Obowiązkowe staże w szpitalach powiatowych nie podobają się rezydentom, ale dyrektorom bardzo

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 22 stycznia 2019 05:37

Jest pomysł, żeby lekarze rezydencji obowiązkowo odbywali kilkunastotygodniowe staże w szpitalach powiatowych. Zgłoszony został w czasie dyskusji nad nowelizacją ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Bardzo spodobał się dyrektorom szpitali. Rezydentom nie przypadł do gustu.

Młody lekarz ma możliwość poznania m.in. chirurgii, interny, kardiologii, neurologii, ortopedii, funkcjonowania izby przyjęć lub SOR-u itd. Fot. PTWP (zdj. ilustracyjne)

To, że szefowie szpitali powiatowych byliby za wpisaniem tego rozwiązania do nowelizowanej ustawy, nie jest zaskoczeniem. W sytuacji braków kadrowych byłoby to jak rzucenie koła ratunkowego tonącym lecznicom; przynajmniej tym, które mają przydzielone miejsca rezydenckie.

W tej sprawie dyrektorzy mówią zgodnym chórem. Ale co ciekawe, wcale nie eksponują argumentu, że dramatycznie brakuje im lekarzy. Na co innego również zwracają uwagę.

Krystyna Płukis, dyrektor Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim, rezydentów przyjęłaby z otwartymi ramionami (teraz w Szpitalu Zachodnim jest ich 42). Podkreśla, że nie każdy szpital może ich szkolić. - Rezydentów może przyjąć taki szpital i oddział, który ma akredytację MZ na prowadzenie specjalizacji, czyli spełnia określone wymagania - ma np. odpowiednich specjalistów, którzy potrafią przekazać wiedzę i doświadczenie ze swojej dziedziny - wyjaśnia.

Wskazuje też na korzyści, jakie lekarze rezydenci mogą mieć ze stażu w lecznicach powiatowych.

Kliniki oblegają, szpitale powiatowe omijają
- W klinikach, które są oblegane przez rezydentów, bywa że nie są oni dopuszczani do dyżurów, gdy jest ich za dużo. Często zleca się im administracyjno-biurokratyczne obowiązki. Tymczasem u nas mają kontakt z pacjentem. Młody lekarz ma możliwość poznania m.in. chirurgii, interny, kardiologii, neurologii, ortopedii, funkcjonowania izby przyjęć lub SOR-u itd. Później, po takim stażu, mógłby kontynuować szkolenie w szpitalu o wyższej referencyjności, np. w renomowanej klinice - wskazuje Krystyna Płukis.

- Jednym słowem, nie chodzi tylko o to, że staże rezydentów w szpitalach powiatowych byłyby remedium na braki kadrowe w tego typu placówkach. Przemawiają za tym również względy merytoryczne. Rezydenci chcą być bliżej pacjentów i się nimi zajmować - podsumowuje.

- Lekarze rezydenci już w tej chwili uczą się i pracują w wielu naszych szpitalach, m.in. w Piasecznie, Lubinie czy Kwidzynie. Współpracę oceniamy bardzo dobrze - informuje nas Anna Szewczuk-Łebska, rzecznik prasowy EMC Instytut Medyczny SA.

Przyznaje, że szpitale powiatowe mają duże potrzeby kadrowe, ale jednocześnie to właśnie one zabezpieczają podstawowe potrzeby pacjentów, bo większość chorych nie wymaga leczenia w specjalistycznych ośrodkach klinicznych.

- Systemowe zwiększenie liczby rezydentów w szpitalach powiatowych może być bardzo korzystne dla wszystkich, ale wiele zależy od organizacji całego procesu. Duże znaczenia ma zakres samodzielności rezydentów i długość trwania stażu. Ważne, żeby przyszły specjalista mógł z czasem stać się realnym wsparciem dla zespołu - twierdzi Anna Szewczuk-Łebska.

W jej ocenie staże w szpitalach powiatowych pozwalają przyszłym specjalistom na realny udział w diagnostyce i leczeniu pacjentów z najczęściej występującymi problemami zdrowotnymi. - To daje lekarzom, którzy dopiero wchodzą do systemu, wyobrażenie o tym, z czym przyjdzie się im mierzyć.

Bez rezydentów byłoby trudno
Łukasz Wais, prezes Centrum Medycznego w Łańcucie Sp. z o.o., zaznacza, że z punktu widzenia osoby zarządzającej szpitalem można tylko przyklasnąć pomysłowi. Mówi, że na każdym oddziale ma po kilka miejsc rezydenckich i wszystkie są zajęte. Bez rezydentów byłoby trudno.

- Na przykład na oddziale pediatrycznym mam 3 specjalistów i 2 rezydentów. Oni w praktyce ciągną oddział całodobowo. Jakiekolwiek wsparcie ze strony kolejnych rezydentów byłoby bezcenne. Odciążyliby zespół, który jest bardzo mocno eksploatowany - zauważa prezes.

Podkreśla, że dużą wartością dla rezydenta jest kontakt z pacjentami. - W klinikach spotykają się z bardziej skomplikowanymi przypadkami. W szpitalu powiatowy mają zaś do czynienia z najczęściej występującymi podstawnymi schorzeniami. Taka konfrontacja z realiami szpitala powiatowego zaprocentuje w przyszłości. Lekarz będzie bardziej samodzielny, uniwersalny.

Prezes Wais tłumaczy, na czym polega wszechstronność lekarza ze szpitala powiatowego. - Na przykład pediatrzy w klinikach nie mają styczności z noworodkami, bo są osobne kliniki neonatologii. U nas, a także w innych szpitalach powiatowych, mają kontakt z noworodkami. Nie mamy bowiem oddziału neonatologii. Podobnie jest z chirurgami. U nas rezydent sporo może się nauczyć - przekonuje.

W podobny sposób do pomysłu przekonywał 14 grudnia 2018 r. na konferencji prasowej Jarosław Biliński, który przewodniczy ministerialnemu zespołowi powołanemu w wyniku porozumienia zawartego 8 lutego 2018 r. pomiędzy ministrem i przedstawicielami lekarzy rezydentów. Teraz jest wiceprezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie i członkiem NRL. Kiedyś był wiceprzewodniczącym Porozumienia Rezydentów OZZL.

- Próbujemy w proponowanych zapisach postawić maksymalnie na jakość, zdecentralizować szkolenia w modułach podstawowych tak, aby lekarze szkolili się w mniejszych palcówkach - powiatowych, wojewódzkich, gdzie mogą mieć większą samodzielność, a nie klinikach wielospecjalistycznych, w których często najczęstszych przypadków klinicznych nie ma - tłumaczył Biliński.

- Jeżeli projekt nowelizacji proponowany przez nasz zespół wszedłby w życie, byłaby to jedna z większych reform systemu kształcenia lekarzy i lekarzy dentystów oraz prawa pracy od momentu wprowadzenia rezydentur - ocenił.

To ważne argumenty. Ale tylko jednej strony. Inaczej oceniają wprowadzenie obligatoryjnych staży w szpitalach powiatowych sami rezydenci.

Z poświęcenia dla systemu
„Porozumienie Rezydentów OZZL nie brało i nigdy nie będzie brało udziału w tworzeniu zapisów prawa, które będą zmuszały lekarzy do pracy w placówkach, w których ktokolwiek z nas nie będzie chciał pracować. Będziemy zwalczać takie zapisy, gdzie MZ będzie chciało cokolwiek narzucić odgórnie w tej sprawie”- oznajmił 8 stycznia na Fb przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Marcin Sobotka.

Żeby nie było jakichkolwiek wątpliwości, dodał: „Dopóki będę miał jakikolwiek wpływ na podejmowane decyzje, NIGDY więcej nie zgodzę się na zapisy ustawy czy rozporządzenia narzucające nam miejsce pracy. (…) Każdy sam wybiera swoją drogę kariery i sam o niej decyduje”.

W jego przekonaniu problem szpitali powiatowych z obsadą lekarską to nie jest problem lekarzy, tylko polityków, którzy tym systemem zarządzają. Jeśli dyrektor chce zachęcić lekarza do pracy w swoim szpitalu, to niech stworzy mu takie warunki pracy i płacy, żeby lekarz chętnie podjął tam pracę.

Skontaktowaliśmy się z przewodniczącym Porozumienia Rezydentów prosząc, żeby sprecyzował, na czym polega opór środowiska wobec szpitali powiatowych.

- Ktoś chce się specjalizować w wymarzonej wąskiej dziedzinie, np. kardiologii interwencyjnej. Dlaczego narzucać mu miejsce pracy i kierować do szpitala powiatowego, a nie do tego, w którym będzie mógł się rozwijać - Marcin Sobotka krytykuje pomysł i podkreśla znaczenie, jakie ma wolność wyboru kariery zawodowej.

- To indywidualny wybór. W innych zawodach nie ma czegoś takiego. Przecież to nie wojsko - dodaje.

Sobotka jest konsekwentny - szpitali powiatowych nie przekreśla. Mówi, że mogą one być dobrym miejscem pracy dla lekarzy, którzy wybierają np. internę i chcą zajmować się wieloma przypadkami; mieć styczność z kardiologią, nefrologią, gastroenterologią itd. Chodzi o wolność wyboru.

Ale nie tylko. W grę wchodzą również sprawy osobiste. Rezydent skierowany do powiatowej placówki musiałby rozwiązać kwestię dojazdów do pracy, ewentualną zmianę miejsca zamieszkania, uporządkować sprawy rodzinne związane z rozłąką. To trudne w przypadku człowieka, który stoi u progu zawodowej kariery i nie ma odłożonych pieniędzy. - Nie można wymagać od nas takich poświęceń i naszym kosztem rozwiązywać problemy systemowe - uważa Sobotka.

Jego zdaniem MZ realizuje obecnie koncepcję b. ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, który chciał pójść na rękę szpitalom powiatowym i zwiększyć obsadę personelu medycznego. Przy okazji resort chce też rozwiązać sprawę miejsc specjalizacyjnych, które nie są obsadzane. O ile bowiem w dużych ośrodkach, szczególnie akademickich, nie ma kłopotu z naborem na rezydenturę, o tyle w mniejszych zdarzają się wakaty. Administracyjny nakaz zlikwidowałby dysproporcje.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum