XV Forum Rynku Zdrowia: sesja "Medycyna precyzyjna w praktyce"

RELACJA

- Ostatnie lata pokazały dużą zmianę paradygmatu podejścia do medycyny. Jeszcze kilka lat temu wszyscy zachłysnęli się koncepcją opieki koordynowanej, kompleksowej, pod kątem wystandaryzowania opieki dla każdego pacjenta, by można było porównywać efekty leczenia. Dzisiaj to już jest przestarzałe podejście - ocenia dr Radosław Sierpiński z Agencji Badań Medycznych.

- Jeszcze kilka lat temu powiedziałabym, że medycyna precyzyjna jest definiowana w ten sam sposób jak medycyna personalizowana - przyznała dr Beata Jagielska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa otwartego Centrum Onkologii w Warszawie, wskazując na różnice między tymi dwoma pojęciami podczas sesji „Medycyna precyzyjna w praktyce” w ramach XV Forum Rynku Zdrowia.

Jak dodała, medycyna precyzyjna jest definiowana poprzez ujęcie kliniczne. - Mówimy tu o dopasowaniu konkretnego leku do konkretnego pacjenta - kiedy chory posiada nieprawidłową zmianę i jesteśmy w stanie dopasować w sposób bardzo precyzyjny leczenie, w określonym czasie, w określonej dawce. O medycynie spersonalizowanej mówimy w szerszym znaczeniu, jako o systemie, który musi uwzględniać wyniki i doświadczenia medycyny precyzyjnej.

- Medycyna spersonalizowana wie już, że medycyna precyzyjna zmienia rokowania u pacjentów i to nie tylko onkologicznych. Mówimy o zmianie rokowania, czyli często wydłużeniu życia liczonego w latach. Takim ogromnym przełomem było zastosowanie immunoterapii w nowotworach takich jak czerniak, rak płuc. Zaczęliśmy mówić o nich jako o chorobach przewlekłych. To wymusiło zdefiniowanie medycyny personalizowanej jako definicji systemowej - opisywała dr Jagielska.

- Szczególnie ostatnie lata przyniosły ogromny przełom w dostępie pacjenta do nowości. To jest budowanie całych strategii postępowania w ramach programów lekowych. To nie jest tylko implementowanie opcji terapeutycznych, ale też badania diagnostyczne, genetyczne - dodała specjalistka.

Wyższy poziom zaawansowania
- Mówiąc o medycynie personalizowanej musimy rzeczywiście brać pod uwagę człowieka, jego potrzeby i całokształt działań. Tymczasem medycyna precyzyjna jest łatwiejsza do zdefiniowania - ocenił dr Aleksander Sowa, dyrektor ds. strategii i rozwoju portfolio Roche Polska.

Jego zdaniem, jest to leczenie w odniesieniu do rozpoznanych molekularnych mechanizmów powstawania i rozwoju choroby: - To jest trend, który dzisiaj bardzo szybko się rozwija. Wpierw wymaga bardzo szerokiej diagnostyki, szerokiego podejścia do badań molekularnych. W medycynie precyzyjnej sprawdzamy wszystkie możliwe mechanizmy, jakie mogą się pojawić i dopiero wtedy dopasowujemy lek do pacjenta, a nie pacjenta do leku, jak w medycynie spersonalizowanej.

- Ostatnie lata pokazały dużą zmianę paradygmatu podejścia do medycyny. Kilka lat temu wszyscy zachłysnęli się koncepcją opieki koordynowanej, kompleksowej, pod kątem wystandaryzowania opieki dla każdego pacjenta, by można było porównywać efekty leczenia. Dzisiaj to już jest przestarzałe podejście - ocenił dr Radosław Sierpiński z Agencji Badań Medycznych.

Przyznał, że nadal pozostajemy w idei Value Based Healthcare, ale szytej na miarę: - Wiemy, że ekspresje genów powodują, iż pacjent z rakiem płuca nie jest równy innemu pacjentowi i należy mu się inna terapia. To bardzo cenne, że medycyna personalizowana przeniosła się na wyższy poziom zaawansowania. Kiedyś mówiliśmy o tym tylko jako o diagnostyce. Później jako o terapii. A dzisiaj mówimy jako o postępowaniu z pacjentem: czy jest on gotów podjąć bardziej agresywną terapię lub określoną ścieżkę terapeutyczną.

W ocenie dr. Sierpińskiego, katalizatorem rozwoju jest postęp wiedzy medycznej oraz postęp w analityce danych: - Dzisiejszy standard to sekwencjonowanie genomu, mutacje, ekspresje genów. To się dzieje w polskich szpitalach i to pozwala nam stosować mechanizmy medycyny precyzyjnej - podkreśla.

Medycyna precyzyjna - źródła danych
W opinii dr. Sowy, jesteśmy na początku drogi w zakresie badań i analizy danych w stosunku do możliwości technicznych, jakimi się posługujemy. - Często wykonujemy badania, które dotyczą pojedynczych genów, zamiast szukać możliwości dla przekroju całego genomu nowotworowego. To bardzo przekłada się na możliwości leczenia poszczególnych chorych, nawet w ramach już istniejących programów leczenia - podkreślał ekspert podając przykład.

- Weźmy raka płuca. Dzisiaj nie można go leczyć bez zbadania przynajmniej siedmiu, a niektórzy uważają - dziewięciu podstawowych genów. Jeżeli będziemy stosować te technologie pojedynczo, to mamy kłopot w postaci braku wystarczającej ilości tkanki do badań. Zazwyczaj kończy się na drugim genie. Z drugiej strony, kiedy przyglądamy się tylko fragmentom genów, to pomijamy tych pacjentów, którzy mają rzadkie mutacje, a jednocześnie są podatni na leczenie - wyjaśnia.

W opinii dr. Sowy, grupa chorych zakwalifikowanych do leczenia raka płuca byłaby w Polsce dwa razy większa, gdybyśmy stosowali lepszą diagnostykę.
- Inna kwestia to wykorzystanie danych, które pochodzą z praktyki klinicznej. Dzisiaj może być tak, że badamy chorych i odkrywamy bardzo rzadkie mutacje. Mamy przykładowo pacjentkę z rakiem piersi, która prognozuje na I linii chemioterapii, wykonujemy badanie molekularne i okazuje się, że ona ma rearanżację genu ALK. Z jednej strony mamy inhibitory ALK leżące na półce, dostępne w Polsce, ale zarejestrowane w raku płuca, bo w raku płuca ta mutacja jest częsta. Zaś w przypadku raka piersi ta mutacja jest wyjątkowo rzadka - tłumaczy ekspert.

Jak podkreślał dr Sowa, zebranie szczegółowych danych dotyczących tej pacjentki w zakresie efektywności - w oparciu o dowody naukowe Evidence Based Medicine - mogłoby stanowić podstawę do zastosowania terapii u innej chorej. - To jest zupełnie nowe źródło danych. Potrzebujemy tego dla dalszego rozwoju medycyny precyzyjnej - zaznaczył.

Medycyna precyzyjna a koszty
Dr Aleksander Sowa mówił też o kwestii dostarczaniu danych transakcyjnych - wysokiej jakości i wystandaryzowanych: - Dzisiejsze technologie na to pozwalają. Jednak najczęściej korzystamy z danych stosowanych do rozliczeń. One są bardzo ważne dla zarządzania systemem, ale z punktu widzenia medycznego mają mniejszą wartość - stwierdził.

Jak przyznał, obecnie jesteśmy w takim momencie rozwoju ochrony zdrowia, że można pokusić się o to, by na dane z systemów medycznych nakładać koszty, a nie odwrotnie.

Z kolei dr Sierpiński uczulał na pewne niuanse związane z medycyną precyzyjną w kontekście kosztów: - Niewątpliwie jakość zbieranych danych jest bolączką systemu i część informacji jest gromadzonych przez NFZ dość pobieżnie. Działania Ministerstwa Zdrowia w celu stworzenia prawdziwych rejestrów są więc krokiem w bardzo dobrym kierunku - podkreśla.

- Chcę też zaznaczyć, że medycyna precyzyjna jest medycyną drogą. Musimy o tym pamiętać, kiedy tak radośnie mówimy o tym, jaka ona jest dobra. Jestem kardiologiem i mogę podać przykład ze swojej dziedziny. Są prace naukowe, których autorzy twierdzą, że statyny należałoby dawkować pacjentom ze względu na miocyty, które mają ekspresję bądź nie. Wyobraźmy sobie, że 10 mln Polaków, którzy biorą statyny zaczynamy badać pod kątem ekspresji genomu. To kosztowałoby miliony złotych. Należy zdecydować, jak podejmować decyzje o takich badaniach i jak precyzyjnie dobierać beneficjentów tego rodzaju terapii - podsumował dr Radosław Sierpiński.