Debata o Uniwersytecie Medycznym w Bydgoszczy: gorąco i bez głosowania

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 01 kwietnia 2016 15:19

W piątek (1 kwietnia) w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o utworzeniu Uniwersytetu Medycznego im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy. Po burzliwej dyskusji, marszałek Sejmu zaproponował, aby projekt został skierowany do komisji edukacji, nauki i młodzieży w celu rozpatrzenia.

FOT. Archiwum RZ; zdjęcie ilustracyjne

Głosowanie w tej sprawie przełożono na kolejne posiedzenie Sejmu. To dopiero początek pracy nad tym projektem, który nie oznacza jeszcze, że odrębna uczelnia medyczna w Bydgoszczy powstanie.

Wolę, aby skierować projekt do dalszych prac w komisji wyraziły wszystkie kluby poselskie. Wniosek, aby projekt poselski trafił do dalszych prac w komisji złożył także wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Aleksander Bobko.

Argumenty historyczne
Przypomnijmy, że chodzi o projekt ustawy o utworzeniu Uniwersytetu Medycznego na bazie bydgoskiego Collegium Medicum UMK, będącego obecnie częścią Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Władze UMK są zdecydowanie przeciwne utworzeniu w Bydgoszczy samodzielnej uczelni medycznej.

Projekt w Sejmie przedstawił poseł Zbigniew Pawłowicz (PO), przedstawiciel i inicjator Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej o Utworzeniu Uniwersytetu Medycznego im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy.

Uzasadniając powstanie projektu ustawy Pawłowicz podkreślił olbrzymie poparcie mieszkańców dla tej inicjatywy. Jak zaznaczył w ciągu 3 miesięcy udało się zebrać ponad 160 tysięcy podpisów pod projektem, co świadczy o determinacji mieszkańców.

Dodał, że korzenie uczelni bydgoskiej związana są z Gdańskiem, nie z Toruniem. W latach 1971-1975 w Bydgoszczy działał Zespół Nauczania Klinicznego, następnie w 1975 r. została powołana Filia Akademii Medycznej w Gdańsku z siedzibą w Bydgoszczy, a w roku 1979 - Zamiejscowy II Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Gdańsku.

W 1984 r. wydział ten, oparciu o bazę dydaktyczną i szpitalną, przekształcił się w Akademię Medyczną w Bydgoszczy. Uczelnia ta funkcjonowała samodzielnie aż do roku 2004. Wtedy uczelnię włączono do UMK w Toruniu

Trzeba łączyć z głową
Pawłowicz przypominał, że już w 2004 r. przeciwko połączeniu uczelni protestowała rada miasta Bydgoszczy i mieszkańcy.

- Połączenie uczelni było błędem. Wszystkie pozostałe dziewięć akademii medycznych przekształciło się w uniwersytety i samodzielnie funkcjonują bardzo dobrze - podkreślił Pawłowicz. - Otrzymują z MZ znacznie wyższą dotację na jednego studenta, niż Collegium Medicum w Bydgoszczy - dodał.

- Bydgoszcz dostaje jedynie 18 tys. zł na studenta przy najwyższej dotacji 33 tys. zł, a średniej - 25 tys. zł. Tak się dzieje dlatego, że rektor UMK nie podejmuje starań, aby takie dofinansowanie zwiększyć - twierdzi poseł Pawłowicz.

Zwrócił też uwagę na to, że z powodu odległości, zarówno studenci CM, jak i pracownicy naukowi nie korzystają z możliwości jakie daje im placówka w Toruniu. Zaznaczył też, że władze UMK skutecznie hamują inicjatywy bydgoskie, jak np. rozwój kierunku „inżynieria medyczna” w Bydgoszczy.

Zbigniew Pawłowicz podkreślił, że obecnie CM posiada odpowiednią liczbę pracowników naukowych, bazę dydaktyczną, oraz posiada 6 uprawnień do doktoryzowania i 3 do habilitacji, przez co spełnia wymagania do utworzenia Uniwersytetu Medycznego.

Sprawy nie można bagatelizować
Wszyscy wypowiadający się w imieniu klubów poselskich posłowie przyznali, że inicjatywa obywatelska jest zbyt dużej rangi, aby ją bagatelizować.

Poseł Włodzimierz Bernacki (PiS) zwrócił uwagę na fakt, że w roku 2004 Akademia Medyczna w Bydgoszczy traciła podstawy, żeby móc samodzielnie funkcjonować, gdyż miała za mało pracowników medycznych. Podkreślił też, że ta komfortowa sytuacja, którą uczelnia ma teraz, jest efektem funkcjonowania CM w ramach struktur UMK, co wskazuję na przewagę łączenia sił, a nie ich rozpraszania.

- Rada Główna Nauki i Szkolnictwa wyższego zaopiniowała negatywnie ten projekt, wskazując na art. 70 Konstytucji, który zapewnia autonomię szkołom wyższym. Jednak klub PiS proponuje, żeby nad projektem pochyliła się komisja edukacji, co da możliwość debaty na temat funkcjonowania szkół wyższych w Polsce - zaznaczył Bernacki.

Z kolei Tomasz Lenz (PO) przypomniał, że w dyskusji padał argument braku dynamiki rozwoju CM w ostatnich latach. - Przeczą temu jednak fakty. Po połączeniu w Bydgoszczy wybudowano np. wydział farmaceutyczny CM, m.in. dzięki dotacji celowej samorządu województwa w wysokości 23 mln zł - stwierdził.

Barbara Chrobak (Kukiz15) wskazała natomiast na współpracę CM z innymi uczelniami na terenie Bydgoszczy, a także na brak takiej współpracy z uczelnią w Toruniu. Podkreśliła też, że niewątpliwym atutem mającej powstać jednostki jest istniejąca baza lokalowa i brak kosztów związanych z ewentualnym przekształceniem się tej uczelni.

Natomiast zdaniem klubu Nowoczesna obecna sytuacja pokazuje, iż układ Toruń-Bydgoszcz nie działa. - Faktem jest, że w 2004 r. było takie niebezpieczeństwo, że uczelnia przestanie istnieć, dlatego niejako przymusowo doszło do połączenia z UMK w Toruniu. Losy innych akademii medycznych wskazują jednak, że podjęta wówczas decyzja była błędna - argumentował Michał Stasiński z Nowoczesnej.

Toruń twardo za odrzuceniem projektu
Zapytany przez Rynek Zdrowia prof. Jan Styczyński, prorektor ds. CM UMK w Toruniu, o zdanie uczelni na temat odłączenia CM od Torunia, odmówił komentarza.

Głos zabrał jednak dr hab. Marcin Czyżniewski, rzecznik prasowy UMK w Toruniu: - Napisany na potrzeby kampanii projekt nie tylko nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego, ale jest prawnie ułomny - powiedział.

- Projekt został negatywnie zaopiniowany przez wszystkie instytucje mające wpływ na rozwój szkolnictwa wyższego w Polsce, takie jak Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich czy Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego - wyliczał rzecznik UMK.

Przypomniał, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu i Akademia Medyczna w Bydgoszczy w 2003 roku podjęły autonomiczną i dobrowolną decyzję o połączeniu właśnie po to, by wzmocnić swój potencjał i zbudować silny ośrodek naukowy.

- Dziś Collegium Medicum jest częścią jednego z najlepszych polskich uniwersytetów i stale się rozwija. Liczba kierunków wzrosła z 7 do 22, dwukrotnie zwiększyła się liczba uprawnień doktorskich i habilitacyjnych. Znacząco polepszyła się sytuacja finansowa CM, którego przychody wzrosły z 44,6 mln zł w 2003 r. do 141 mln w roku ubiegłym, a cała wartość aktywów wzrosła w tym czasie ze 152 do 416 mln zł - wyliczał Marcin Czyżniewski.

Dodał, że w Collegium Medicum realizowana była największa od czterech dekad inwestycja UMK - rozbudowa i modernizacja Szpitala Uniwersyteckiego nr 1, warta ponad 300 mln zł.

- Obecnie przygotowujemy się do rozbudowy Szpitala Uniwersyteckiego nr 2, także z myślą o uruchomieniu w Bydgoszczy kierunku lekarsko-dentystycznego - podkreślił.

Jest szansa dla Bydgoszczy?
Wiceminister nauki Aleksander Bobko stwierdził, że dla ministerstwa sprawa autonomii uczelni jest sprawą podstawową. Jednak, jak zaznaczył, w tej konkretnej sytuacji resort ma kłopot, ponieważ w ramach uczelni występuje różnica zdań.

Przyznał, że bydgoski projekt pojawił się w czasie, w którym planowana jest reforma systemu uczelni w Polsce i obserwuje się dużą dynamikę ich rozwoju.

- Stopień skomplikowania odłączenia CM od uczelni w Toruniu jest dużo większy niż można by wywnioskować z projektu ustawy - uważa Aleksander Bobko. - Chodzi m.in. o prawa akademickie, które nie przenoszą się automatycznie z uczelni na uczelnię. Nowa jednostka musi ponownie ubiegać się o uprawnienia akademickie, co dodatkowo komplikujące całą operację.

- W związku z tymi trudnościami obecne stanowiska środowisk akademickich oraz rządu w sprawie tego projektu są negatywne. Jednak jesteśmy za tym, aby tę ustawę skierować do komisji i tam szukać rozwiązania. Wydaje się, że rysują się nowe rozwiązania, korzystne dla bydgoskiego projektu - podsumował Bobko.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum