Polska wykonuje za mało testów? Co mówią eksperci

Autor: gazeta.pl/Rynek Zdrowia • • 01 kwietnia 2020 14:22

"Mamy prostą wiadomość dla wszystkich państw: testujcie każdy podejrzany przypadek" - te słowa wypowiedziane 16 marca przez Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, dyrektora generalnego WHO, stały się kluczem do działań dla wszystkich krajów toczących wojnę z koronawirusem. Jednak podejścia poszczególnych państw do tego, kogo testować i ile wykonywać testów na danym etapie rozwoju epidemii, bardzo się różnią.

Polska wykonuje za mało testów? Co mówią eksperci
Dr Paweł Grzesiowski podkreśla, że od momentu, gdy w danym kraju jest wykrytych około tysiąca zachorowań, nie powinno być już różnic tego rzędu, że jeden kraj robi 500 testów na milion mieszkańców, a inny 5000. Fot. PTWP

Chiny i Korea Południowa postawiły na testowanie masowe - zarówno precyzyjnymi testami PCR, jak również testami immunologicznymi, które mają charakter przesiewowy. Każdy u kogo zdiagnozowano chorobę, trafiał do izolacji.

W Europie na podobny model działania zdecydowali się Niemcy, którzy przeprowadzili (stan na 28 marca) ponad 483 tys. testów na obecność koronawirusa. To drugi po Stanach Zjednoczonych (540 tys. badań, 27 marca) sumaryczny wynik na świecie - pisze gazeta.pl.

Polska do tej pory testowała przede wszystkim pacjentów silnie objawowych i osoby o mocno uzasadnionym prawdopodobieństwie zakażenia koronawirusem.

Immunolog dr Paweł Grzesiowski zaznacza, że strategia każdego państwa jest inna, ponieważ zależy od szeregu czynników: posiadanych zasobów, liczby i rodzaju testów do dyspozycji, możliwości organizacyjno-logistycznych. Np. Niemcy są w dużej mierze samowystarczalni, ponieważ sami produkują odczynniki do badań.

W debacie publicznej pojawił się pomysł, żeby umożliwić Polakom powszechny dostęp do testów na obecność koronawirusa (także tych komercyjnych).

"Nie możemy dopuścić do samodiagnostyki takich chorób" - mówi cytowana przez gazeta.pl dr Matylda Kłudkowska, diagnosta laboratoryjny i wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. Tłumaczy, że każdy kraj ma swoje limity i każdy kraj określił, jakie grupy będzie badać w pierwszej kolejności.

Jak jednak zwraca uwagę dr Grzesiowski, nie jest też jednak tak, że liczba przeprowadzanych testów nie mówi nam zupełnie nic o podejściu do walki z epidemią. Podkreśla, że od momentu, gdy w danym kraju jest wykrytych około tysiąca zachorowań, nie powinno być już różnic tego rzędu, że jeden kraj robi 500 testów na milion mieszkańców, a inny 5000. 

30 marca Polska wykonała 4,8 tys. testów na obecność koronawirusa, w ciągu tygodnia chce dojść do 10 tys., a nawet większej ilości. 

- Wydaje się, że mamy potencjał, by móc dojść do 15-20 tys. testów na dobę - stwierdził w środę (1 kwietnia) wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski.

Obecnie przepustowość polskich laboratoriów - jest ich 49, w tym zarówno placówki publiczne, jak i prywatne - wynosi ok. 5-6 tys. testów na dobę. Zdaniem dr. Grzesiowskiego na obecnym etapie rozwoju epidemii jest ona wystarczająca. Jednak zarówno moce przerobowe laboratoriów, jak i liczba wykonywanych testów powinny w najbliższych dniach i tygodniach szybko wzrastać - stoimy bowiem u progu apogeum epidemii koronawirusa.

Więcej: gazeta.pl

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum