Lekarze z niższymi kwalifikacjami w systemie - kogo zadowala rządowy projekt?

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 04 lutego 2020 05:57

Proponowane w nowych regulacjach przepisy praktycznie wprowadzają do polskiego systemu lekarzy o innym poziomie umiejętności. Zamiast ułatwiać adaptację lekarzy z zagranicy czy wspierać ich finansowo, staramy się robić coś najgorszego - obniżać wymogi dotyczące ich kwalifikacji - twierdzą eksperci.

FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

16 stycznia br. wpłynął do Sejmu rządowy projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw, a pierwsze czytanie zaplanowano na 11 lutego na posiedzeniu Sejmowej Komisji Zdrowia. Jak anonsował 8 stycznia minister Łukasz Szumowski również na posiedzeniu komisji, ustawa ta „zmienia całkowicie system kształcenia młodych adeptów medycyny”.

Odpowiada także na zgłaszane przez pracodawców braki kadrowe  specjalistów  w  różnych  dziedzinach  medycyny, na co wskazuje ministerstwo w uzasadnieniu projektu. Z  zeszłorocznych badań wynika,  że  np. największe  zapotrzebowanie jest zgłaszane na specjalistów  z dziedziny pediatrii  i  chorób  wewnętrznych  (po  23%), anestezjologii  i  intensywnej  terapii  (21%),  chirurgii  ogólnej (15%),  medycyny ratunkowej i neonatologii (po 13%).

Uproszczona ścieżka
Problem w tym, że zarówno tryb pracy nad projektem, jak i zawarte w niej nowe przepisy wzbudziły poważne kontrowersje w środowisku lekarskim.  

- Ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty jest jedną z fundamentalnych ustaw wpływających na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce. Nie wiem dlaczego tworzy się akt prawny w ciszy gabinetów i zaskakuje się tych, których funkcjonowanie zależy od tych zapisów. Trzykrotnie opiniowaliśmy już poprzednie wersje i nagle pojawił się projekt, który jest odmienny od tego, co konsultowaliśmy - mówi prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zacznijmy więc od tych spornych nowych przepisów. Jednym z nich ma być ułatwienie nabywania uprawnień i zatrudniania lekarzy spoza UE, w tym obywateli RP studiujących na wschodzie. Wprowadzono dla nich Lekarski Egzamin Weryfikacyjny (LEW) lub Lekarsko-Dentystyczny Egzamin Weryfikacyjny (LDEW).

Egzamin ten będzie jedynie uznaniem kwalifikacji do celów zawodowych - nie zastąpi postępowania nostryfikacyjnego prowadzonego na uczelni. Lekarz,  który  uzyska  prawo wykonywania zawodu po zdaniu LEW albo LDEW, nie będzie mógł korzystać z innych możliwości, jakie daje nostryfikacja dyplomu, takich jak podjęcie pracy naukowej i dydaktycznej.

Dodatkowo projekt ustawy wprowadza przepisy umożliwiające podmiotom leczniczym zatrudnianie na czas określony, nie dłuższy niż 5 lat, lekarzy i lekarzy dentystów spoza UE. Ci z nich, którzy będą posiadali udokumentowaną znajomość języka polskiego i otrzymają zaświadczenie zatrudnienia od jednostki medycznej na terenie Polski, mogą wystąpić do właściwej okręgowej rady lekarskiej (ORL) o przyznanie prawa wykonywania zawodu w tym podmiocie. ORL w drodze uchwały będzie mogła przyznawać prawo wykonywania zawodu (PWZ) oraz będzie określała jednocześnie zakres czynności zawodowych tego lekarza.

„W okresie zatrudnienia lekarz ten będzie mógł  przystąpić do   nostryfikacji   dyplomu   lub   LEW   albo LDEW, odbyć  staż podyplomowy oraz zaliczyć LEK albo LDEK, co pozwoli na zmianę jego kwalifikacji zatrudnienia” i uzyskanie "pełnego" PWZ - czytamy w uzasadnieniu projektu.

Nostryfikacja do poprawki
Jak tę nową ścieżkę weryfikacji kompetencji zawodowych ocenia środowisko lekarskie? - Absolutnie nie boimy się konkurencji, ale nie chcielibyśmy obniżyć standardów jakości świadczonych usług. Musimy naszym pacjentom zagwarantować bezpieczeństwo, nie możemy i nie powinniśmy iść na jakikolwiek kompromis ws. jakości – komentuje prof. Andrzej Matyja.

Po pierwsze w nowych przepisach nie uwzględniono propozycji lekarzy, aby zunifikować nostryfikację dyplomów w Polsce. Każda uczelnia medyczna jest  autonomiczna i stawia swoje własne warunki, więc w związku z tym jest naturalne, że lekarze szukają jednostki, gdzie te wymogi nostryfikacyjne są najłatwiejsze.

- Cóż złego by się stało, gdyby te wymogi ujednolicić w całym kraju, z jednym standardem jakości, a całą procedurą nostryfikacji kierowałoby Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, które jest odpowiedzialne za kształcenie lekarzy? Niestety tak nie jest – opisuje prof. Matyja.

Eksperci pytają też, dlaczego zamiast tworzyć od razu nowe narzędzie i upraszczać wymogi, nie przyjrzano się samej nostryfikacji.

- W 2017 roku w normalnym trybie do uczelni wpłynęły 634 wnioski o nostryfikację dyplomu lekarzy spoza UE, z czego tylko 150 dyplomów ostatecznie uznano. Czyli mamy problem dość niskiego wskaźniku uznawania tych dyplomów w stosunku do wniosków - wskazuje dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

W jego ocenie powinniśmy na początku zastanowić się, co jest powodem tak niskiego wskaźnika wyników pozytywnych. Bo niekoniecznie może to być związane z kwestią wiedzy medycznej, nie mamy też żadnej informacji, co ministerstwo zrobiło, żeby ten wskaźnik podnieść.

Lekarze „dwóch prędkości”?
Być może można byłoby utrzymać dalej tylko nostryfikację, ale jednocześnie spowodować, żeby jej wyniki były zdecydowanie wyższe.

- Np. w Szwecji polskim lekarzom, którzy chcą tam pracować, oferuje się bezpłatne kursy językowe. Cóż stoi na przeszkodzie, żeby ministerstwo zorganizowało tego typu rozwiązania? Mało tego, w Szwecji ściąga się całe rodziny lekarzy i również zabezpiecza się im warunki bytowe - podaje przykład Jerzy Gryglewicz.

- Obecnie więc w żaden sposób nie zachęcamy lekarzy z zagranicy od strony socjalno-bytowej, tylko staramy się robić coś najgorszego, czyli obniżyć ich kwalifikacje w stosunku do naszych - dodaje.

To są właśnie te zapisy w projekcie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, które najbardziej niepokoją środowisko. - Utrzymano aktualną możliwość nostryfikacji na polskiej uczelni, przystąpienia do LEK-u, LDEK-u, rezydentury itd. Ale jednocześnie wprowadza się inne możliwości, które mogą doprowadzić do tego, że na rynku polskim pojawią się lekarze, którym zgodnie z zapisami i procedurami minister zdrowia uzna kwalifikacje na podstawie tylko i wyłącznie dokumentacji - wskazuje prof. Andrzej Matyja.

Jak podkreśla szef NRL, szkolenie specjalizacyjne za wschodnią granicą znacznie różni się od przyjętych standardów nauczania w Polsce i UE. Czy jakość usług i kwalifikacje lekarzy będą takie same, jeśli w krajach poza UE niektóre specjalizacje trwają np. rok, a w Polsce 5-6 lat?

- Nie powinniśmy zmierzać do tego, żeby mieć lekarzy „dwóch prędkości”, bo jesteśmy w UE i istotne jest, żebyśmy mieli podobne standardy jak unijne, a zwłaszcza w obszarze, gdzie są istotne elementy związane z bezpieczeństwem pacjenta - przekonuje dr Gryglewicz.

Jego zdaniem w przypadku zdarzeń niepożądanych i procesów odszkodowawczych ktoś będzie mógł bowiem powoływać się na to, że określony błąd wynikał właśnie z wadliwego procesu kształcenia czy weryfikacji umiejętności tych lekarzy.

Uproszczony tryb bez uzasadnienia
Według NRL zaproponowany przez ministerstwo uproszczony tryb przyznawania prawa wykonywania zawodu lekarzowi spoza UE jest całkowicie nieuzasadniony. - Nie wolno nam narażać polskiego pacjenta na niekompetentnego lekarza - konkluduje prof. Matyja.

