RELACJA

"Ustawa 6 proc." to pierwszy, historyczny zapis rangi państwowej, który daje gwarancje wzrostu finansowania ochrony zdrowia i pokazuje perspektywę dochodzenia do zakładanych wydatków - zgadzają się eksperci. Co możemy zyskać dzięki osiągnięciu 6 proc. wydatków PKB na zdrowie w 2024 roku? Odpowiedź wcale nie jest prosta.

Jak zauważyła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, zastępca przewodniczącego rady Narodowego Funduszu Zdrowia, jesteśmy krajem o największej dynamice wzrostu PKB na tle Europy, co może tylko cieszyć. Niemniej, zaczynaliśmy naprawę ochrony zdrowia z poziomu bardzo niskiego PKB na głowę mieszkańca i odnoszenie wydatków publicznych na zdrowie tylko do PKB może doprowadzać do niepełnego zrozumienia miejsca w jakim jesteśmy na zglobalizowanym rynku świadczeń zdrowotnych.

Powyższe stwierdzenie było punktem wyjścia do zajmującej dyskusji, jaka wywiązała się pomiędzy ekspertami podczas XV Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 21-22 października 2019 r.) w trakcie sesji "Finansowanie świadczeń zdrowotnych w Polsce".

Nie jesteśmy wyspą, koszty rosną

- Warto brać pod uwagę, że osobowe koszty wytwarzania usług zdrowotnych w kraju mają tendencję by dążyć do wyrównania na tle europejskiego rynku pracy, to samo dotyczy kosztów technologii służących diagnostyce i leczeniu nabywanych na konkurencyjnym rynku. Nie określiliśmy też standardu opieki zdrowotnej jaki chcielibyśmy zabezpieczyć wykorzystując 6 proc. PKB - poddawała pod rozwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobota, pytana o trudności na jakie mimo wszystko natrafimy dysponując nawet dużo większymi niż obecnie pieniędzmi na zdrowie pochodzącymi z wydatków publicznych.

Dr Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej, wiceprzewodniczący rady nadzorczej Centrum Medycznego MAVIT przypominał, że w roku 2018 duże strumienie pieniędzy, które wpłynęły do systemu w ogromnej części zostały skonsumowane przez wzrost wynagrodzeń. Był on konieczny. - Mamy taką oto sytuację, że przy rosnących nakładach na zdrowie sytuacja pacjenta w wielu zakresach świadczeń uległa pogorszeniu, nastąpił spadek liczby realizowanych procedur. Jednocześnie rosną koszty realizacji świadczeń - wskazywał na realne otoczenie w jakim realizowana jest naprawa systemu ochrony zdrowia.

Dodał, że jako współprzewodniczący zespołu trójstronnego przy ministrze zdrowia, pomimo próśb nie uzyskał konkretnych danych dotyczących zadłużenia szpitali. - Nieoficjalnie twierdzi się, że urosło już do sumy 13 mld zł. Pojawia się zatem kolejne pytanie, jak dyrektorzy szpitali sobie poradzą z takim problemem - mówił Andrzej Mądrala.

Oczekiwania związane z dodatkowymi pieniądzmi dla systemu ochrony zdrowia są ogromne, ale znajdują swoje uzasadnienie w wielu danych, które wprost pokazują, gdzie jesteśmy wśród europejskich państw, gdy mowa o dostępności do świadczeń czy refundowanych leków.

Jak przypomniała Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, tylko 0,3 proc. wolumenu leków refundowanych w kraju, to leki nowoczesne zarejestrowane po 2009 roku. Podczas gdy w krajach rozwiniętych leki nowoczesne stanowią niemal 3 proc w wolumenie leków refundowanych ze środków publicznych.

- "Ustawa 6 proc." jest pewną obietnicą, ale liczymy na rzeczywiste środki, a nie tylko na wyliczenia oparte o procent PKB - zaznaczała, przywołując dane OECD z 2018 r. pokazujące, że polskie wydatki na zdrowie per capita to ok. 1,5 tysiąca dolarów, podczas gdy średnia unijna - 3 tysiące dolarów, a np. tak bliscy nam Czesi przeznaczają na zdrowie ok. 2,5 tysiąca dolarów na głowę.

Co mówią prognozy

Jak wynika z prognoz Ministerstwa Zdrowia, w 2024 roku możemy uzyskać aż 160 mld zł publicznych wydatków na zdrowie, licząc procent PKB za 2 lata do tyłu, tak jak zapisano w "ustawie 6 proc." - To oznacza, że potrzebujemy wzrostu PKB o 7,8 punktu procentowego rocznie. Są to bardzo optymistyczne założenia. Do tego stopnia, że nie zakładają w nadchodzącym roku żadnej dotacji budżetowej do NFZ i tu opieramy się wyłącznie na spływie składek wynikającym ze wzrostu PKB - mówiła Bogna Cichowska-Duma.

- Myślę, że na dłuższą metę nie da się osiągnąć rzeczywistego wzrostu finansowania zdrowia tylko i wyłącznie w oparciu o wzrost gospodarczy; tym bardziej nie da się osiągnąć lepszego dostępu do leków innowacyjnych - powiedziała dyrektor generalna Infarmy.

Zwróciła też uwagę, że w XXI wieku rozwój gospodarczy oparty jest na zasobach ludzkich, a są one budowane przede wszystkim w oparciu o zdrowie i edukację. - Nieinwestowanie w zdrowie skazuje kraj na opóźnienie wzrostu gospodarczego; musimy inwestować w nowoczesne terapie po to, żeby uzyskany wzrost utrzymać - przekonywała.

Rzeczywiście jest tak, że sam plan finansowy NFZ na 2020 r. pozwoli na spełnienie wymagań "ustawy 6 proc." w nadchodzącym roku. Ów plan przygotowany w oparciu o wieloletnie prognozy Ministerstwa Finansów przewiduje wzrost wydatków NFZ na świadczenia zdrowotne o 8,6 mld zł. Prognozowane przychody ze składki zdrowotnej plus wydatki szacowane na ok. 9 mld zł z budżetu państwa, budżetów Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz samorządów dają razem kwotę 106,3 mld zł.

- To spełnia założenie wydatkowania 5,03 proc. PKB na zdrowie w 2020 r., który to wskaźnik, zgodnie z ustawą, odnosimy do PKB z roku 2018 - mówił dr Bernard Waśko, zastępca prezesa ds. medycznych Narodowego Funduszu Zdrowia.

Oponował Andrzej Mądrala, zaznaczając, że nie podziela - jak to ujął - optymizmu wiceprezesa NFZ co do wystarczającego wzrostu wskaźnika wydatków na zdrowie. - Będą dalsze problemy, bo pojawią się kolejne roszczenia płacowe wobec dyrekcji szpitali, powróci temat rosnących cen prądu, na budżetowe pieniądze czekają ratownicy, nie usatysfakcjonowani skalą podwyżek są fizjoterapeuci i diagności - wyliczał.

Wiceprezes Bernard Waśko odpowiadał, że na potrzeby dyskusji nie mówił nic o optymizmie, a jeżeli już, to jest to "optymizm arytmetyczny" oparty o dane Ministerstwa Finansów: - Zgodnie z tymi danymi, biorąc pod uwagę planowany wzrost gospodarczy, dotacja budżetowa z budżetu państwa na rok przyszły nie będzie konieczna dla osiągnięcia zaplanowanego wskaźnika 5,03 PKB wydatków na zdrowie.

Od 2021 dotacje celowe

Zauważył natomiast, że zapisane wskaźniki procentowe w latach kolejnych - 2021, 2022 rok - już zaczynają iść w górę w odniesieniu do PKB. - Minister finansów ma świadomość, że osiągnięcie wskaźników zakładanych w latach kolejnych już nie będzie możliwe bez celowych dotacji. Zaplanowano je - odpowiednio - w kwocie 7 i 7,5 mld zł. Zatem mamy zero dotacji na przyszły rok, ale w kolejnych latach państwo ma zasilić budżet zdrowia znaczącymi kwotami - mówił wiceprezes NFZ.

Odniósł się też do działania mechanizmu przyjmowania wskaźnika PKB sprzed dwóch lat do wyliczeń procenta wydatków publicznych na zdrowie. Wyjaśniał, że PKB za dany rok oblicza się i publikuje zwykle w maju następnego roku. To jest mniej więcej moment, gdy NFZ zaczyna tworzyć projekcje finansowe do planu na rok następny.

- O ile można się zżymać, że ten dwuletni okres opóźnienia w przeliczaniu wskaźnika występuje, to trzeba pamiętać, że gospodarkę charakteryzują cykle koniunkturalne. Ten sam mechanizm przeciw któremu niektóre środowiska teraz protestują, może za rok, może za 2-3 lata, kiedy nastąpi spowolnienie gospodarcze, zadziała zupełnie odwrotnie - przekonywał Bernard Waśko.

Opisywał: - Gdy PKB zacznie spadać, kiedy zacznie zwalniać przyrost składek, to wtedy w podniesieniu wskaźnika PKB na zdrowie będziemy się odnosić do wyliczenia PKB sprzed dwóch lat, czyli z okresu prosperity. Ten mechanizm niejako wymusza w okresie spowolnienia gospodarczego przeznaczenie przez budżet państwa większych nakładów na zdrowie. Zatem, gdy nastąpi spowolnienie gospodarcze on będzie chronił przed spadkiem nakładów i wymuszał ich wzrost szybszy od wzrostu gospodarczego.

Jak zapewniał wiceprezes Bernard Waśko, NFZ ma świadomość "inflacji medycznej". Przyznaje, że od 2015 r. istnieje silna wewnętrzna konkurencja w budżecie NFZ-u o środki pomiędzy budżetem dedykowanym na wynagrodzenia dla określonej grupy pracowników a środkami na świadczenia. - I rzeczywiście relatywnie za dużo więcej pieniędzy kupujemy nieco mniej świadczeń, ponieważ w wyniku tej konkurencji wewnętrznej, z uwagi na pewne priorytety i mechanizmy uznane za ważne, zdecydowano się na taką a nie inną alokację środków - zaznaczał.

Jak wykorzystać oszczędności na lekach

Grzegorz Rychwalski, wiceprezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, w czasie dyskusji podjął temat oszczędności, jakie pojawiają się w leczeniu biologicznym pacjentów dzięki klifowi patentowemu. Wygasanie patentów powoduje, że na rynek wchodzą zdecydowanie tańsze leki biorównoważne.

- Dotychczas często nieosiągalne - z uwagi na cenę - leczenie biologiczne jest coraz bardziej dostępne dla pacjenta - mówił. Jako przykład podał spadek ceny adalimumabu, w ciągu ostatniego roku prawie o 90 proc.

Jak zauważył Grzegorz Rychwalski, w Polsce jednak, na tle Europy, dostęp do leczenia biologicznego jest ograniczony. - Na przykład w kraju w chorobie Leśniowskiego-Crohna przy zastosowaniu terapii biologicznych leczonych jest 9,5 proc. populacji pacjentów, na Węgrzech - 19 proc. we Francji ponad 30 proc.

W opinii wiceprezesa ZPPF, ze względu na erozję cen niektórych leków biologicznych czas się zastanowić jak zapewnić dostęp do leczenia we wczesnych fazach i bez wykluczania z programu lekowego w razie uzyskania remisji. - Dyskutowane jest na przykład przeniesienie leków z programów do katalogu chemioterapii czy aptek ogólnodostępnych. Niektóre leki obecnie u nas podawane w programach lekowych są dostępne w niektórych krajach w aptekach - mówił.

Nie marnotrawmy pieniędzy
Także zdaniem Beaty Ambroziewicz, wiceprezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie, członka grupy sterującej All.Can Polska, istotny jest nie tylko wzrost środków, ale i również to jak je alokujemy. - To była jedna z głównych rekomendacji zawartych w projekcie All.Can - mówiła, przywołując zalecenia ekspertów zawarte w raporcie "Diagnoza zmian, jakie zaszły w opiece onkologicznej w Polsce w latach 2017-2019".

Zaznaczyła: - Niewątpliwie widzimy postęp w zakresie lepszej organizacji ochrony zdrowia, rozwiązaniach systemowych np. pilotaże opieki koordynowanej, wdrażanie kompleksowych ośrodków opieki onkologicznej w ramach breast cancer unit.

Trwają ponowne wyceny świadczeń onkologicznych, w tym badań patomorfologicznych. - To bardzo ważne, bo niestety przy finansowaniu z ryczałtu widzimy spadek liczby wykonywanych badań zarówno patomorfologicznych, jak i molekularnych. A to skutkuje blokadą włączenia pacjentów do dalszego leczenia lub pacjenci są leczeni nieoptymalnie, co powoduje, że środki na ich terapie są marnotrawione - podkreśliła Beata Ambroziewicz.

Bardzo potrzebna jest standaryzacja diagnostyki, w tym opisów badań diagnostycznych, tak żeby te badania nie musiały być powtarzane, bo to strata czasu dla pacjenta, ale i opóźnienie wejścia na optymalną ścieżkę leczenia.

Jak przyznała Beata Ambroziewicz, choć można dostrzec duży postęp w zakresie refundacji terapii lekowych, bez wyraźnego wzrostu finansowania trudno będzie udostępnić kolejne. Jej zdaniem, czekamy miesiące i nawet lata na wprowadzenie do refundacji kolejnego leku, zamiast wykorzystywać efekt konkurencyjności, gdy spadają ceny. Oceniła, że skala oszczędności wynikających z obniżenia cen leków biologicznych nie przyniosła wyraźnego wzrostu liczby leczonych pacjentów.

Mówiąc o długim czasie oczekiwania na finansowanie nowych terapii powiedziała, że nie wynika to tylko z braku środków. - Potrzebne jest uproszczenie procedur refundacyjnych, zniesienie konieczności wydawania zgody przez firmę, której lek już jest w programie na wprowadzenie kolejnego leku innego producenta - apelowała.

Wskazała jednak i na takie rozwiązania, które poprawiły dostęp do refundowanej terapii. - Są
przetarte ścieżki refundacji w oparciu o efekty. Mamy program leczenia szpiczaka mnogiego, gdzie zastosowano takie rozwiązanie. Na pewno jest to dobry kierunek - mówiła.

Kiedy opłaca się leczyć w domu

Prof. Jacek Sobocki, kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej i Żywienia Klinicznego w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym im. prof. W. Orłowskiego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie też nawiązał do wątku dyskusji dotyczącego racjonalnego wydatkowania środków. Podał przykład celowości włączania leczenia żywieniowego u wymagających takiej procedury pacjentów już po zakończeniu hospitalizacji.

Zaznaczył, że stan pacjentów w wielu chorobach pogarsza się m.in. dlatego, że są leczeni bez wsparcia opartego o sztuczne żywienie. Tymczasem dość prosta interwencja żywieniowa, stosunkowo niedroga, w spektakularny sposób poprawia wyniki leczenia. Z badań wynika, że co trzeci  pacjent trafiający do szpitala jest niedożywiony. - U takiego pacjenta pojawia się 2,5 raza większe ryzyko wystąpienia powikłania, które powoduje - w zależności od oddziału - od 7 do 20 dni dłuższy pobytu w szpitalu - informował profesor.

Ja mówił, część pacjentów wymagających specjalistycznego żywienia po zakończeniu zasadniczego leczenia mogłaby być wypisana do domu. Na przeszkodzie temu stają jednak kolejki do leczenia dojelitowego prowadzonego w warunkach domowych.

Czas oczekiwania zależy od miejsca zamieszkania pacjenta, średnio wynosi 6 miesięcy. - Pacjent albo pozostaje w szpitalu wiele tygodni, albo wraca do domu, tam jego stan się pogarsza i ponownie trafia do szpitala, czasami nawet kilkakrotnie. W efekcie koszt ponownych hospitalizacji wielokrotnie przekracza koszty żywienia dojelitowego, jakie byłoby w tym samym czasie prowadzone w domu. Zasadnym wydaje się zatem nielimitowanie takiego świadczenia jak żywienie w warunkach domowych - argumentował prof. Jacek Sobocki.

Finansowanie stale rośnie, ale...
Odpowiadając na sugestie, jakie padły podczas dyskusji, wiceprezes NFZ Bernard Waśko wyjaśnił, że oszczędności uzyskane na lekach nie pozostają w budżecie Funduszu, są wydatkowane zgodnie z obowiązującymi priorytetami.

Podał, że dopuszczenie do refundacji zarówno nowych cząsteczek jak i rozszerzenie wskazań dla już istniejących spowodowało np. w raku płuca w latach 2017 -2019 trzykrotny wzrost liczby leczonych pacjentów objętych specjalnymi programami terapeutycznymi, z ok. 1600 do ok. 5 tysięcy.

Podobnie w schorzeniach reumatycznych oraz w chorobie Leśniowskiego-Crohna. - O ile mieliśmy nieco ponad 10 tysięcy pacjentów leczonych w 2018 r., to za pierwsze półrocze 2019 r. objęliśmy leczeniem taką samą liczbę pacjentów. Czyli przyjmując liniowo można zakładać, że odnotujemy dwukrotny wzrost dostępności do leków - stwierdził wiceprezes.

Mówiąc o zapobieganiu niepotrzebnym hospitalizacjom wynikającym z niedożywienia pacjentów poinformował, że licząc od 2015 roku nakłady na żywienie w warunkach domowych wzrosły ze 136 mln zł do 210 mln zł w ciągu 3 lat. - Sądzę, iż to pokazuje, starania NFZ o poprawę dostępności do domowego leczenia żywieniowego, choć na pewno dostępność pozostaje bardzo różna w różnych województwach, podobnie jak do opieki długoterminowej. Z wykonywanych analiz - w przeliczeniu na osobodzień w ZOL-ach i ZPO i dla populacji 75 plus - wynika, że różnica między województwami w finansowaniu wynosi prawie 100 proc., czyli ta dostępność znacząco się różni w regionach kraju. Będziemy dążyli do tego, żeby zmniejszać te dysproporcje - zadeklarował wiceprezes Bernard Waśko.

Wieńcząc dyskusję podczas sesji dr Małgorzata Gałązka-Sobotka zwróciła uwagę, że ogólna inflacja utrzymuje się na poziomie ok. 3 proc., ale w sektorze usług inflacja sięga 5 proc., a w sektorze usług zdrowotnych około 6,5 proc. - A to mówi o tym, że jeżeli w ostatnich latach odnotowywaliśmy wzrost nakładów w NFZ na same świadczenia zdrowotne na poziomie ok. 5 proc., to pomimo faktycznie rosnącej dynamiki nakładów, będziemy w stanie kupić za te pieniądze mniej.

Do roku 2024, dzięki "ustawie 6 proc." mamy zabezpieczone środki na zdrowie, ale to oznacza zarazem, że pozostaje mało czasu, aby szczerze i otwarcie rozmawiać o tym, jak zwiększać sukcesywnie nakłady na ochronę zdrowia w następnych latach.

Jak podkreśliła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, źródła zwiększania środków na zdrowie są dwa.
- Pierwsza możliwość, to wzrost składki zdrowotnej bazowej do prognozowanych jeszcze 20 lat temu na starcie systemu ubezpieczenia społecznego 11 proc, bo mamy dzisiaj nadal 9 proc. Możemy też do składki bazowej dodać ubezpieczenia - dodatkowe, powszechne, obowiązkowe czy dobrowolne, komplementarne, substytucyjne i należy o tym dyskutować - mówiła.

Drugie rozwiązanie to przyjęcie założenia, że będą rosły strumienie budżetowe finansujące ochronę zdrowia, ale to i tak my jesteśmy płatnikami tych pieniędzy w daninie jaką zasilamy budżet państwa w wydatkach na zdrowie.

- Jeżeli zgadzamy się, że będziemy musieli wydawać więcej, bo tak zresztą wynika z analiz makroekonomicznych sektora ochrony zdrowia na całym świecie, to powinniśmy dzisiaj się zastanowić jakimi podatkami ten budżet państwowy będzie zasilany i jak zapewnić, żeby te daniny trafiały na zdrowie - zaznaczyła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, wskazując m.in. na akcyzę na papierosy i alkohol, jako dodatkowe źródła pieniędzy dedykowanych ochronie zdrowia.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.