Związek szpitali wyszedł "na barykady". Na eskalację konfliktu miała wpływ centralizacja NFZ?

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia10 listopada 2022 06:00

Są czarne plakaty i zbieranie podpisów pacjentów pod petycją do ministra zdrowia. Sytuacja finansowa pięciu szpitali powiatowych w woj. śląskim zagraża ich funkcjonowaniu. Nie mają pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń i inne wydatki. - Należało usiąść z tymi szpitalami do rozmów w oddziale NFZ i szybko zdecydować o korekcie finansowania, ale centralizacja Funduszu to uniemożliwia - uważa dr n. ekon. Jerzy Szafranowicz, były dyrektor śląskiego oddziału Funduszu.

Związek szpitali wyszedł "na barykady". Na eskalację konfliktu miała wpływ centralizacja NFZ?
Czarna polska jesień - akcja trwa w owj. sląskim. Fot. Szpitalepowiatowe/Twitter
  • Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, zrzeszający 23 lecznice, prowadzi akcję pod hasłem "Czarna polska jesień". Prosi pacjentów o podpisywanie się pod petycją do ministra zdrowia
  • W ocenie Związku na skutek niedoszacowania wycen procedur zagrożone jest funkcjonowanie 5. szpitali powiatowych w województwie
  • Należało usiąść z tymi szpitalami do rozmów i dokonać korekty finansowania. Sytuacja, do jakiej doszło, to m.in. efekt centralizacji NFZ - uważa dr n. ekon. Jerzy Szafranowicz, były dyrektor oddziału śląskiego Funduszu, wiceprezes Związku
  • Jak stwierdza, dyrektorzy oddziałów wojewódzkich NFZ są pozbawieni decyzyjności
  • Wiceprezes NFZ dr Bernard Waśko (od końca października były wiceprezes), odpowiadając na podobne uwagi zgodził się, iż przepisy są mało elastyczne, ale podkreślał, że nie są to przepisy NFZ

Czarne plakaty, groźne hasła, czyli szpitale "na barykadzie"

Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, zrzeszający 23 lecznice, prowadzi akcję pod hasłem "Czarna polska jesień". W szpitalach pojawiły się czarne plakaty z takim hasłem wraz z prośbą do pacjentów o podpisywanie petycji do ministra zdrowia.

"Twój szpital może zostać zamknięty" - ostrzegają pacjentów autorzy petycji i przekonują, że "brakuje pieniędzy na opłacanie podstawowych rachunków, wypłat dla pracowników, nawet na składki ZUS”. To kolejna odsłona sporu, jaki Związek prowadzi z Ministerstwem Zdrowia, przekonując, że szpitalom dramatycznie brakuje pieniędzy na ustawowe podwyżki wynagrodzeń wprowadzone od 1 lipca i inne koszty, gdyż nie zostały one w pełni uwzględnione w nowych wycenach świadczeń.

Zespół Szpitali Miejskich w Chorzowie też włączył się w akcję, ale wcale nie dlatego, że placówka przeżywa kryzys finansowy.

- Działam solidarnie z dyrektorami innych szpitali Związku. Natomiast podkreślam, że szpital jest wypłacalny; inwestuję, wszyscy otrzymali podwyżki. Było to możliwe, bo po zmianach wycen świadczeń dostaliśmy dużo pieniędzy od Funduszu, w oparciu o obowiązujące zasady. Powiem więcej, ludzie są zadowoleni - mówi dr n. ekon. Jerzy Szafranowicz, dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie, wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Uważa, że trwające od sierpnia przedłużanie dyskusji na temat niedoszacowania pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń w części szpitali powiatowych zaprowadziło Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego „na barykady”. W ocenie dyr. Szafranowicza na eskalację konfliktu miała wpływ m.in. centralizacja NFZ.

Brakuje decyzyjności NFZ w regionach

- Moje prywatne zdanie jest takie, że w województwie śląskim 5 szpitali powiatowych zostało potraktowanych bardzo źle. Należało usiąść z tymi szpitalami do rozmów i analizując ich indywidualną sytuację zdecydować o korekcie finansowania, ale oddział NFZ nie mógł tego zrobić, bo nie ma decyzyjności. I potem problemy narastały jak w efekcie kuli śnieżnej - mówi dyrektor Jerzy Szafranowicz, który - co też warto zauważyć - nim został dyrektorem szpitala w Chorzowie, w latach 2017-2018 kierował śląskim oddziałem NFZ.

Dr Szafranowicz zaznacza: - Pozostawiając na boku wszelkie konteksty polityczne trzeba powiedzieć jasno: nikt w historii szpitalnictwa nie dał tak znaczących pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń, jak minister zdrowia Adam Niedzielski. Szkoda, że - właśnie z powodu finansowych kłopotów części szpitali, jakie wyniknęły po przekazaniu środków - nie przekuł tego w ogromny sukces.

Rozmówca Rynku Zdrowia mówi wprost: - Sytuacja, do jakiej doszło, to efekt centralizacji NFZ. Jeszcze kilka lat temu, będąc dyrektorem oddziału Funduszu mogłem usiąść do rozmów z dyrektorami szpitali, dyskutować, dołożyć pieniądze tam, gdzie byłoby to konieczne. Mogłem negocjować, miałem większe możliwości sprawcze niż obecnie dyrektorzy oddziałów NFZ. Temat byłby zamknięty.

Kiedyś dyrektorzy mieli pełnomocnictwa

Nim w latach 2020-2021 doszło do centralizacji NFZ (m.in. zapadły wtedy decyzje o podporządkowaniu kontrolerów centrali warszawskiej), dyrektorzy oddziałów NFZ mieli pewne uprawnienia decyzyjne. Na przykład co do ogłaszania konkursów.

- Oczywiście konsultowałem posunięcia z szefem, raz zgadzał się raz nie, ale obowiązywała zasada, że to dyrektor pilnuje regionu i ma działać tak, mając pełnomocnictwa, żeby nie dochodziło do problemów - zdradza nasz rozmówca.

- Mając taką sytuację, do jakiej doszło w sierpniu po przekazaniu środków na podwyżki, pojechałbym do prezesa NFZ i wykazałbym, oczywiście po dokładnej analizie argumentów i wyliczeń szpitali, gdzie leży problem, i poparłbym prośbę o poprawę finansowania.

- Sądzę, że za zgodą Centrali, ale i w oparciu o pełnomocnictwa, jakimi wtedy dysponowałem na szczeblu regionu, rozwiązalibyśmy problem szybciej i bez potrzeby tak daleko idących dyskusji, jak teraz - uważa dyr. Szafranowicz oceniając, że obecnie dyrektorzy oddziałów Funduszu są niemal ubezwłasnowolnieni w podejmowaniu decyzji.

W jego ocenie, ustawa pozwala opisać listę osób zatrudnionych w konkretnym szpitalu i podać zarazem, kogo i w jakiej kwocie dotyczą podwyżki: - Tu się nie ma o co sprzeczać. Z zapisów ustawy wynika, kto i jakie pieniądze powinien dostać. To są proste rachunki.

Decyzje są w gestii Centrali NFZ

Pogląd dyrektora Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie na temat nadmiernej centralizacji decyzji w NFZ podziela Krzysztof Zaczek, prezes zarządu należącego do miasta Katowice Szpitala Murcki, wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

- Padają ze strony Ministerstwa Zdrowia uwagi, że dla poprawy sytuacji finansowej szpitali powinniśmy konsolidować oddziały, restrukturyzować szpitale. Dostrzegamy chęć wsparcia i pomocy ze strony oddziału Funduszu, ale bardzo często słyszymy: „nie możemy”, bo tak są stworzone przepisy, bo decyzje są w gestii Centrali - mówi Krzysztof Zaczek.

Szpital, którym zarządza, po korektach wyliczeń pieniędzy na podwyżki ostatecznie otrzyma ekstra pieniądze - wzrost kontraktu do 16 proc. To dodatkowe środki przyznawane szpitalom w trudnej sytuacji finansowej do czerwca 2023 r.

- Skutek tego jest taki, że o ile brakowało nam wcześniej 600 tys. zł miesięcznie na podwyżki wynagrodzeń, o tyle teraz brakuje nam 398 tysięcy - wyjaśnia.

- Dyrektor śląskiego oddziału NFZ spotkał się z nami, przedstawił, w jaki sposób zostały skalkulowane wyliczenia i my tego nie kwestionujemy, bo regionalny NFZ otrzymał wytyczne z Centrali i zgodnie z nimi dokonał przeliczeń. Jesteśmy wdzięczni za to, że pokazano nam sposób tych wyliczeń. Natomiast my nadal nie potrafimy uzyskać ze strony ministerstwa odpowiedzi, dlaczego otrzymaliśmy mniej pieniędzy. W wariancie wybranym przez pana ministra miało nastąpić zwiększenie wartości umów między świadczeniodawcami a NFZ o 22 proc. - podkreśla prezes Szpitala Murcki w Katowicach.

"Tu nie chodzi o politykę"

Pytany o to, czy hasła towarzyszące organizowanej przez Związek akcji zachęcającej pacjentów do podpisywania petycji do ministra zdrowia nie są przesadzone odpowiada, że nie chodzi o stwarzanie u pacjentów sytuacji zagrożenia, ale o podanie im informacji o sytuacji szpitala.

- Za chwilę staniemy przed pytaniem, czy wypłacić wynagrodzenia w pełnej wysokości, czy może zapłacić rachunki za media, za leki. To rzeczywiście grozi sytuacją, że szpital straci płynność finansową i możliwość normalnego funkcjonowania - zauważa Krzysztof Zaczek.

- Zarzuca się nam, że wchodzimy w jakieś akcje polityczne. To absolutna bzdura. Tu nie chodzi o politykę, bo szpitale należą do samorządów z różnymi władzami, wszyscy mają ten sam problem - dodaje.

Jak mówi nam Czesław Płygawko, dyrektor Szpitala Śląskiego w Cieszynie, którym zarządza od 10 lat, nie zetknął się dotąd z problemami finansowania o takiej skali.

- Nie jest jednak tak, że przestajemy sobie radzić, ale ostrzegamy, że będzie nam ciężko i istnieje realne zagrożenie ograniczenia dostępności do świadczeń medycznych dla pacjentów.

Uważa, że właśnie teraz, dopóki jeszcze nie narosły niezapłacone rachunki w tych szpitalach, którym najciężej, trzeba głośno mówić o problemach.

- Jesteśmy dużym szpitalem, z 22 oddziałami, i mamy kwotowo problem ten sam, co małe placówki. My będziemy mieli „tylko” duży problem do pokonania, z którym damy sobie radę, ale taka sama kwota niedoborów dla małego szpitala może oznaczać po prostu jego "być albo nie być" - zaznacza dyrektor.

"NFZ jest wykonawcą przepisów, nie regulatorem"

Jak sądzi prezes Krzysztof Zaczek, pewną nadzieję dla finansów szpitali daje wzrost wycen procedur związanych z interną, zaproponowany kilka dni temu przez AOTMiT. Agencja przesłała też do szpitali ankiety, w których ponownie zbiera dane dotyczące wydatków na podwyżki i zapowiada ponowne wyliczenia wycen świadczeń.

Jak się wydaje, niektóre argumenty dyrektorów szpitali dotyczące nadmiernej centralizacji NFZ są jednak dostrzegane i podzielane. Podczas XVIII Forum Rynku Zdrowia (Warszawa 24-25 października 2022 r.) przypominaliśmy, że same szpitale chcą wprowadzać zmiany, przekształcać oddziały w jednodniowe, albo łączyć je, wymieniać się oddziałami, ale często próby zmian są blokowane przez mało elastyczne przepisy m.in. o sieci szpitali.

Będąc jeszcze wiceprezesem NFZ dr Bernard Waśko, odpowiadając na takie uwagi zgodził się, iż przepisy są mało elastyczne, ale podkreślał, że nie są to przepisy NFZ.

- Jako wykonawca tych przepisów, a nie regulator - bo regulatorem jest MZ i rozporządzenia, ale również ustawa - występowaliśmy z taką inicjatywą, aby znieść pewne bariery formalno-instytucjonalne. Sami dyrektorzy oddziałów wojewódzkich sygnalizowali, że mogliby np. procesy konsolidacyjne, restrukturyzacyjne lepiej wspierać, gdyby mieli do tego szersze prerogatywy i lepsze narzędzia. Także po to, aby bez konkursu można było przenosić środki pomiędzy jednostkami i poszerzać umowy, poszerzać zakresy - mówił, zapowiadając, że taki pakiet rozwiązań jest przygotowywany.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum