Fundusz restrukturyzacji - pomysł ciekawy, ale trudny do zrealizowania

Autor: Mariusz Jędrzejczak • • 26 maja 2014 15:02

Opracowana i przedłożona przedstawicielom Ministerstwa Zdrowia koncepcja Funduszu finansującego restrukturyzację szpitali, stanowi kolejny przykład interesującego rozwiązania, bez perspektyw na szerszą praktyczną implementację w naszych realiach. Powodów jest przynajmniej kilka - pisze Mariusz Jędrzejczak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu.

Fundusz restrukturyzacji - pomysł ciekawy, ale trudny do zrealizowania
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Sprawą fundamentalną jest udzielenie odpowiedzi na pytanie - czy obecna sytuacja publicznych placówek ochrony zdrowia jest przyczyną, czy też być może konsekwencją wadliwie funkcjonującego systemu.

Jeśli przyjąć, a w moim przekonaniu tak właśnie jest, że zachodzi ta druga okoliczność, to interesująca propozycja obu uznanych ekspertów, pozostanie, niestety, jedynie ciekawym przyczynkiem w dyskusji nad meandrami systemu poddawanego permanentnemu procesowi zmian. Nie usunie się bowiem źródeł niesprawności mechanizmu funkcjonowania ochrony zdrowia naprawiając jedynie jej skutki.

Jakie są zatem przyczyny kolejnych niepowodzeń reformatorów systemu. Warto, po raz kolejny, wymienić te najbardziej oczywiste.

Pierwszą kwestią, jest nieprzyjmowanie przez decydentów, do akceptującej wiadomości, że potrzeby zdrowotne z natury rzeczy są niemożliwe do praktycznego zaspokojenia. Popyt na nie jest praktycznie nieograniczony. Stymulują go dwa czynniki. Niezwykle szybki postęp naukowo-techniczny, w obszarze medycyny porównywalny jedynie z przemysłem zbrojeniowym, kosmonautyką czy teleinformatyką.

Z drugiej strony zaś, inspirowana tymi osiągnięciami, naturalna ludzka potrzeba poprawy komfortu życia, chęć jego przedłużenia, a w przypadku choroby wykorzystywania najbardziej skutecznych metod jej leczenia. Psychologia, ekonomia i socjologia dostarczają aż nadto dowodów, na prawdziwość tych stwierdzeń.

Można zatem mówić o spirali oczekiwań i nienadążającej za nią, głównie z powodów ograniczeń finansowych budżetów zdrowotnych państw, podażą usług z zakresu ochrony zdrowia. Ten proces ma charakter obiektywny i powszechny i dotyczy praktycznie wszystkich cywilizowanych społeczeństw.

Konsekwencją powyższej konstatacji jest kolejna przyczyna niedomagań systemu, wielokrotnie podnoszony problem jego niedofinansowania. W Polsce, jak wiadomo, niecałe 5% PKB ze środków publicznych przeznaczanych jest na ochronę zdrowia. W Austrii ponad 6%, Niemczech ponad 8%, Holandii 10% itd. Jednocześnie jesteśmy na czołowym miejscu wśród krajów europejskich w zakresie udziału wydatków prywatnych na leczenie. To pokazuje skalę dystansu do innych i potrzeb zdrowotnych obywateli.

Jednocześnie decydenci powtarzają jak mantrę tezę, że skoro kilka lat temu budżet NFZ wynosił ponad 40 mld zł, dziś ponad 64 mld zł i nadal środków jest zbyt mało, to nawet gdyby wynosił przykładowo 100 mld, też by ich brakowało. Z tym twierdzeniem należy się, niestety, zgodzić. Potwierdza ono bowiem tezę o faktycznej niemożności zaspokojenia wszystkich potrzeb zdrowotnych obywateli ze środków publicznych. Nie może to jednak oznaczać, iż budżetu tego nie należy zwiększać, a przede wszystkim, że nie należy szukać rozwiązań pozabudżetowych, głównie w systemie ubezpieczeniowym.

Trzeba przy tym podkreślić, że opisywanie rzeczywistości polskiej ochrony zdrowia za pomocą wartości bezwzględnych, jest metodologicznym nadużyciem, świadczącym o braku zrozumienia istoty problemu, bądź próbie jego zaciemnienia. Prowokuje również przywoływanie przykładów z innych krajów.

Nakłady na ochronę zdrowia np. w Lombardii, najbogatszym regionie administracyjnym Włoch, wynosiły w roku 2012, w przeliczeniu około 74 mld zł, na populację blisko 10 mln osób. Błędny opis rzeczywistości prowadzi zatem do błędnych wniosków.

Trzecia teza ma charakter kluczowy dla wszelkich zamiarów reformatorskich w polskiej ochronie zdrowia. Jej prawdziwość zdają się potwierdzać doświadczenia tych krajów, w których taki proces się odbył i zakończył powodzeniem, jak choćby we wspomnianej Holandii. Prawdziwej, kompleksowej reformy systemu nie przeprowadzi żaden minister zdrowia samodzielnie. Skala i obszar niezbędnych do rozwiązania problemów daleko wykracza poza kompetencje resortu.

Aby ewentualne zmiany miały swoją logikę i spójność muszą być skorelowane z szeroko rozumianą polityką społeczną (pomoc społeczna, system zasiłków i rent itp.), profilaktyką zdrowotną, aktywnością sportową różnych grup wiekowych, a w końcu wsparciem - np. poprzez politykę fiskalną - osób, które zdecydują się na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne.

Innymi słowy - każdy poważny projekt reformy powinien być projektem rządowym, koordynowanym i firmowanym przez szefa rządu. Jako przykład na prawdziwość tej tezy warto postawić retoryczne pytanie, czy ktoś jest dziś w stanie wymienić nazwisko sekretarza zdrowia przeprowadzającego reformę systemu ubezpieczeń zdrowotnych w USA? Wszyscy natomiast wiedzą, że „twarzą” i motorem tej zmiany był prezydent Obama.

Powyższe uwarunkowania determinują wszelkie poczynania reformatorskie w ochronie zdrowia. W tym również pomysł Funduszu Modernizacji i Restrukturyzacji. System, jako całość, chyba jeszcze nie jest gotowy na taką propozycję. Dowodem na to może być bardzo umiarkowane powodzenie dotychczasowych rządowych programów restrukturyzacyjno-oddłużeniowych placówek. Nie wyliczając ponownie przyczyn tego stanu rzeczy, trzeba wskazać na jedną dość oczywistą.

Żadna skuteczna restrukturyzacja nie jest możliwa bez pieniędzy. Bez wsparcia finansowego z NFZ efektem przeprowadzonych zmian będzie sama zmiana, a po jakimś czasie powrót do stanu wyjściowego. W propozycji autorów trudno znaleźć odpowiedź na temat wsparcia restrukturyzowanych jednostek przez płatnika. To poważny mankament. Trudno bowiem wyobrazić sobie podejmowanie decyzji inwestycyjnych w placówkach, bez pewności zwrotu nakładów.

W dzisiejszych realiach właściwie nie ma formalnych instrumentów (np. w postaci promesy kontraktu), gwarantujących efektywność takich inwestycji. Brak jest również jakichkolwiek przesłanek dotyczących koniecznej zmiany wyceny punktów rozliczeniowych. Dziś faktyczna wartość punktu powinna wynosić 65-68 zł.

Podstawowym mankamentem projektu Funduszu Modernizacji i Restrukturyzacji jest zatem brak jego „osadzenia” w realiach polskiego systemu ochrony zdrowia. Nie jest to wina pomysłodawców, raczej samego systemu i decydentów, którzy go kształtują.

Ocena efektywności wszelkich zmian restrukturyzacyjnych wymaga czasu i stabilności zasad funkcjonowania. Nasz system tego nie gwarantuje. Konkludując - ważne jest to, że stan polskiej ochrony zdrowia ciągle inspiruje  do myślenia nad jej poprawą.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze