Oni dają siebie innym

Autor: Andrzej Bęben/Rynek Zdrowia • • 30 czerwca 2008 10:47

Co czwarty Polak gotów jest oddać swoje ciało dla potrzeb edukacji i nauki. Czym jest taka donacja? Co kieruje darczyńcami? O tym geście i o ludziach go czyniących rozmawiamy z prof. Jerzym St. Gieleckim, kierownikiem Katedry i Zakładu Anatomii Prawidłowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, twórcą Programu Donacji i Memoriału im. o. Bocheńskiego.

– Pan spocznie w ziemi, zostanie skremowany, czy odda swoje ciało Uniwersytetowi?

– Większość naszych darczyńców decyzję o donacji podejmuje po pięćdziesiątce. Jeszcze mi brakuje parę lat do tego wieku, więc poczekam z decyzją. Z naszych badań wynika, że trzeba odpowiedzialności i dojrzałości, by zdecydować się przekazać swoje ciało dla potrzeb edukacji i nauki. Nie chciałbym tu i teraz składać takich deklaracji, choćby z tego powodu, że jestem organizatorem donacji i tym wyrażam swój pogląd na program świadomej donacji.

– Z badań przeprowadzonych w zeszłym roku przez OBP wynika, że dwadzieścia pięć procent Polaków zgodziłaby się przekazać swoje ciało po śmierci dla nauki. Trudno uwierzyć, że mówią to, co uczyniliby, skoro transplantolodzy mają problemy z pozyskaniem narządów, bo rodziny zmarłych chcą ich zachować wyłącznie dla siebie i ziemi...

– Inaczej postrzegane jest przekazanie narządów, bo to dotyczy przede wszystkim ludzi młodych i ich rodziny mają co do tego swego rodzaju opór, a inaczej postrzegane jest przekazywanie samego siebie dla nauki. Zresztą tę wolę zasadniczo zawiera się w testamencie. Z doświadczenia wiem, że przypadki, w których rodzina nie spełnia ostatniej woli zmarłego, są marginalne. Decyzja o pośmiertnym przekazaniu szczątków dla potrzeb nauki jest, powtarzam, przemyślana i jak najbardziej odpowiedzialna...

– Decyzja o przekazaniu szczątków czy siebie?

– Uważam, że jest to przekazanie więcej niż siebie samego. To jest przecież przekazanie także całej własnej intymności w ręce młodych ludzi. Takiej donacji towarzyszy zupełnie inna idea niż, na przykład, w transplantologii. Ci, którzy decydują się na przekazanie siebie, mają głębokie przekonanie, że będzie się wspomagać żyjących. I nie tyle samym darem, co wiedzą, którą dzięki takiemu darowi zdobywają studenci. Decyzja jest jednorazowa, korzyści ogromne. W Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach na pierwszym roku studiuje 800 zgłębiających anatomię studentów rocznie. Na zwłokach donatora przez dwa, trzy lata uczy się kilka tysięcy przyszłych lekarzy, pielęgniarek i fizjoterapeutów.

– Jak się zostaje kimś, na kim studenci uczą się anatomii? Kim są ci ludzie, że decydują się na tak heroiczny – dla mnie przynajmniej – gest?

– To są ludzie różnych wyznań, wierzący i ateiści, ludzie różnych zawodów: od gospodyń domowych, po tych z tytułami profesorskimi. W tej mierze nie ma jakiejś jednej zasady. Można spodziewać się, że wśród dawców dominują kobiety. Tymczasem w rzeczywistości rozkłada się to na takie proporcje, jakie występują w naszej populacji. Za granicą jest również podobnie, więc nie można stawiać tezy, że kobiety są większymi altruistkami niż mężczyźni albo odwrotnie.
Wyniki badań, o których pan wspomniał, pokrywają się z naszymi doświadczeniami. Proszę sobie wyobrazić, że w ubiegłym roku decyzję o donacji w testamentach zawarło dwieście osób! Ten program donacyjny prowadzimy w Katowicach – i zasadniczo w Polsce tylko w takim wymiarze i z taką uroczystością pożegnalną, o czym powiem później – od ośmiu lat. W tym czasie mieliśmy 291 osób, które postanowiły sobą pomóc edukacji i nauce. Najmłodsza z nich miała nieco ponad dwadzieścia lat, najstarszej do 100 brakowało sześciu lat... W tym roku natomiast mamy już ponad sto testamentów, w których składający je wyrazili wolę przysłużenia się nauce. Dynamika jest niesamowita, bo zaczynaliśmy program od kilku testamentów rocznie.

– W Polsce statystycznie nie jest tak dobrze w tej materii. Słyszy się głosy o tym, że może być tak, iż anatomii studenci będą uczyli się na plastikowych modelach...

– I potem będziemy mieli plastikowych lekarzy! To już przerabiano w USA. Po kilku latach takich eksperymentów porównano tam jakość pracy kilku tysięcy lekarzy. Połowa z porównywanych poznawała anatomię człowieka na supernowoczesnych manekinach, połowa – na ludzkich zwłokach. Okazało się, że między jednymi a drugimi istnieje spora różnica umiejętności – na niekorzyść tych lekarzy, którzy zawodu uczyli się na fantomach...

To skąd w takim razie w Katowicach nie brakuje donatorów, a w innych ośrodkach jest odwrotnie?

– Bo najtrudniejsze bariery są w rozmowach o seksie i śmierci. Znałem tych ludzi, którzy przekazali swoje ciała uczelni. Znam też tych, którzy taką wolę zawarli w testamencie. Ludzie boją się, że nie będą mieli pogrzebu, że gdy ich ciała już nie będą dla nauki potrzebne, to złożone zostaną, że tak powiem, skrycie i pod murem. My od pięciu lat organizujemy uroczysty pochówek szczątków naszych donatorów. Memoriał o. Bocheńskiego jest pierwszym w Polsce projektem mającym na celu informowanie i pozyskiwanie świadomych donatorów oraz godne pożegnanie tych, którzy przysłużyli się sobą rozwojowi edukacji. Z początkiem czerwca zorganizowaliśmy piąty już Memoriał.
Uroczystość odbywa się w auli uczelni. Uczestniczą w niej, między innymi, studenci I roku i rodziny donatorów. Ich prochy spoczywają w urnach – sprowadzanych specjalnie z Pakistanu – w wyeksponowanym miejscu w Parku Pamięci. Uroczystości towarzyszy ekumeniczne nabożeństwo. Ma ona w sobie coś z pogrzebu, lecz uroczystość nie jest tak smutna czy przygnębiająca. Po niej urny przewożone są do Parku Pamięci w Rudzie Śląskiej, gdzie spoczywają w specjalnie przygotowanym dla nas kolumbarium. Zmieści się w nim sześćset urn. W ostatnim Memoriale złożyliśmy w nim prochy siedemnastu donatorów... Rodzinom darczyńców wysyłamy filmy z tych uroczystości. Nie tylko na pamiątkę. W małych miasteczkach nadal jest swego rodzaju niezrozumienie dla tego daru. Tam ludzie rodzinom mówią: coście wy z nim (nią) zrobili! Pokazując taki film, mogą takich krytyków przekonać, że ich bliscy dobrze uczynili, decydując się na donację. Bywa tak, że rodzina życzy sobie, by szczątki darczyńcy spoczęły nie we wspólnym kolumbarium, lecz w rodzinnym grobowcu. Wówczas tam organizowany jest spóźniony pogrzeb i uczestniczy w nim także delegacja naszych studentów.

– Studenci wiedzą, kim jest, z imienia i nazwiska, ciało, na którym uczą się anatomii?

– Zdarza się, że darczyńca, który jest nauczycielem dla kilkuset studentów, nie chce pozostać anonimowym. Takim nauczycielem jest się maksymalnie trzy lata, choć czasem warto byłoby ten okres, ze względów dydaktycznych, wydłużyć...

– W Polsce istnieje ustawa, w myśl której zwłoki osób, które nie mają żadnych bliskich i były pod opieką ośrodków opieki społecznej oraz o nieustalonej tożsamości, mogą być przekazywane zakładom anatomii. Ustawa jest martwa, bo nie ma rozporządzenia. Może i dobrze, że go nie ma...

– Etyk, ksiądz profesor Piotr Morciniec z Uniwersytetu Opolskiego, uważa, że tego rodzaju rozporządzenie naruszałoby prawa człowieka. Mimo że człowiek jest martwy, mimo że jest nieznanej tożsamości, to nadal ma prawa, bo jest człowiekiem.

– Pan powiedział, że rocznie trafia do was 200 testamentów...

– To nie jest tak, że ktoś wyraża wolę w testamencie i szybko staje się donatorem swoich zwłok. Powiem tak: rocznie do Katedry i Zakładu Anatomii Prawidłowej trafia z donacji od osiemnastu do dwudziestu ciał. To ludzie, którzy złożyli swoją wolę w testamentach wtedy, gdy ruszyliśmy z programem. Mam nadzieję, że to tempo zmniejszy się. Daj Panie Boże, by tych dwustu darczyńców z ubiegłego roku żyło jak najdłużej!

– Wspomniał Pan o amerykańskich eksperymentach. Może jednak w niedalekiej przyszłości ciało ludzkie zastąpi hiperdokładny model lub trójwymiarowa grafika komputerowa?

– Jeżeli komputery będą operować, to tak, takie pomoce będą wystarczające. Dziś metody nauczania anatomii – praktycznie w zasadach nie zmienione od pięciuset lat – są dostosowane do człowieka, bo to on leczy i operuje drugiego człowieka, a nie maszyna. Dopóki nad komputerem będzie panował lekarz, to lekarz musi wszystko rozumieć i tego zrozumienia tu go właśnie uczymy. Nie bez powodu w zakładach anatomii umieszczana jest, po łacinie, sentencja, że „w tym miejscu śmierć cieszy się, że może pomóc żyjącym”.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum