Będą certyfikaty dla lekarzy medycyny estetycznej - mają uporządkować rynek

Autor: Daniel Mieczkowski/Rynek Zdrowia • • 14 sierpnia 2010 10:33

Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging (PTMEiAA) od września 2010 r. zacznie wydawać lekarzom certyfikaty. Ma to spowodować, że pacjenci będą lepiej zorientowani w tym bardzo zróżnicowanym i rozdrobnionym rynku usług medycznych.

Dr Andrzej Ignaciuk, szef PTMEiAA zapowiada, że pierwsze certyfikaty zostaną wydane na wrześniowym kongresie Towarzystwa.

– Jestem przekonany, że idea certyfikacji lekarzy ma sens – mówi dr Ignaciuk. – To jest jedyny sposób, żeby przy jasnych kryteriach, znanych wszystkim, stwierdzić, że pewni lekarze spełniają wymagania, a inni, mimo że mogą świetnie funkcjonować ekonomicznie i merytorycznie, nie spełniają określonych przez nas wymogów.

Kryteria
Przewodniczący PTMEiAA zapewnia, że kryteria certyfikacji są już opracowane. Wymagają jeszcze tylko formalnego doprecyzowania.
Certyfikowane będą tylko osoby z dyplomami uczelni medycznych, mające za sobą Podyplomową Szkołę Medycyny Estetycznej, która działa przy Towarzystwie. Nie będzie konieczności zdawania specjalnego egzaminu. Certyfikatu nie otrzyma np. kosmetolog.

Wśród wymagań certyfikacyjnych znajdą się kryteria edukacyjne, dotyczące permanentnego kształcenia lekarzy. Będą weryfikować uczestnictwo w szkoleniach czy kongresach.

– Będą też kryteria etyczne – informuje Andrzej Ignaciuk. PTMEiAA nie zgadza się na to, żeby każdy lekarz mógł wykonywać wszystkie zabiegi estetyczne bez odpowiedniego przygotowania. Teraz lekarzem medycyny estetycznej może zostać każdy, kto ma dyplom. Nie ma specjalizacji – medycyna estetyczna. Rynek tego rodzaju usług praktycznie nie jest regulowany.

Towarzystwo zdaje sobie sprawę, że pewne niesprawdzone terapie można stosować z powodzeniem, co nie zmienia faktu, iż ciągle będą one terapiami nieoficjalnymi. Stoi na stanowisku, że w ramach organizacji lekarz musi kierować się jak najmniejszym potencjalnym ryzykiem zabiegu.

– My chcemy zmniejszyć do minimum jakiekolwiek podejrzenia o niedobre praktyki. Chcemy prowadzić tylko te terapie, których skuteczność jest medycznie potwierdzona – zapewnia Andrzej Ignaciuk.

Zasięg
Szef PTMEiAA obawia się, że inicjatywa może się spotkać z oporem części środowiska, ponieważ jest to pierwsze tego typu działanie w Polsce.

– Nie chciałbym, żeby certyfikaty były rodzajem wartościowania lekarzy, dzielenia na dobrych i złych – tłumaczy Andrzej Ignaciuk.

Według niego certyfikat będzie czymś, co pozwali odbiorcy usług podjąć świadomą decyzję. Nie na zasadzie emocji, czy chwilowego impulsu, ale na podstawie jasnych wytycznych. Wydawane przez Towarzystwo certyfikaty będą jednak miały ograniczony zasięg. Nie obejmą całego rynku, ze względu na wymóg ukończenia Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej, działającej przy PTMEiAA.

Ranga
Według dr Andrzeja Sankowskiego, szefa warszawskiej kliniki chirurgii plastycznej, sama idea certyfikacji jest bardzo dobra. Konkurencja w medycynie estetycznej i w chirurgii plastycznej jest w Polsce coraz większa i często nieuczciwa.

– Nowe placówki powstają z dnia na dzień. Często są prowadzone przez osoby nie związane z medycyną, które próbują swoje pieniądze zainwestować w chirurgię plastyczną, uważając, że to jest pewny zysk – uważa dr Sankowski.

Obawia się jednak, że polskie certyfikaty będą miały znikome znaczenia dla rynku i wprost mówi dlaczego: – To dobry pomysł, pod warunkiem, że certyfikaty przyznawał będzie ktoś, kto nie nada ich swoim kolegom, czy znajomym.

Odwołuje się do modelu amerykańskiego, gdzie Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Plastycznej (American Society of Aesthetic Plastic Surgery-ASAPS) wydaje certyfikaty, świadczące o tym, że dany gabinet jest zrzeszony w ASAPS. Mają one wysoką rangę.

Dr Andrzej Ignaciuk zapewnia, że wśród członków komisji weryfikacyjnej wydającej certyfikaty będzie grono niezależnych ekspertów.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum