Piotr Wróbel/Rynek Zdrowia | 16-09-2019 05:55

Limity przyjęć na medycynę wyraźnie rosną. Czy odbudujemy lekarskie kadry?

W ciągu ostatniej dekady limit miejsc na studiach stacjonarnych w języku polskim na kierunku lekarskim wzrósł o blisko 80 proc. Czy można zatem prognozować kiedy w kraju przestanie brakować lekarzy? Trudno jeszcze dzisiaj odpowiedzieć na takie pytanie.

Studenci medycyny; FOT. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

Według danych OECD w Niemczech na 1000 obywateli przypada statystycznie 4,1 lekarza, w Czechach jest to 3,7, na Słowacji - 3,5 a na Litwie - 4,3. Polska ze wskaźnikiem 2,4 lekarza na 1000 mieszkańców zajmuje ostatnie miejsce w Unii Europejskiej, podczas gdy już w latach 80. zbliżaliśmy się do wskaźnika 2,5.

Dramatyczny niedostatek lekarzy w kraju to głównie efekt luki pokoleniowej w tej grupie zawodowej. Zaczęła się tworzyć w latach 90, gdy liczbę miejsc na I roku medycyny zmniejszono stopniowo z ponad 6 000 w roku 1987 do ok. 3 300 w 1990 r. Ten regres narastał i trwał kilkanaście lat; jeszcze w 2003 r. było zaledwie 2090 miejsc na studiach dziennych na kierunku lekarskim.

Co takiego wydarzyło się trzy dekady temu, że na początku l. 90 limity przyjęć na medycynę tak dramatycznie obcięto? - Politycy stwierdzili, iż liczba absolwentów opuszczających co roku akademie medyczne jest zbyt duża, a ta "nadprodukcja" miała wynikać stąd, że Polska była traktowana, jako zaplecze medyczne dla działań Układu Warszawskiego. Byliśmy też krajem wychodzącym z biedy i inaczej w tamtym czasie szacowano potrzeby zdrowotne - wyjaśnia dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w l. 2010-2018.

Dodaje: - Wyraźne załamanie kadrowe nastąpiło z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej, gdy lekarze częściej zaczęli emigrować, szukając pracy za granicą.

Limity prawie jak w końcówce lat 80.
Dopiero teraz udało się odbudować limity przyjęć na kierunku lekarskim takie jak z końca lat 80.

Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia, w roku akademickim 2019/2020 naukę na kierunku lekarskim rozpocznie 8170 studentów. W tej liczbie jest też jednak duża grupa cudzoziemców studiujących medycynę w języku angielskim. Oni wrócą do swoich krajów. Istotna dla rodzimych statystyk kadrowych jest zatem liczba osób uczących się na studiach z językiem wykładowym polskim.

Biuro Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych podaje, że jeszcze w roku akademickim 2009/2010 limit przyjęć na kierunku lekarskim z językiem wykładowym polskim wynosił: 2815 miejsc na studiach stacjonarnych oraz 763 na zajęciach prowadzonych w formie niestacjonarnej. W roku 2019/20 mamy 5042 miejsca na studiach stacjonarnych i 1264 na studiach niestacjonarnych. Oznacza to, że limit miejsc na I roku kierunku lekarskiego z językiem wykładowym polskim w ciągu dekady wzrósł o 79 proc. na studiach stacjonarnych oraz o 66 proc. na studiach prowadzonych w formie niestacjonarnej.

- Udało się w ostatnich czterech latach zwiększyć o 2 tys. liczbę studentów studiujących na kierunku lekarskim. Zdajemy sobie sprawę, że to jest proces długotrwały, zanim do systemu trafi specjalista, ale efekty zapewne za kilka lat będą widoczne - mówiła we wrześniu 2019 r. na Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko.

Czy istnieje możliwość utrzymania trendu zwiększania limitów przyjęć na kierunkach lekarskich?

- Wysokość limitów na dany rok minister zdrowia ustala przy współpracy z uczelniami. Ich wysokość jest uzależniona od możliwości dydaktycznych uczelni, kadry akademickiej, infrastruktury oraz od środków finansowych wygospodarowanych dla danego roku budżetowego. Barierami wpływającymi na możliwości kształcenia przez akademie medyczne jest często baza kliniczna. Minister zdrowia cały czas inwestuje w Centra Symulacji Medycznej oraz analizuje możliwości zwiększenia potencjału akademickich uczelni medycznych - odpowiada Sylwia Wądrzyk, dyrektor biura prasowego Ministerstwa Zdrowia.

Prof. Przemysław Jałowiecki, rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych zwraca uwagę, że bez zwiększenia środków z budżetu państwa uczelnie nie będą miały możliwości poszerzenia zaplecza dydaktycznego w celu zwiększenia liczby studentów i zapewnienia im odpowiednich warunków studiowania.

Zdecydują warunki pracy?
Zdaniem Łukasza Jankowskiego, prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie już dzisiaj uczelnie z trudem są w stanie sprostać standardom nauczania. - Z moich obserwacji wynika, że studentów jest za dużo, grupy są zbyt liczne, co oznacza ograniczenie dostępu studenta do pracy z pacjentem - mówi, dodając, że oczywiście wzrost limitów to krok w dobrym kierunku, ale bez poszerzania bazy dydaktycznej może doprowadzić do obniżenia jakości kształcenia.

- Brak jest wprost korelacji między limitem a spełnieniem wskaźników dotyczących liczby lekarzy - zaznacza prof. Przemysław Jałowiecki, dodając, że istotne jest też m.in. wynagrodzenie uzyskiwane przez młodych lekarzy w kraju oraz dostępność do odbywania specjalizacji i warunki w jakich jest realizowana.

Jak wyjaśnia rzecznik MZ, obecne wynagrodzenie lekarza - zakładając, że podpisał zobowiązanie do przepracowania w kraju dwóch z pięciu kolejnych lat po zakończeniu specjalizacji - wynosi np. w zwykłej dziedzinie medycyny 4600 zł w ciągu pierwszych dwóch lat rezydentury oraz 5100 zł po dwóch latach szkolenia.

Czy te etatowe pieniądze zatrzymają młodych lekarzy w kraju? Jak mówi nam Łukasz Jankowski płace nadal są istotne w takich rozważaniach, ale decydują warunki pracy lekarzy, w tym konieczność pracy w wymiarze znacznie przekraczającym 48 godzin tygodniowo przy klauzuli opt-out. - Nie są zainteresowani pracą w obecnych warunkach do końca życia, a wiara w to, że w systemie pod tym względem coś się szybko zmieni jest coraz mniejsza - mówi prezes Jankowski, podając najistotniejszy jego zdaniem powód, dla którego już nawet studenci medycyny myślą o pracy poza krajem.

Prognozy obciążone zastrzeżeniami
Centralny Rejestr Lekarzy podaje (stan na 2019-07-03), że w kraju mamy 137 273 lekarzy. Według pojawiających się w mediach szacunków, lekarzy powinno być więcej o 30 proc.

Trudno dotrzeć do analiz, które prognozowałyby liczbę lekarzy w kraju jaka możliwa jest do osiągnięcia w najbliższych latach. Takie prognozy są obarczone dużym błędem. Wymagają uwzględniania nie tylko liczby absolwentów uczelni medycznych, ale także m.in. liczby emigrujących lekarzy czy gotowości lekarzy do pracy po przejściu na emeryturę.

Próbą odpowiedzi na pytanie jak w niedalekiej przyszłości będzie kształtowała się liczba lekarzy w kraju była publikacja "Lekarze i lekarze dentyści w Polsce - charakterystyka demograficzna", wydana przez NIL w maju 2018 r. Autorzy pracy (Przemysław Baliński i prof. Romuald Krajewski) spróbowali dokonać takich wyliczeń, choć z licznymi zastrzeżeniami.

Jak zaznaczyli, publikacje OECD zawierają informację, że wskaźnik lekarzy w Polsce jest jednym z najniższych w Europie i wynosił w 2016 roku 2,3. Natomiast według wyliczeń opartych o Centralny Rejestr Lekarzy ów wskaźnik w 2016 r. to 3,6. Ta różnica wynika z przyjęcia odmiennych definicji. Informacji o liczbie "wykonujących zawód" (uzyskana na podstawie danych rejestru lekarzy - wskaźnik 3,6) nie da się przełożyć na liczbę "praktykujących lekarzy" (tą definicją posługuje się OECD uzyskując za 2016 r. wskaźnik 2,3).

Czytaj też: Adam Niedzielski: liczba lekarzy w Polsce rośnie, problemem jest starzenie się kadr

Opierając się na danych z 2017 r., dotyczących liczby absolwentów kończących kierunek lekarski, prognozie liczby ludności w kolejnych latach wg GUS, prognozie liczby lekarzy wykonujących zawód na emeryturze wg wyliczeń z danych CRL, autorzy przedstawili projekcję liczby lekarzy na 1000 ludności w latach 2018 - 2037. Wyliczyli, że liczba lekarzy na 1000 ludności będzie stale rosła - od 3,64 w 2018 r. (z zastrzeżeniem, że dotyczy to wskaźnika "wykonujących zawód") do 4,59 w 2037 r. Np. liczbę 4 lekarzy na 1000 mieszkańców mielibyśmy uzyskać w 2026 roku.

Autorzy doszli do wniosku, że liczba lekarzy będzie stopniowo rosła - do blisko 165 tysięcy w 2037 roku.

Przydałby się jeszcze tysiąc miejsc?
Czy prognozowana liczba lekarzy okaże się wystarczająca, by zapewnić wszystkim potrzebującym świadczenia zdrowotne? "Tego nie wiemy. Aby to ocenić, konieczne byłoby ustalenie, ilu specjalistów jest potrzebnych w poszczególnych dziedzinach oraz ilu lekarzy potrzebują zarówno pacjenci, jak i administracja oraz gospodarka" - konkludowali autorzy publikacji.

- Mam nadzieję, że mamy teraz apogeum kryzysu kadrowego wśród lekarzy i już nie będzie się on pogłębiał - powiedział nam Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. Przypomniał, że wykształcenie lekarza specjalisty trwa 11-12 lat, zatem na wyraźne efekty zwiększonych limitów przyjęć na kierunek lekarski jeszcze musimy poczekać.

- Można sądzić, że w sytuacji gdy ok. 40 proc. lekarzy osiągnęło lub wkrótce osiągnie wiek emerytalny, obecne limity pozwolą wyrównać odpływ lekarzy wynikający z luki pokoleniowej. Dla wyraźnego wzrostu liczby lekarzy limity przyjęć na I rok studiów lekarskich powinny wzrosnąć jeszcze o ok. tysiąc studentów - ocenił w oparciu o własny szacunek, przyjmując że w POZ brakuje ok. 25 proc. lekarzy.