Nowe szpitale: w dwa, trzy lata od pomysłu do przemysłu

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 29 grudnia 2009 06:00

W ostatnich kilkunastu miesiącach wreszcie ukończono wieloletnie budowy szpitali m.in. w Grudziądzu, Miliczu i Koninie. Do przeszłości odchodzą inwestycje realizowane przez 20-30 lat... Skazane na centralne finansowanie, pochłaniające dziesiątki milionów złotych na samo tylko utrzymanie budowy.

Nowy szpital we Wrocławiu

Przedsięwzięcia te generowały też liczne zmiany w projektach, skoro profile medyczne projektowanych szpitali tworzono naście lat przed ich uruchomieniem. Dziś buduje się zupełnie inaczej. Styl określają warunki ekonomiczne i technologiczne. Dziś szpital powstaje w dwa lata, a nie w dwadzieścia. Powstają na miarę, ale nie ambicji, lecz realnych potrzeb...

Kamień węgielny w stanie wojennym
Budowa Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie ruszyła w 1982 r. Po 17 latach udało się oddać do użytku... budynek przychodni. Co roku na realizację inwestycji szło kilkanaście milionów złotych. Przyśpieszono dopiero w 1998 r.

– Wojewoda koniński podjął decyzje o połączeniu szpitala wojewódzkiego z szpitalem miejskim w budowie, a wraz z tą decyzją przyszło w miarę stabilne finansowanie i budowanie. Od kilku lat sukcesywnie w ramach kontraktów wojewódzkich na inwestycję szło od 15 do 30 mln zł – wylicza Bronisław Różycki, zastępca dyrektora ds. techniczno-eksploatacyjnych w konińskiej lecznicy.

Szpital budowano dłużej niż piramidę Chufu. W tzw. międzyczasie zmniejszono planowaną liczbę łóżek z 650 do 424 (w rezultacie połączenia szpitali). Zrezygnowano też z budowy pralni i kuchni, bo te mogą prowadzić firmy zewnętrzne.

Wpierw centralna, potem regionalna
Pralnię i prosektorium skreślono z architektonicznych planów 400-łóżkowego Szpitala Powiatowego w 37-tysięcznym Miliczu. Zaczęto go budować w 1984 r. Miał być zabezpieczeniem na wypadek szczególnych zdarzeń w kraju, więc został zakwalifikowany do kategorii „inwestycja centralna”...

Maciej Piorunek, dyrektor lecznicy, przyznaje, że było wiele momentów zwątpienia, w to, czy szpital w końcu powstanie.

– Jestem mieszkańcem Milicza, więc miałem okazję obserwować losy inwestycji. Był taki okres, że szpital funkcjonował jeszcze na starej bazie, budowa była rozpoczęta, ale stały tylko fundamenty, nadeszły zmiany systemowe i nie było woli politycznej, żeby zajmować się takimi inwestycjami. Wyglądało to na wielką dziurę, która zostanie tu do końca świata – wspomina dyr. Piorunek.

Budowę udało się ukończyć głównie dzięki współdziałaniu samorządów.

– Środki, które na nią kierowano i zakres jakie z nich realizowano wreszcie były przemyślane. W poprzednich latach zdarzało się, że jeśli projekt zakładał pewne elementy, to je budowano, a potem zastawiano się jak je wykorzystać – wyjaśnia Piorunek. Przyznaje, że trudno ocenić całkowite koszty budowy. W tej chwili wartość majątku szacowana jest na ok. 110 mln zł.

Ćwierć wieku – od łopaty do wstęgi

To niewiele w stosunku do tego, ile pieniędzy poszło na budowę Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. Wł. Biegańskiego w Grudziądzu, która trwała 25 lat. Przez 22 lata na budowę wydano 200 mln zł, z czego aż 50 proc. wydano na zabezpieczenie budowy.

– Konkretne pieniądze pojawiły się dopiero w ciągu trzech ostatnich lat, kiedy inwestycja została zasilona 170 mln zł i to pozwoliło skończyć budowę – wyjaśnia Marek Nowak, dyrektor szpitala.

Jak wspomina, pierwszy projekt szpitala pochodzi jeszcze z lat 70. W latach 90 została  zmieniona koncepcja budowy na tzw. etapowanie. W 2003 r. kiedy musiało nastąpić przyspieszenie budowy, przeprojektowano część medyczną.

– Miało być 14 oddziałów, jest 29. Na początku lat 90., gdy szalała hiperinflacja, nawet ja zwątpiłem, że budowa kiedykolwiek dobiegnie końca. Nadzieja była jednak większa niż frustracja. Dziś mamy cacko – mówi Nowak.

Szpital buduje się jak hipermarkety, szybko

Kilkanaście lat to można budować dziś kosmodrom, a nie szpital. Ten powstaje teraz w szybkim tempie, co nie znaczy, że byle jak. Dobrze, tanio, szybko. Czyli dwa, góra trzy lata. Od pierwszej łopaty do przecięcia wstęgi.

– Kilkadziesiąt lat temu budowa szpitali była często realizacją pewnych ambicji społecznych, ale nie była poprzedzona tym, co dzisiaj się określa jako studium wykonalności. W przypadku szpitala na Stabłowicach we Wrocławiu mamy za sobą roczny okres przygotowania planu funkcjonalno-medycznego – mówi Roman Szełemej, pełnomocnik zarządu województwa dolnośląskiego ds. polityki zdrowotnej. – O tym, że powstanie taki szpital, w takim miejscu, o takim profilu medycznym zdecydowano po bardzo starannych analizach dotyczących profilu medycznego, wielkości szpitala i jego wyposażenia...

Efekt takiego podejścia do sprawy? W zachodniej części Wrocławia powstaje publiczny szpital wieloprofilowy. Konkurs na projekt szpitala wygrało wrocławskie Biuro Architektoniczne Villart. Architekci musieli też m.in. zaprojektować wnętrza, w których pracował będzie sprzęt nowej generacji oraz wziąć pod uwagę logiczny układ komunikacji wewnętrznej i zarządzanie obiektem.

– Nowy obiekt został uszyty na miarę potrzeb. Projektując szpital trzeba myśleć przede wszystkim o pacjentach i personelu medycznym, którzy będą w ramach wzajemnej relacji korzystali z niego. Projekt opiera się na skróceniu drogi pomiędzy trzema oddziałami: SOR, oddziałem obrazowania i operacyjnym. Wokół tego serca szpitala utkaliśmy siatkę oddziałów – opowiada architekt Bogdan Kołtowski. – Dostosowanie funkcji i wnętrz do nowych prawideł ekonomii sprawia iż, już w fazie projektu wchodzimy w sferę zasobami ludzkimi, nie zostawiając tego do czasu oddania obiektu...

Zasoby ludzkie. W końcu, to dla ludzi buduje się szpitale. Wystarczająco długo czekają w szpitalach na wizyty, zabiegi itp., by mogli dekadami czekać na nowe... szpitale!

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum