KD/PulsHR | 23-03-2019 16:43

Zofia Małas: strajkując pielęgniarki dopominały się o swoje, także w imieniu pacjenta

- Nadal pielęgniarki i położne są w czołówce zawodów zaufania publicznego. Natomiast z pewnością nasz wizerunek został nieco nadszarpnięty przez strajki. Jednak nie miałyśmy innego wyjścia. Tylko tak mogłyśmy dopominać się o swoje, ale także w imieniu pacjenta - podkreśla Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych w rozmowie z portalem PulsHR.

Zofia Małas, prezes NRPiP; FOT. Materiały prasowe

PulsHR: - W ostatnich latach pielęgniarki walczyły o podwyżki. Ile dziś zarabiacie?
Zofia Małas: - Różnie z tym bywa. Wszystko zależy od miejscowości czy rodzaju szpitala, w którym pracujemy. Każdy szpital wynagradza jak chce. Niektóre za swoją pracę otrzymują podstawę w wysokości minimalnej krajowej, a w innych placówkach podstawa wynosi ponad 4 tysiące brutto. Więc nawet, kiedy dołożono do niej 1100 złotych, a od lipca tego roku kolejne 100 zł, to nadal rozpiętość zarobków będzie duża.

Najgorzej zarabiają pielęgniarki w małych szpitalach powiatowych. Lepiej w szpitalach specjalistycznych czy klinicznych, które zlokalizowane są w dużych miastach.

- Według raportu płacowego portalu wynagrodzenia.pl mediana wynosi 3500 zł brutto. To wystarczająca kwota?
- Dążymy do tego, żeby pielęgniarka na starcie kariery nie zarabiała mniej niż wynosi średnia krajowa w gospodarce (w 2017 roku było to nieco ponad 4,2 tys. zł brutto – przyp. red). Wraz ze zdobywaniem doświadczenia i specjalistycznych uprawnień pensja powinna rosnąć co najmniej do dwóch średnich krajowych.

- Pani zdaniem średnia krajowa zatrzyma pielęgniarki przed wyjazdem za granicę?
- Dotychczasowe działania w kwestii wynagrodzeń już spowodowały, że zdecydowanie zmniejszyła się liczba pielęgniarek, które pobierają z Okręgowych Izb Pielęgniarek i Położnych zaświadczenie kwalifikacyjne, które jest niezbędne, jeśli chce się pracować za granicą. Jeszcze trzy lata temu Izby wydawały około 1300 zaświadczeń rocznie. W 2017 roku było ich 680. W 2018 roku zaś widać kolejny spadek. Izby wydały zaledwie 430 zaświadczeń. To cieszy, bo pokazuje, że pielęgniarki i położne po studiach chcą pracować w Polsce.

- Skąd ta zmiana?
- Widzą, że w naszym kraju mogą lepiej zarabiać. Zapewne nadal nie jest to kwota, jakiej oczekują, ale widzą, że ich sytuacja się poprawia. Dotyczy to nie tylko zarobków, ale również wprowadzenia minimalnych norm zatrudnienia, które zdecydowanie wpłyną na jakość naszej pracy. Zgodnie z nimi pielęgniarka na oddziale będzie miała pod opieką 6-7, maksymalnie 10 pacjentów. A zdarzało się, że sama na dyżurze miała 20 czy 40 pacjentów. Mam wrażenie, że w końcu do decydentów dotarło, iż bez poprawy warunków pracy i płacy groźba zapaści kadrowej wśród pielęgniarek i położnych była bardzo realna.

- Jak przez lata zmieniło się postrzeganie zawodu pielęgniarek i położnych?
- Nadal jesteśmy w czołówce zawodów zaufania publicznego. Natomiast z pewnością nasz wizerunek został nieco nadszarpnięty przez strajki. Jednak nie miałyśmy innego wyjścia. Tylko tak mogłyśmy dopominać się o swoje, ale w imieniu pacjenta. Jak widać skutecznie.

Więcej: www.pulshr.pl