NRL wskazuje przy tym, że z jednej strony mamy ułatwienia dla lekarzy spoza UE i de facto obniżanie wymogów, a z drugiej strony w ustawie nie ma zwolnienia od obowiązku odbycia stażu i zdania LEK-u czy LDEK-u dla polskich lekarzy, którzy po ukończeniu studiów wyjechali za granicę i tam wykonywali zawód, a teraz chcą wrócić do kraju.

Prezes NRL przypomina jednocześnie wysokość wynagrodzenia zasadniczego dla stażystów od stycznia br. – 2600 zł brutto. Niby staramy się, aby zwiększyć liczbę lekarzy pracujących na rynku polskim, medycznym, a z drugiej strony płace, które im się proponuje są najniższe z możliwych.

Z kolei  Jerzemu Gryglewiczowi najbardziej w ustawie brakuje realizacji deklaracji ministra zdrowia, który twierdził, że mamy zbyt dużo specjalizacji lekarskich i przy następnej nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza ta liczba specjalizacji ulegnie zmniejszeniu.

Ulepszanie procesu kształcenia
Nie znaczy to, że ten projekt nie spełnia przynajmniej części postulatów sygnalizowanych przez środowisko lekarskie, których uwzględnienie ocenia ono pozytywnie.

- Chociażby na przykład to, że lekarze i lekarze dentyści mogą korzystać już z sześciodniowego urlopu szkoleniowego, kiedy nie odbywają specjalizacji. Wtedy lekarz może się doszkalać, realizować różne kursy celem doskonalenia zawodowego i ma być to płatne jak za urlop wypoczynkowy -wskazuje prof. Matyja.

Dodaje, że pozytywnie też można ocenić zapis, że w trakcie odbywania stażu podyplomowego lekarz będzie mógł przeznaczyć 6 dni na udział w dodatkowych konferencjach, kursach czy szkoleniach.

- Ważną zmianą, też postulowaną od wielu lat, jest wreszcie to, że kierownik specjalizacji będzie otrzymywał dodatek w wysokości 500 zł lub 1000 zł brutto do wynagrodzenia za jednego lub więcej specjalizantów, przypomnę że może mieć trzech - mówi prezes NRL. Jednak samorząd lekarski zastrzega, że wysokość dodatku jest na poziomie zdecydowanie niższym niż postulowany.

Naczelna Rada Lekarska pozytywnie ocenia również możliwość bezpłatnego podejścia po raz drugi do LEK-u i LDEK-u w przypadku nieudanej pierwszej próby lub nieprzystąpienia do egzaminu

- Dobrym rozwiązaniem jest również zapis, który, w przypadku pełnienia dyżurów medycznych, objętych programem szkolenia specjalizacyjnego, daje możliwość co najmniej 11-godzinnego dobowego wypoczynku po takim dyżurze. Co ważne, ten wolny czas nie wydłuży okresu specjalizacji, jak to było do tej pory - wskazuje prof. Andrzej Matyja.

Z kolei ministerstwo wskazuje jeszcze, że nowa ustawa ma zmienić sytuację, w której nawet niektórzy wybitni absolwenci nie mogli się dostać na specjalizację, bo nabór był wojewódzki.

- Odpadali w województwach, gdzie próg był bardzo wysoki, choć w innych województwach były miejsca  W tej chwili będzie to całkowicie centralny nabór. Absolwenci będą mogli zaproponować miejsce, gdzie chcą odbywać specjalizacje. Również, co istotne, część specjalizacji będzie musiała się odbyć w szpitalach I i II stopnia referencyjności, czyli najczęściej w szpitalach powiatowych i miejskich. Zresztą często dostępność do procedur, których trzeba się nauczyć, jest tam lepsza niż w instytutach czy klinikach, gdzie szkolących się jest więcej - mówił w styczniu br. minister Szumowski.

Jak ostatecznie podsumowuje NRL w swoim stanowisku, pomimo pewnych pozytywnie ocenianych zmian, projekt nie realizuje wszystkich oczekiwań środowiska, czyniąc „reformę niepełną”. Prezes NRL apeluje o powołanie podkomisji w ramach sejmowej komisji zdrowia, aby poprawić najbardziej kontrowersyjne przepisy.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum