XV Forum Rynku Zdrowia: sesja "Telemedycyna - przegląd rozwiązań i skala zastosowań"

RELACJA

Swoisty "miesiąc miodowy" z telemedycyną w Polsce już się kończy - twierdzą eksperci. Wprawdzie nadal rośnie w naszym kraju liczba udzielanych zdalnie porad lekarskich, telekonsultacji i badań na odległość, ale problemem wciąż pozostają niespójne interpretacje prawne dotyczące stosowania niektórych rozwiązań telemedycznych.

Od 2015 r. - dzięki ustawowym zmianom (m.in. w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty) - udzielanie porad medycznych za pomocą urządzeń teleinformatycznych jest w pełni zgodne z przepisami prawa. Ustawodawca dopuścił także - wzorem innych krajów - możliwość przeprowadzania w Polsce zdalnych badań diagnostycznych na odległość.

Na razie nie idziemy duńską drogą
- W 2015 roku wydawało się więc, że w Polsce nastąpi prawdziwy boom rozwiązań telemedycznych, a korzystanie z pomocy lekarzy za pośrednictwem smartfonów, kamer oraz komputerów stanie się powszechne, a tym samym pójdziemy drogą obraną na przykład przez Danię. W tym kraju większość porad m.in. w psychiatrii udzielana jest telemedycznie - mówił Wojciech Zawalski, ekspert systemu ochrony zdrowia, moderator sesji "Telemedycyna - przegląd rozwiązań i skala zastosowań" podczas XV Forum Rynku Zdrowia.

Przyznaje zarazem, że rzeczywistość w Polsce okazała się inna i rozwój telemedycyny trudno u nas na razie uznać za dynamiczny. A może tak właśnie powinno być, że rozwiązania telemedyczne stanowią jedynie uzupełnienie na rynku usług medycznych?

Jak wskazuje Andrzej Osuch, dyrektor ds. transformacji biznesowej Grupy Lux Med, akurat ta firma - od wejścia w życie w 2015 r. wspomnianych przepisów dotyczących udzielania świadczeń zdrowotnych na odległość - wciąż jest „na fali wznoszącej”, jeśli chodzi o wdrażanie telemedycyny. - Każdego roku notujemy dwucyfrowy procentowo wzrost liczby telekonsultacji. Trzeba jednak sobie jasno powiedzieć, że swoisty „miesiąc miodowy” z telemedycyną już się kończy - uważa dyr. Osuch.

Recepta na odległość
Dodaje, że na początku pacjenci traktowali telemedycynę jako ciekawostkę, a znaczna liczba teleporad związana była z próbą rozpoznawania, na co mogą liczyć korzystając z tej formy usług medycznych.

- Ich jakość oceniana była wysoko przez ok. 90 proc. korzystających z tego rodzaju rozwiązań i deklarujących, że chętnie sięgną po nie ponownie. Natomiast atrakcyjność zdalnych porad dla tych osób szybko się kończyła, gdy okazywało się, że na odległość nie można wystawić ani recepty, ani zwolnienia lekarskiego - wspomina Andrzej Osuch.

I dodaje: - Pacjenci przestawali więc korzystać z telemedycyny, kiedy spodziewali się, że będą potrzebowali recepty lub zwolnienia. W przypadku recept to się już pozytywnie zmienia - jak wiadomo do końca tego roku już wszystkie placówki medyczne muszą być przygotowane do wystawiania recept w formie elektronicznej. Uruchomiliśmy w Lux Medzie możliwość wystawania e-recept także drogą zdalnych zamówień.

Co ze zdalnym e-zwolnieniem lekarskim?
Ekspert zwraca natomiast uwagę, że nadal istnieją prawne ograniczenia dotyczące wystawiania na odległość elektronicznych zwolnień lekarskich. Pacjenci często nie rozumieją, dlaczego takie ograniczenia w Polsce obowiązują i zniechęcają się do korzystania z telemedycyny: - Obecnie właśnie e-zwolnienie staje się dla pacjentów swoistym papierkiem lakmusowym i wyznacznikiem atrakcyjności korzystania z telemedycyny - konkluduje dyrektor Osuch.

Także Wojciech Zawalski zwraca uwagę, że wciąż jeszcze barierą utrudniającą szybszy rozwój stosowania narzędzi telemedycznych w Polsce stanowią problemy natury prawnej, w tym dotyczące zdalnego wystawiania e-zwolnień. Czy zawsze wystawienie e-zwolnienia musi wiązać się z obecnością pacjenta w gabinecie lekarskim?

- Ze zdalnym e-zwolnieniem z formalnego punktu widzenia sytuacja wygląda obecnie tak, że mamy skrajnie różne interpretacje prawne - według jednych opinii można e-zwolnienia wystawiać na odległość, w myśl innych - nie można - mówi Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie i wiceprezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej.

Wskazuje, że Porozumienie Zielonogórskie, zrzeszające lekarzy rodzinnych, dysponuje interpretacją ZUS-u oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, dopuszczającą wystawanie e-zwolnienia bez osobistego kontaktu z pacjentem, o ile lekarz uzna, że taka wizyta w danym przypadku nie jest konieczna.

- W Polsce bywa tak, że prawo wprawdzie jest stałe, ale dość często zmieniają się jego interpretacje, w tym dotyczące możliwości korzystania z niektórych rozwiązań telemedycznych - zaznacza wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego, dodając, że takie zmienne podejście urzędów do przepisów powoduje blokadę po stronie lekarzy w sięganiu po niektóre narzędzia telemedyczne.

Jednak zdaniem Tomasza Zielińskiego, nie unikniemy stosowania telemedycyny we wszystkich sytuacjach, w których lekarz uzna, że można - bez szkody, natomiast z korzyścią dla pacjenta - zrobić coś zdalnie, bez osobistego kontaktu w gabinecie lekarskim.

Mobilny gabinet zbiera dobre opinie
- Niedawno przeprowadziliśmy eksperyment z mobilnym gabinetem telemedycznym. To model hybrydowy - pielęgniarka jest na miejscu - na przykład w zakładzie pracy lub w szkole - a kontakt z lekarzem utrzymuje się w sposób zdalny. Przetestowaliśmy takie rozwiązanie na badaniach profilaktycznych w kierunku wykrywania głównych czynników ryzyka w chorobach układu krążenia - tłumaczy dyr. Andrzej Osuch.

- Byliśmy zaskoczeni bardzo pozytywnym odbiorem tego rozwiązania przez pacjentów. Również wszyscy lekarze biorący w tym testowym badaniu uznali, że takie narzędzie może w zakresie profilaktyki w pełni zastąpić wizytę stacjonarną - podkreśla.

Czego oczekują pacjenci, czyli jak redukować lęk
Również w opinii Katarzyny Jezierskiej-Stencel, dyrektor Biura Ubezpieczeń Zdrowotnych TUW PZUW telemedycyna w Polsce będzie się rozwijać, z kilku powodów: - Przyczynia się do tego rozwój nowoczesnych technologii, zmieniające się podejście społeczeństwa do takich rozwiązań, ale także szereg wynikających z nich korzyści dla pacjentów - wylicza.

- PZU Zdrowie, które jest naszym świadczeniodawcą, rozwiązania telemedyczne wprowadziło kilka miesięcy temu. Są to m.in. porady lekarskie udzielane telefonicznie lub z użyciem wideoczatu. Zainteresowanie takimi usługami znaczne przerosło nasze oczekiwania. Telemedycyna jest bardzo pomocna, między innymi dla pacjentów wykluczonych geograficznie lub ruchowo - wskazuje dyr. Jezierska-Stencel.

Zwraca też uwagę na kolejny, bardzo ważny, jej zdaniem, aspekt korzystana z rozwiązań telemedycznych: - Do naszych lekarzy często dzwonią młode matki, które same pozostają w domu z małymi dziećmi i chcą się upewnić, czy określone objawy nie wymagają wizyty w poradni. Z telemedycyny korzystają też osoby, które zwyczajnie nie mają ochoty odwiedzać przychodni z tłumem chorych osób - mówi ekspertka.

Podkreśla przy tym, że telemedycyna nie ma na celu „rugowania” osobistych, stacjonarnych wizyt w gabinetach lekarskich, ale często pozwala ich uniknąć, kiedy naprawdę są zbyteczne. - Porada telemedyczna czy telekonsultacja w wielu przypadkach redukuje lęk i uspokaja pacjenta, że nic poważnego się nie dzieje. Z drugiej strony pacjent słyszy podczas porady telemedycznej: „proszę iść do lekarza” - stwierdza Katarzyna Jezierskia-Stencel.

Efekt skali, czyli oszczędności dla placówek
Wskazuje również, że telemedycyna daje oszczędności po obu stronach - zarówno wśród pacjentów, jak i placówek medycznych.

- Pacjenci mogą np. uniknąć kosztów dojazdów do czasami odległych ośrodków medycznych. Telemedycyna opłaca się też świadczeniodawcom - szczególnie pracującym w różnych miejscach w ramach sieci placówek - ponieważ pozwala lepiej wykorzystywać zasoby kadrowe, przyczyniając się tym samym do zwiększenia efektywności zarządzania usługami - podsumowuje dyrektor Jezierska-Stencel.

Natomiast gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie wskazuje, że opłacalność telemedycyny będzie istotnie rosła, kiedy zastosujemy ją po pierwsze na dużą skalę, a po drugie w złożonych mechanizmach oceny stanu pacjenta, kiedy rozwiązania telemedyczne umożliwiają m.in. mniejsze liczebnie zaangażowanie personelu medycznego.

Jako przykład dyrektor Gielerak podaje realizowany w Wojskowym Instytucie Medycznym projekt AMULET, mający na celu utworzenie nowego modelu opieki ambulatoryjnej u chorych z niewydolnością serca. Wykorzystanie nowoczesnych metod nieinwazyjnej oceny hemodynamicznej ułatwia adekwatną do stanu chorego decyzję terapeutyczną, a zastosowanie platformy telemedycznej umożliwia jej podejmowanie w sposób zdalny.

- Siła tego projektu polega między innymi na tym, że przybliżamy pacjenta do placówek opieki zdrowotnej, jednocześnie ograniczając konieczność bezpośredniego odwiedzania za każdym razem specjalisty. To bardzo ważny aspekt tego projektu. Pamiętajmy bowiem, że na niewydolność serca cierpi w Polsce około 1 mln osób - podsumowuje prof. Grzegorz Gielerak.

Telemedyczny most Mikołów-Spitsbergen
Z kolei Jacek Czapla, dyrektor ds. medycznych Centrum Zdrowia w Mikołowie mówił o współpracy, jaką jego placówka nawiązała z Instytutem Geofizyki Polskiej Akademii Nauk oraz Polską Stacją Polarną im. Stanisława Siedleckiego w Hornsundzie na Spitsbergenie.

Polarnicy są objęci przez mikołowską lecznicę wsparciem medycznym w ustalonych dniach i godzinach. Dodatkowo, w nagłych sytuacjach możliwy jest całodobowy kontakt telefoniczny, mailowy i za pośrednictwem komunikatora internetowego.

- Od początku zakładaliśmy, że udzielamy wyłącznie konsultacji lekarskich na odległość, ale nie w rozumieniu świadczeń medycznych. To ważne w kontekście ewentualnych problemów ze współodpowiedzialnością za związaną z prowadzeniem dokumentacji medycznej - podkreślał.

I dodał: - Mamy jednak nadzieję, że niebawem, w związku ze nowym rozporządzeniem ministra zdrowia, sformalizujemy tę naszą aktywność w postaci świadczenia telemedycznego rozliczanego z NFZ. Wówczas osoby przebywające w stacji polarnej, którym udzielamy świadczeń, staną się naszymi pełnoprawnymi pacjentami - wyjaśnił Jacek Czapla.