, rozpoznawanie obrazów biomedycznych, robotykę, biomechanikę ruchu.

– Inżynier biomedyczny pracuje nad rozwojem implantów i sztucznych narządów. Gruntem dla zastosowań inżynierii biomedycznej jest telemedycyna. Myślę tu zarówno o monitorowaniu pacjenta i leczeniu go na odległość, jak i o operacjach na odległość przy zastosowaniu zdalnie sterowanych robotów, mikrokamer i metod małoinwazyjnych – kontynuował profesor.

Zostali najlepsi
Przed trzema laty o 150 indeksów ubiegało się aż 885 kandydatów. Ci, którzy je zdobyli, przekroczyli próg 885 punktów na 1000 możliwych. Ostatecznie dyplomy inżynierskie uzyskało 81 osób.

Szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie podjęli pracy, należy zatem odrzucić podejrzenie, że mało zdolna młodzież przez przypadek dostała się na inżynierię biomedyczną, zaliczyła krótkie i lekkie studia, a potem nie poradziła sobie na wymagającym rynku pracy.

Jest to tym bardziej nieprawdopodobne, że tegoroczny egzamin inżynierski łatwy nie był: składał się z testu pisemnego obejmującego 18 przedmiotów kierunkowych oraz z części ustnej, polegającej na przedstawieniu prezentacji wykonanego projektu inżynierskiego.

To nie jest ślepa uliczka
Może więc sam program studiów i kończący go egzamin, choć trudne, zostały źle zaprogramowane i miały się nijak do oczekiwań pracodawców?

I ten trop to ślepa uliczka. AGH niezwykle rzetelnie podchodzi do przeprowadzanych egzaminów, szczególnie zaś do tego, bo był wydarzeniem precedensowym. Ledwo się skończył, a dr hab. inż. Piotr Augustyniak, kierownik Międzywydziałowej Szkoły Inżynierii Biomedycznej AGH i dr n. med. Paweł Wołoszyn napisali referat na temat egzaminu, omówili jego przebieg oraz przedstawili wnioski, jakie powinny zostać uwzględnione w kolejnych latach.

Warto dodać, że pierwszy program studiów inżyniersko-lekarskich pisał jeszcze na początku lat 80. prof. Ryszard Tadeusiewicz. Studiował nie tylko nauki techniczne, także medycynę. Pewne założenia tamtego programu pozostały aktualne do dziś. Podstawy naukowo-dydaktyczne inżynierii biomedycznej są solidne, mają swe źródło w praktycznych doświadczeniach pracowników AGH. Nie zostały też wymyślone ad hoc, żeby sprostać chwilowemu zapotrzebowaniu wynikającemu np. z oczekiwań resortu nauki.

Ministerstwo twierdzi, że przemyślało sprawę unikatowych kierunków – decyzję o przeznaczeniu w tym roku ponad 200 mln zł na kierunki zamawiane, poprzedziła analiza danych urzędów pracy, prognoz ekonomistów oraz opinii przedsiębiorców i organizacji pracodawców.

Wśród dyscyplin o strategicznym charakterze dla rozwoju krajowej gospodarki znalazły się obecnie makrokierunki: zastosowanie fizyki w biologii i medycynie oraz inżynieria nanostruktur na Uniwersytecie Warszawskim, a także kierunek unikatowy – fizyka medyczna na AGH. Najlepsi studenci zamawianych kierunków będą mogli otrzymywać miesięcznie nawet 1000 zł stypendium.

Ścieżka do pracodawcy
Skoro wszystko zostało dokładnie zaprogramowane, najpewniej zawinił brak bieżących kontaktów uczelni z pracodawcami – szpitalami, klinikami, producentami aparatury, jednostkami badawczo-rozwojowymi.

Okazuję się jednak, że program studiów biomedycznych jest na bieżąco monitorowany i konsultowany z potencjalnymi pracodawcami. W Krakowie organizowane są ogólnopolskie konferencje „Edukacja w Inżynierii Biomedycznej” z udziałem studentów, naukowców i pracodawców właśnie (ostania odbyła się 27-28 maja br.).

Podczas konferencji podkreślano, że ta stosunkowo nowa dziedzina wiedzy należy do głównych czynników decydujących o postępie współczesnej medycyny.

Sponsorzy wyczekują
Sponsorami wspomnianej konferencji było 5 firm współpracujących z Międzywydziałową Szkołą Inżynierii Biomedycznej AGH. Należało się spodziewać, że właśnie one najbardziej zainteresowane będą pozyskaniem inżynierów. Sprawdziliśmy. Jedynie Instytut Techniki i Aparatury Medycznej w Zabrzu, państwowa jednostka badawczo-rozwojowa, dała anons o zatrudnieniu.

Zaczynał się obiecująco: „ITAM oferuje nie tylko możliwość rozwoju zawodowego, ale i naukowego. Również i Ty możesz rozpocząć swoją karierę w ITAM, już dziś wyślij swoje CV”.

Czytamy dalej: „Poszukujemy pracownika na stanowisko specjalista ds. sprzedaży”. Wymagania standardowe: studia, angielski, komputer, prawo jazdy, dyspozycyjność, „dodatkowym atutem będzie doświadczenie w sprzedaży wyrobów medycznych”.  Czyli to jednak nie to...

Czyżby nie było zapotrzebowania na inżynierów biomedyków? Nonsens. Nie brakuje doniesień o różnych przedsięwzięciach, w realizacji których inżynierowie byliby nieodzowni. Np. Uniwersytet Mikołaja Kopernika chce stworzyć w Bydgoszczy trzypiętrowy szpital fantomowy. Jeśli UMK uda się zrealizować ten wart 30 mln zł projekt, będzie to przełom w polskiej inżynierii biomedycznej i w nauczaniu medycyny.

Inny przykład: Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II. Prowadzi wysokospecjalistyczną diagnostykę obrazową przy zastosowaniu najnowocześniejszych metod i urządzeń cyfrowych. Nie tak dawno otrzymał ponad 61 mln zł na budowę Centrum Badań i Technologii Medycznych. Inwestycja powinna zakończyć w grudniu 2011 roku.

Rynek się obudzi
O zawodową przyszłość absolwentów zapytaliśmy prof. Ryszarda Tadeusiewicza, który uważa, że z inżynierami biomedycznymi będzie dokładnie tak, jak z informatykami:

– Najpierw wykształciliśmy kadrę, a potem w Małopolsce zjawili się pracodawcy – m.in. Motorola, IBM. Nasi inżynierowie będą mogli zatrudniać się w firmach wytwarzających urządzenia biomedyczne, np. sztuczne narządy, protezy. Będą je budować, konstruować, potem trzeba serwisować takie urządzenia i doradzać lekarzom, co warto kupić. Cały obszar telemedycyny też będzie do nich należał – uważa profesor.

Podobnie myśli inż. Łukasz Malicki, który był starostą jednej z grup studentów III roku inżynierii biomedycznej. Przyznaje, że w Polsce jest niewiele firm konstruujących i produkujących sprzęt medyczny oraz prowadzących badania. Dlaczego?

– Bo nie było dotąd wykształconej kadry. To się zmieni. Wkrótce zaczną powstawać małe firmy związane z biomedycyną – zapewnia inż. Malicki. – Potem przyjdą wielcy. Już zerkają w naszą stronę potentaci. Simens rozwiesił na korytarzach plakaty i przypomina o stażach. Jedna z koleżanek już skorzystała ze stażowej oferty.

Teraz studia magisterskie

A co z pozostałymi? – Wszyscy zapisali się na studia magisterskie – Łukasz Malicki ujawnia przyczynę, dla której pierwsi polscy inżynierowie biomedyczni nie podjęli jeszcze pracy. W ramach studiów II stopnia (3 semestry) prowadzone będzie kształcenie specjalistyczne według różnych programów. Kandydat wybierze jedną z czterech specjalności:
• informatyka i elektronika medyczna
• inżynieria biomateriałów
• biomechanika i robotyka
• bionanotechnologie.

Studia II stopnia zakończy obrona pracy magisterskiej i nadanie zawodowego tytułu magistra inżyniera. Wtedy biomedycy zaczną rozglądać się za pracą.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum