Szpital jest "małym miastem", dlatego tak trudno dobrze go zaprojektować

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 07 września 2009 06:31

Na pytanie, jak poprawić jakość projektowania szpitalnych obiektów w Polsce, trudno znaleźć prostą i jednoznaczną odpowiedź. Zwłaszcza w kraju, który ma za sobą okres, kiedy budowało się przede wszystkim pomniki. W latach 60. i 70. powstawały pomniki szpitale, pomniki instytuty, pomniki szkoły...

Szpital jest "małym miastem", dlatego tak trudno dobrze go zaprojektować
Projektowanie szpitali jest wyjątkowo złożonym i trudnym procesemFot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Bardziej liczył się wówczas propagandowy rozmach i symbolika, a mniej lub wręcz wcale: koszty, funkcjonalność, ekonomika użytkowania, ergonomia, nie wspominając już o tym, aby obiekty były przyjazne dla pacjentów i personelu.

Portal rynekzdrowia.pl rozmawia o tych problemach z kilkoma architektami, m.in. specjalizującymi się w projektowaniu obiektów ochrony zdrowia. Jednocześnie zapraszamy do dyskusji na naszym forum inwestorów placówek medycznych, dyrektorów szpitali, lekarzy, a także innych architektów.

Zanim jednak o współczesności, jeszcze jeden wątek historyczny.

Na przełomie XIX i XX wieku
na Górnym Śląsku powstawały tzw. szpitale brackie, wznoszone przez spółki węglowe. Wbrew pozorom bardziej nadają się one dzisiaj do modernizacji i przystosowania do nowych technologii niż obiekty szpitalne budowane w epoce „realnego socjalizmu”.

Owe brackie lecznice budowane były zazwyczaj z czerwonej cegły, w układzie pawilonowym. Mają większe pomieszczenia, wyższe kondygnacje, gdzie w podwieszanych sufitach można ukryć instalacje. Łatwiej wpisać w ich przestrzenie nowoczesne funkcje medyczne.

– Najgorzej jest, kiedy dzisiaj chce się modernizować obiekty, które kiedyś były adaptowane na szpitale. Takim przykładem jest szpital w Zabrzu Biskupicach, który powstał w budynku dawnego hotelu robotniczego. Ówczesny minister górnictwa wpadł na taki pomysł i przeznaczył na ten cel duże pieniądze – mówi Krzysztof Gorgoń, architekt, którego pracownia specjalizuje się w projektowaniu obiektów dla służby zdrowia.

– I rzeczywiście, szpital powstał. Wyłożono nawet w nim podłogi i ściany marmurami. W praktyce jest to jednak prawdziwa katastrofa... – dodaje Gorgoń.

Co leży u podstaw sukcesu
medycznej architektury? Zdaniem Christophera Filipowicza, prezesa kanadyjskiej firmy HFKS Architects Inc. (projektuje obiekty dla służby zdrowia m.in. w zachodniej Kanadzie i w Albercie) najważniejsza w planowaniu takich przedsięwzięć jest część projektowa, w tym program medyczny.

– W wielu przypadkach architektura w służbie zdrowia podporządkowuje się wymaganiom użytkowym, m.in. planowi pracy personelu, wymaganym odległościom pomiędzy oddziałami szpitalnymi, ruchowi i bezpieczeństwu pacjentów oraz pracowników, ale też i logistyce w całym budynku – wylicza Christopher Filipowicz.

Także zdaniem Tomasza Studniarka, prezesa oddziału katowickiego Stowarzyszenia Architektów Polskich, podstawowym warunkiem, aby budynek osiągnął sukces w szerokim tego słowa znaczeniu, jest pozyskanie dla niego bardzo dobrego projektu. Są dwie metody ich zdobycia przez inwestorów.

Pierwsza i... najgorsza – zdaniem Tomasza Studniarka – to przetarg, w którym podstawowym kryterium wyboru jest cena projektu. A ta często ma niewiele wspólnego z jakością i funkcjonalnością.

Konkurs lepszy od przetargu?

– Najlepszą i praktycznie jedyną drogą, którą posługują się inwestorzy w cywilizowanej Europie, jest konkurs architektoniczny. Musimy mieć świadomość, że nie zlecamy jakichś prostych robót budowlanych, tylko mówimy o bardzo specjalistycznej dziedzinie, która pociąga za sobą ogromne wydatki publiczne – zaznacza Studniarek. – Trzeba wyznaczyć precyzyjne kryteria, a później wybrać, na zasadach rynkowych, najlepszą ofertę.

Zdaniem Studniarka inwestor w przypadku konkursu ma możliwość wybrania najlepszej oferty z szerokiej palety różnych rozwiązań. Może dokonać także wyboru pod względem ekonomicznym, uwzględniając wszystkie inne kryteria, bo ostatecznie nie liczy się tylko dobra architektura i supernowoczesne rozwiązania funkcjonalne, ale także koszty – zarówno wzniesienia szpitala jak i jego funkcjonowania w przyszłości.

Ale i konkursy bywają obarczone pewnym ryzykiem. Christopher Filipowicz przypomina, że projektowanie dla służby zdrowia zaczyna sie dużo wcześniej niż na „desce kreślarskiej” czy komputerze architekta.

– Z zaciekawieniem oglądałem niedawne prace konkursowe szpitala w Złotnikach pod Wrocławiem, zdając sobie sprawę, że wiele rozwiązań było chyba podyktowanych programem medycznym czy funkcjonalnym, który w mojej opinii, nie był dokładnie sprecyzowany – mówi Filipowicz. Jego zdaniem konkurs na zaprojektowanie szpitala bez współpracy z przyszłymi użytkownikami, jest bardzo trudny i z założenia bardziej architektoniczny niż funkcjonalny, co ma natychmiastowy wpływ na koszty eksploatacyjne takiego obiektu.

Bardzo złożona materia
Projektowanie szpitali jest wyjątkowo złożonym i trudnym procesem, głównie z racji skomplikowanych technologii, nasycenia wszelkiego typu instalacjami, które nie są spotykane w innych obiektach, a także reżimu sanitarnego. Bez większej przesady można stwierdzić, że szpital jest małym miastem.

Klasyczna definicja mówi, że aby uznać organizm urbanistyczny za miasto, powinno ono spełniać kilka podstawowych funkcji; m.in. musi być miejscem pracy, zamieszkania, wypoczynku człowieka oraz – dodatkowo – miejscem, gdzie się leczy. Te wszystkie funkcje – w mniejszej skali niż w mieście – ale jednak koncentrują się w każdym w szpitalu.

– Jeszcze pięć lat temu 90 procent prac związanych z infrastrukturą w służbie zdrowia stanowiły modernizacje, czyli grzebanie się w starych murach. Pierwszymi jaskółkami przynoszącymi zmiany były najczęściej niewielkie obiekty, których inwestorami były osoby prywatne – m.in. stomatolodzy, ginekolodzy – mówi Krzysztof Gorgoń. – W tej chwili, gdy spojrzę na na nasze „monitory projektowe”, widzę, że sytuacja ewidentnie się zmienia. Pracujemy np. nad rozbudową szpitala w Sosnowcu, gdzie zaprojektowaliśmy nowoczesną kubaturę z blokiem operacyjnym na sześć sal.

Hamulcowi nowoczesnego projektowania

Na pytanie, co lub kto najbardziej hamuje postęp w projektowaniu nowoczesnych obiektów służby zdrowia w Polsce, Krzysztof Gorgoń odpowiada:

– To decydenci, którzy trzymają w swoich rękach wszystkie nici w tej materii, grono prominentów w szpitalnictwie i w służbie zdrowia. Często są to profesorowie, wysoko postawieni dyrektorzy. Wszystkie zmiany, które nas czekają lub które są wdrażane, zaburzają obecny system. Parokrotnie zauważyłem, że odważne wizje rozbijały się o przeszkodę w postaci czynnika ludzkiego, gdzie żadne argumenty i racjonalne tłumaczenia nie przynosiły efektów. Było to związane z podziałem obszaru wpływów...

Krzysztof Gorgoń zaznacza, że równie fatalny wpływ na procesy modernizacyjne starych polskich szpitali ma doraźna polityka: – Po wykonaniu skomplikowanej dokumentacji, która zajmowała dosłownie pół pokoju, przychodziły wybory, zmieniały się władze miasta i… zapadała decyzja, że tego projektu nie będzie się realizować. Tłumaczono nam, że są ważniejsze sprawy niż szpital.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum