Mamy coraz mniej lekarzy, a limity na studia medyczne wciąż są niewystarczające

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 04 lipca 2013 06:14

Naczelna Rada Lekarska wystosowała pismo do Ministerstwa Zdrowia w sprawie limitów przyjęć na dzienne studia medyczne (na kierunku lekarskim). Samorząd zawodowy w swoim stanowisku stwierdza, że proponowana przez resort liczba miejsc jest niewystarczająca, ponieważ nie zapewnia nawet utrzymania obecnej liczby lekarzy, nie wspominając już o zastępowalności pokoleń.

Limity powinny wynikać z wyliczeń

Prezes Hamankiewicz zapytamy przez portal rynekzdrowia.pl, ilu studentów powinno co roku rozpoczynać studia, abyśmy wreszcie mieli wystarczającą liczbę lekarzy, przytacza dane z Niemiec: - W tym kraju każdego roku ok. 10,5 tys. kandydatów na lekarzy rozpoczyna studia medyczne, a kończy je ok. 8000. Jednak pracę w zawodzie podejmuje już tylko, w zależności od roku, pomiędzy 4,5 a 6 tys. absolwentów - wyjaśnia.

Dodaje, że Niemcy to 80-milionowy kraj, a Polska jest o blisko połowę mniej ludna - stąd postulat, aby w naszym kraju na studia dzienne przyjmować połowę z tego co Niemcy, jest jak najbardziej uzasadniony. W ocenie Macieja Hamankiewicza, gdyby zgodnie z tą sugestią studia dzienne na wydziale lekarskim rozpoczęło ok. 5 tys. studentów, to należy sądzić, że z tego ok. 75 proc. ukończyłoby naukę, a pracę w zawodzie podjęłoby ok. 2,5 tys. osób.

- Obecnie limit przyjęć na studia wynosi niewiele ponad 3100. Analogicznie należy przypuszczać, że kończy je ok. 2400 studentów. I rzeczywiście mniej więcej tyle osób zgłasza się na staże podyplomowe. Niestety, już po ukończeniu staży spora część z nich nie podejmuje pracy w zawodzie lekarza - stwierdza nasz rozmówca.

Powiększa się luka pokoleniowa
Zauważa, iż w dobrym roczniku pracę z tej grupy rozpocznie ok. 1800 lekarzy, a taka liczba nie jest w stanie uzupełnić niedoborów kadrowych.

NIL przekonuje, że jeśli resort zdrowia nic nie zrobi, będzie tylko gorzej. Trzeba bowiem także pamiętać, że dodatkowo spora grupa absolwentów uczelni medycznych wyjeżdża za granicę. Te migracje dotyczą - zdaniem samorządu lekarskiego - głównie świeżo upieczonych lekarzy, którzy mają możliwość zdobycia specjalizacji i rozwoju zawodowego w innych krajach UE.

Kolejnym powodem, dla którego należy zwiększyć limity, jest sytuacja demograficzna. Wynika ona nie tylko z faktu, że nasze społeczeństwo się starzeje i częściej wymaga interwencji lekarskiej, ale też z samego rejestru lekarzy - obecnie blisko 30 proc. z zatrudnionych na polskim rynku lekarzy przekroczyło 60. rok życia. Już w 2012 roku na emeryturę przeszło 282, a z renty skorzystało 102 kolejnych lekarzy.

Resort ripostuje
Zdaniem rzecznika prasowego Ministerstwa Zdrowia, Krzysztofa Bąka sytuacja nie wygląda tak dramatycznie, jak przedstawia ją NIL, a limity przyjęć na kierunek lekarski w ostatnich sześciu latach mają stałą tendencję wzrostową.

- W porównaniu z rokiem akademickim 2007/2008 limit tylko na studiach stacjonarnych kierunku lekarskiego wzrósł z 2695 miejsc do 3165 w roku akademickim 2013/2014), tj. o 470 miejsc. W tym roku, na kierunku lekarskim proponowany limit uległ zwiększeniu o 150 miejsc - wyjaśnia Krzysztof Bąk.

Jego zdaniem odejścia z zawodu, tuż po ukończeniu medycyny, nie są wcale tak drastyczne. - Zgodnie z Centralnym Rejestrem Lekarzy i Dentystów RP, prowadzonym przez NIL, według stanu na 11 czerwca 2013 r. ogółem jest 137 071 lekarzy, w tym 124 712 aktywnych zawodowo. Daje to jedynie ok. 9 proc. lekarzy, którzy ukończyli studia na kierunku lekarskim, ale nie wykonują zawodu lekarza - podkreśla rzecznik resortu.

Przypomina, że minister zdrowia podejmuje również działania polegające m.in. na likwidacji stażu podyplomowego i włączeniu praktycznego nauczania w zawodzie lekarza i lekarza dentysty do kształcenia przeddyplomowego. Dzięki temu zostanie skrócony tok studiów i przyspieszona ścieżka do wykonywania zawodu. Zmiany te obejmą osoby, które rozpoczęły studia z dniem 1 października 2012 roku.

Rzecznik resortu zwraca też uwagę na wydolność obecnego systemu kształcenia. Jak informuje, minister zdrowia - określając limity przyjęć na studia lekarskie - zobowiązany jest każdego roku zapoznać się z propozycjami poszczególnych uczelni, uwzględniając ich możliwości oraz zapotrzebowanie na absolwentów tych kierunków.

Minister zwraca się do uczelni z prośbą o przesyłanie swoich propozycji limitu przyjęć. Są one opracowywane na podstawie możliwości dydaktycznych uczelni, czego wynikiem są ostateczne propozycje limitów przyjęć.

Chętnie przyjmiemy więcej, o ile będą pieniądze
Rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prof. Marek Ruchała przyznaje, że jego uczelnia jest przygotowana na to, żeby przyjąć większą grupę studentów.

- Generalnie pensa dydaktyczne bardzo mocno powędrowały w dół, stąd w niektórych uczelniach doszło do znacznej redukcji etatów nauczycieli akademickich. Potencjalna kadra naukowa jednak jest. Pozostaje pytanie - czy mamy potencjał w postaci sal dydaktycznych, sal chorych? Ale to jest tylko kwestia organizacyjna - stwierdza prof. Ruchała.

- Sądzą, że uczelnie medyczne,przynajmniej niektóre, byłyby na pewno zainteresowane zwiększeniem limitów przyjęć na studia medyczne - dodaje.

Podkreśla jednak, że gdyby doszło do zwiększenia liczby studentów konieczne byłoby większe finansowanie uczelni, ponieważ koszt wykształcenia studenta medycyny, a zwłaszcza studenta stomatologii, jest bardzo duży. Średnio waha się pomiędzy 20 a 24 tys. zł rocznie.

W ocenie prof. Ruchały pewnym rozwiązaniem tego problemu byłoby przejście na inny model kształcenia, uwzględniający zwiększenie puli studentów polskojęzycznych, którzy płaciliby za studia: - Na razie uczelnie medyczne mają ograniczone możliwości odpłatnego kształcenia polskojęzycznych studentów. Rocznie mogą oni stanowić do 10 proc. całego naboru. Chętnych na studia płatne na pewno jest więcej - podkreśla.

Odwrotny skutek reformy?
Z kolei prof. Lech Chyczewski, rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku zwraca uwagę na proponowaną przez resort reformę kształcenia. W jego ocenie wprowadzone rozwiązanie, zamiast zwiększyć liczbę lekarzy na rynku, jeszcze ją ograniczy.

- Sam postulat NIL, aby zwiększyć limity przyjęć na studia jest słuszny. Samorząd lekarski na pewno ma stosowne wyliczenia i wie co mówi. Zresztą tu nie trzeba żadnych wyliczeń, wystarczy spojrzeć jakie są kolejki do specjalistów. Jednak wszystko sprowadza się do finansowania - podsumowuje prof. Chyczewski

Stwierdza, iż resort włączył staż lekarski w tok studiów, aby przerzucić na uczelnie koszty kształcenia. - Pamiętajmy jednak, że za tymi zmianami nie poszły zmiany w finansowaniu. Wręcz odwrotnie, uczelnie otrzymują coraz mniej pieniędzy - mówi rzecznik Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. - Efekt jest taki, że część uczelni przyjmie w tym roku mniej studentów niż otrzymały w limicie.

- Staż przerzucony na uczelnie przewiduje, że opiekę nad stażystą ma sprawować jeden nauczyciel akademicki. Uczelnie nie są w stanie temu zadaniu podołać finansowo. Dlatego izby lekarskie powinny zwrócić się do MZ i zaproponować jakieś sensowne rozwiązania - podsumowuje prof. Lech Chyczewski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum