RR/Rynek Zdrowia | 17-09-2020 06:00

Szpitalne izolatki potrzebne od zaraz. Czy można je utworzyć z dnia na dzień?

Nowy system przygotowania lecznic na czas epidemii wszedł w życie we wtorek (15 września). Zakłada, że do walki z koronawirusem będą gotowe trzy typy placówek: zakaźne, wielospecjalistyczne i powiatowe. W szpitalach powiatowych największym problem będzie utworzenie izolatek.

Tworzene izolatek w szpitalach rodzi wiele pytań; FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

Do izolatek trafiać mają pacjenci z dodatnim wynikiem testu w ogólnie dobrym stanie zdrowia i tacy, których stan epidemiologiczny jest niepewny. Tam - jak tłumaczy resort - dokonywana będzie selekcja pacjentów. W razie potrzeby zostaną przewiezieni na leczenie do szpitali II lub III stopnia zabezpieczenia.

To może sparaliżować placówki
- Dotychczas praktyka była taka, że chory z potwierdzonym covidem był odsyłany do oddziału zakaźnego - mówi nam Emil Korczak, lekarz naczelny Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Twierdzi, że dyrektorów szpitali, którzy teraz muszą uruchamiać izolatki, czeka trudne zadanie - można im tylko współczuć.

Korczak dobrze wie, o czym mówi. W lipcu na 13 oddziałach Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze powstały miejsca izolacyjne, dzięki czemu prowadzić można specjalistyczne leczenie pacjentów z chorobami zakaźnymi, także tych z koronawirusem. Jeżeli na przykład na ortopedię trafi pacjent ze skomplikowanymi złamaniami, a dodatkowo chory na jakąś chorobę zakaźną, to będzie mógł być leczony na tym właśnie oddziale z zachowaniem izolacji. A personel, zanim wejdzie do takiego pacjenta, będzie mógł się przebierać z zachowaniem rygorów sanitarnych.

- W naszym wojewodzie szpitale były w tej komfortowej sytuacji, że zamawiały karetkę i wysyłały ich do nas, do Zieloni Góry - wspomina. - Teraz będą miały problem, bo muszą odizolować takiego pacjenta od innych pacjentów; także tych, którzy również mają potwierdzone zakażenie koronawirusem. To może sparaliżować placówki, bo nie wyobrażam sobie, żeby szpital mógł wybudować osobną strefę buforową, czyli miejsce, gdzie ci pacjenci są izolowani do czasu ostatecznego wyjaśnienia ich sytuacji epidemiologicznej - ocenia.

Procedury można stworzyć, ale jak pokonać bariery architektoniczne
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że w części szpitali barierą może być infrastruktura. - My natknęli się na barierę architektoniczną, szpitalne budynki pochodzą z XIX wieku. Przekształcenie zwykłej sali chorych w izolatkę to skomplikowane przedsięwzięcie budowlane, gdyż trzeba wydzielić węzeł sanitarny i śluzę oddzielającą salę chorych od wejścia, co przy wielkości pomieszczeń jest trudne do wykonania - wyjaśnia i dodaje, że Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze miał szczęście, bo zarząd województwa lubuskiego przeznaczył dotację celową w wysokości 600 tys. zł na utworzenie izolatek, więc można było sfinansować wszelkie prace budowlane i modernizacyjne.

Emil Korczak podkreśla, że część szpitali ma izolatki, ale nie mają opracowanych procedur. - Funkcjonowanie izolatek to także kwestia personelu. Do takich pacjentów musi być oddelegowany personel, który nie może mieć kontaktu z innymi pacjentami.

- Inna sprawa to, jak do tworzenia izolatek podejdą szpitale. Czy wydzielą strefę buforowa, gdzie będą przebywali pacjenci z różnych oddziałów, czy też na każdym oddziale będzie wydzielone izolatka lub kilka izolatek. Jedna może nie wystarczyć, bo może się zdarzyć, że w tym samym czasie do szpitala trafia dwóch albo trzech pacjentów, których stan epidemiologiczny jest niepewny - tłumaczy.

Przygotowując się do wprowadzenia nowej strategii zabezpieczenia szpitali, Ministerstwo Zdrowia wydało 89 decyzji administracyjnych dla szpitali działających jako spółki, zaś wojewodowie ponad 450 dla pozostałych lecznic. I tak do pierwszego poziomu zabezpieczenia zakwalifikowano 374 lecznic należących do tzw. sieci szpitali. Kolejnych 69 decyzji dotyczyło oddziałów zakaźnych i obserwacyjno-zakaźnych, które są zakwalifikowane do II poziomu. Zgodnie ze strategią na najwyższym, trzecim poziomie znalazło się 9 szpitali wielospecjalistycznych.

Jedną z takich ministerialnych decyzji otrzymał Szpital Murcki sp. z o.o. w Katowicach.

Niejasne decyzje
- Na początku września dostaliśmy polecenie od ministra zdrowia w sprawie utworzenia dwóch łózek dla pacjentów podejrzanych o zakażenie koronawirusem - mówi Krzysztof Zaczek, prezes zarządu Szpitala Murcki sp. z o.o. w Katowicach i wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

- Napisano, że chodzi o dwa łózka. Otwartą kwestią jest to, czy mają to być łóżka w osobnych pokojach spełniających standard izolatek. To byłoby niewykonalne. W szpitalu mamy przygotowane sale, do których „doczepiane” są śluzy prowadzące do wejść do pomieszczeń, mamy też procedury postępowania - wyjaśnia. Precyzuje, że przenośne śluzy nie spełniają standardu szczelności, nie zapewniają podciśnienia. - One są po to, żeby personel mógł się zdezynfekować, zdjąć kombinezon ochronny.

Zwraca uwagę, że nie każdy szpital ma możliwości techniczne zorganizowania izolatoriów z prawdziwego zdarzenia. - My leczymy pacjentów w budynkach, których części ma ponad 100 lat. Takich szpitali jest w Polsce dużo. Niektóre mieszczą się w zabytkowych obiektach, objętych ochroną konserwatorską. Nie mają możliwości technicznych zorganizowania specjalnych pomieszczeń - tłumaczy. - Zasadnicze pytanie brzmi: czego od nas się oczekuje?

Pytany o przygotowanie szpitali powiatowych zrzeszonych w Związku do realizacji ministerialnej strategii, Krzysztof Zaczek wyjaśnia, że ich sytuacja jest bardzo zróżnicowana. - W zależności od środków finansowych każdy z dyrektorów zrobi wszystko, żeby wykonać polecenie. Dyrektor, który będzie miał możliwości finansowe i lokalowe zrobi pełną izolatkę. Ktoś, kto nie będzie miał takich możliwości, zrobi to, co my - zastosuje przenośną śluzę, system dekontaminacji, opracuje procedurę postępowania - tłumaczy.

- Ale co będzie jeśli za jakiś czas do szpitala przyjdzie kontrola, np. z sanepidu czy wojewody, żeby sprawdzić izolatki? Najgorsza jest niewiedza.

Długa lista pytań bez odpowiedzi
Inne pytanie, które zadają sobie szefowie szpitali dotyczy testów w kierunku SARS-CoV-2. Mówił o tym na spotkaniu przedstawicieli szpitali powiatowych z ministrem zdrowia Andrzejem Niedzielskim dyrektor szpitala powiatowego w mazowieckim Garwolinie Krzysztof Żochowski. - Ważną rzeczą dla nas jest to, żeby system badania na Covid-19 nie został "zakorkowany", czyli, żeby pacjent nie czekał 5-6 dni na wynik, bo wtedy my takiego pacjenta trzymamy siedem dni na szpitalnym łóżku a może się to okazać grypa.

Podobne wątpliwości ma prezes Krzysztof Zaczek. - Pojawiła się informacja o testach antygenowych - szybszych (na wynik czeka się od 10 do 30 minut) i tańszych. MZ zapowiedziało, że mają być stosowane w POZ, izbach przyjęć i SOR-ach. Po tym komunikacie różne firmy zarzucają nas ofertami. Natomiast zalecenia AOTMiT mówią, że test antygenowy może być jedynie testem pomocniczym i wymaga weryfikacji testem genetycznym, molekularnym. Nie wiemy, jakie testy będą ostatecznie uznane za wiarygodne, jakie test wybrać. Teraz korzystamy z testów z laboratoriów wskazanych przez resort zdrowia.

Szefowie szpitali mają więcej pytań związanych z wdrażaniem nowej strategii walki z koronawirusem. Niektóre przesłaliśmy do MZ. Zapytaliśmy o to, jakie wymogi powinny spełniać szpitalne izolatki? Kto ma sfinansować ich utworzenie, w tym ewentualne prace budowlane (szpital, organ prowadzący, NFZ, MZ)? Ile powinno ich być w szpitalu? Czy przy każdej izolatce ma znaleźć się stanowisko intensywnej terapii (jak mówił wiceminister Waldemar Kraska na konferencji prasowej 19 sierpnia)? Czy personel medyczny oddelegowany do opieki nad osobami przebywającymi w izolatkach będzie też wykonywał inne zadania?

Odpowiedzi na razie nie uzyskaliśmy. Opublikujemy zaraz po ich otrzymaniu.