Zamówienia publiczne: koniec dyktatu najniższej ceny?

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 28 kwietnia 2014 13:33

Cena ma przestać być wyłącznym kryterium rozstrzygania przetargów, a wykonawcy mają zatrudniać ludzi na etat - to niektóre założenia projektu noweli Prawa zamówień publicznych autorstwa klubu PO. Projektem zajmuje się sejmowa podkomisja kierowana przez Adama Szejnfelda (PO).

"Przepisy o zamówieniach publicznych są podstawą wydatkowania około 150 mld zł rocznie. Ich wysoka jakość jest istotna z jednej strony dla sektora finansów publicznych, który na ich podstawie dokonuje wydatków, z drugiej zaś dla przedsiębiorców, dla których powinny stanowić gwarancję uczciwej konkurencji podczas ubiegania się o udzielenie zamówień" - głosi uzasadnienie projektu ustawy, którym zajmuje się sejmowa podkomisja.

Zasadniczą propozycją tego projektu jest ograniczenie stosowania ceny jako wyłącznego kryterium rozstrzygania przetargów.

Szejnfeld wyjaśnił, że zamawiający ogłaszając przetarg, jeśli ustali cenę jako wyłączne kryterium, będzie to uzasadniać. - W protokole (ma) odpowiedzieć na pytanie, dlaczego uważa, że inne kryteria niż cena nie będą równie efektywne. Chcemy, aby zamawiający byli bardziej odważni przy określaniu kryteriów rozstrzygania przetargów. Dziś bowiem kryterium ceny stosuje się głównie ze strachu, że ktoś będzie zarzucał niegospodarność, interesowność, korupcję, etc. Lepiej więc nabyć małej wartości usługę lub towary za jak najniższą cenę, nawet jeśli na przykład koszty eksploatacyjne niweczyć będą efekt ekonomiczny takiej decyzji, niż narazić się na zarzuty +ustawienia+ przetargu - mówił polityk.

Z tą propozycją powiązana jest kolejna. Zakłada ona, że prezes Urzędu Zamówień Publicznych ma publikować wykazy dobrych praktyk i tworzyć wzorce, z których mogliby korzystać zamawiający. Także to - zdaniem posła PO - "ograniczałoby strach zamawiających przed stosowaniem innych kryteriów niż wyłącznie najniższa cena". - Jeżeli wybierze lepszą, ale droższą ofertę - opierając się na wytycznych Urzędu Zamówień Publicznych - to być może będzie się czuł bardziej bezpiecznie - ocenił.

Poza tym - wskazał poseł - projekt daje zamawiającemu narzędzia do tego, by mógł zbadać, czy cena nie jest rażąco niska. Według propozycji PO zamawiający w każdej chwili będzie mógł wszcząć procedurę dochodzenia tego, czy cena nie jest dumpingowa. - Szczególnie dotyczyłoby to przypadków, kiedy cena odbiegałaby o 30 proc. od kosztorysu lub średniej ceny wszystkich złożonych ofert - mówił polityk.

Ponadto projekt na oferenta nakłada obowiązek dowiedzenia, że cena nie jest rażąco niska - jeżeli zamawiający uzna, że cena jest dumpingowa, to oferent ma udowodnić, że tak nie jest.

Następne rozwiązanie zapisane w projekcie to waloryzowanie wartości kontraktów w sytuacjach, na które strony umowy nie mają wpływu. - Chodzi o wzrost płacy minimalnej, podatku VAT oraz składek na ubezpieczenie społeczne. Jest bowiem kompletnym absurdem żądanie, by w razie wystąpienia takich czynników, dane zamówienie było zrealizowane na podstawie pierwotnej ceny. Ktoś w takiej sytuacji musi stracić, albo wykonać zamówienie nierzetelnie - podkreślił polityk PO.

- Przewidujemy również przepisy ograniczające dzisiejszy proceder handlu dokumentami. Firmy zobowiązują się wzajemnie do dostarczenia sobie odpowiedniego potencjału koniecznego do wykonania zamówienia, lecz często jest to tylko +deklaracja na papierze+ - dodał Szejnfeld. Według niego obniża to cenę ofert i pozwala występować w przetargach oferentom, którzy nie mają wystarczających kompetencji do wykonania danego zamówienia. 

W projekcie zaproponowano także, by pracodawcy byli zobowiązani do takiego kalkulowania kosztorysów, by praca była w nich wyceniana na podstawie, co najmniej, płacy minimalnej. - Dziś tego nie ma i oferent w zasadzie może sobie napisać, co chce i w efekcie dochodzi do dumpingu płacowego. Z tych też powodów, oprócz szerzenia się szarej sfery, mamy często do czynienia ze zjawiskiem dumpingu socjalnego - zaznaczył Szejnfeld.

W projekcie zapisano także wymóg wobec oferentów, by w uzasadnionych przypadkach zatrudniali pracowników na umowy o pracę. Szejnfeld przyznaje jednak, że nie wie, czy uda się obronić ten zapis. - Są bowiem wątpliwości, co do konstytucyjności tych rozwiązań. Co ciekawe pomysł ten popierają nie tylko związki zawodowe, ale również przedstawiciele organizacji pracodawców. Nie dziwię się temu, bo tu chodzi o uczciwą konkurencję, o którą dzisiaj na rynku zamówień publicznych w Polsce bardzo trudno - mówił poseł PO.

Poseł PiS Adam Abramowicz, który zasiada w podkomisji zajmującej się tym projektem, ocenił propozycję krytycznie i zapowiedział własną inicjatywę PiS w tej sprawie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum