Coraz więcej uczelni chce kształcić przyszłych lekarzy. Pytanie, co z jakością?

Autor: Gazeta Wyborcza, PW/Rynek Zdrowia • • 21 maja 2019 20:09

Kształcenie lekarzy rozpocznie wkrótce Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Kolejni chętni w kolejce to Elbląska Uczelnia Humanistyczno-Ekonomiczna oraz Wyższa Szkoła Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Jeszcze więcej uczelni (zarówno publicznych, jak i niepublicznych) planuje uzyskać prawo do kształcenia na kierunku pielęgniarstwo.

Coraz więcej uczelni chce kształcić przyszłych lekarzy. Pytanie, co z jakością?
Jakość kształcenia jest tym wymogiem, którego nie można w żadnym wypadku złagodzić Fot. Archiwum

Ks. prof. Stanisław Dziekoński, rektor UKSW zaznacza, że uniwersytet przygotowywał się do otwarcia kierunku lekarskiego od wielu lat. "Podpisaliśmy umowy m.in. z Wojskowym Instytutem Medycznym, Instytutem Matki i Dziecka, Instytutem Kardiologii w Aninie oraz Centralnym Szpitalem Klinicznym MSWiA. To gwarantuje możliwość korzystania z rozwiązań opartych na najwyższych standardach w Polsce, nie tylko naukowych, ale też technologicznych i organizacyjnych" - czytamy w Gazecie Wyborczej.

Dr hab. Paweł Olszewski, dziekan Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, jednej z nielicznych niepublicznych szkół kształcących lekarzy, wśród największych wyzwań wskazuje przygotowanie laboratoriów i pracowni do nauki anatomii, nawiązanie współpracy ze szpitalami i zgromadzenie dydaktyków i naukowców.

Łącznie na rozpatrzenie możliwości kształcenia lekarzy, pielęgniarek i innych zawodów medycznych czeka aż 25 wniosków. Fizjoterapeutów chce uczyć sześć uczelni niepublicznych, natomiast o otwarcie ratownictwa medycznego ubiega się jedna szkoła publiczna.

Prof. Tomasz Grodzicki, prorektor ds. Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, już w maju 2017 r. w rozmowie z Rynkiem Zdrowia wskazywał, że jakość kształcenia jest tym wymogiem, którego nie można w żadnym wypadku złagodzić, nawet pod presją rosnącego zapotrzebowania na młode kadry lekarskie. Aby tę jakość utrzymać konieczne jest znalezienie np. kolejnych miejsc, w których studenci mogliby odbywać zajęcia kliniczne.

- Oczywiście możemy podpisać umowy z innymi szpitalami nieakademickimi, aby przyjąć więcej studentów, ale wtedy będziemy musieli im zapłacić za kształcenie - mówił.

Nauczanie studenta wymaga m.in. przygotowania kadr dydaktycznych, których nie ma ani w szpitalach miejskich, ani w powiatowych. Zresztą kłopot z nimi jest także w ośrodkach akademickich. Prorektor ds. CM UJ tłumaczył dlaczego: - Od lat ogłaszam konkurs na zatrudnienie najlepszych absolwentów. Nie są zainteresowani, bo asystentowi mogę zapłacić w granicach 2,5 tys. zł. Poza tym nie mogę mu zapewnić, że będzie robił specjalizację w te dziedzinie, w której chce - podkreślał.

Taka sytuacja każe z ostrożnością planować zapowiadany wzrost przyjęć na kierunki lekarskie. - Mam wątpliwości, przynajmniej patrząc z perspektywy Krakowa - czy możemy zwiększyć liczbę studentów nie tracąc na jakości nauczania. Jeśli zaczniemy zwiększać liczbę przyjęć w oparciu o bazę, którą mamy, to obawiam się, że grupy kliniczne będą większe niż ośmioosobowe, o których słyszymy - rozważał prof. Grodzicki.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum