Zadłużony szpital gra va banque z dostawcami, z innymi nie zadziera

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 08 sierpnia 2017 05:55

Gdy szpital popada w pętle zadłużenia, a bank odwraca się do niego plecami, musi zdecydować się na radykalne rozwiązania. Nie płaci dostawcom, zadłuża się w parabankach lub w pozabankowych instytucjach. To nie są rzadkie przypadki. Zobowiązania wymagalne SPZOZ-ów wynoszą prawie 1,7 mld zł, w tym ponad 1,5 mld zł za dostawy i usługi.

Zadłużony szpital gra va banque z dostawcami, z innymi nie zadziera
Dostawcy są najbardziej poszkodowani przez zadłużone szpitale. Fot. archiwum

Niedawno szpital w Mielcu pożyczył 8 mln zł w firmie Siemens Finance z Warszawy w celu terminowego uregulowania bieżących zobowiązań. - Koszt obsługi pożyczki jest dwukrotnie niższy niż odsetki za opóźnienia w płatnościach zobowiązań - uzasadniał decyzję Leszek Kwaśniewski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Mielcu.

Za pożyczkę mielecki szpital zapłaci firmie Siemens Finance, która wygrała konkurs na jego finasowanie, 1 968 659,32 zł. Marże w instytucjach pozabankowych są niższe niż kilka lat temu, kiedy normą były pożyczki na 14 proc., ale wyższe niż w bankach. Generalnie, im gorsza sytuacja szpitala, tym wyższa marża.

Banki odsyłają z kwitkiem takich klientów. ”Z punktu widzenia banku ich finansowanie jest obarczone zbyt dużym ryzykiem. Szpital z długami, bez możliwości zabezpieczenia kredytu, nie otrzyma wsparcia z banku” - czytamy w raporcie Fundacji Republikańskiej pt. ”Zadłużenie szpitali publicznych jako ryzyko funkcjonowania nowego systemu” (Warszawa, maj 2017), autorstwa Dariusza Wasilewskiego.

Gdy bank nie chce dać kredytu…
Gdy szpital ma poważne kłopoty i banki nie chcą już kredytować jego działalności, pozostają mu instytucje pozabankowe. Zadłużone lecznice najczęściej wybierają jedną z trzech tego typu instytucji. Według Wasilewskiego, najwięcej pieniędzy szpitale pożyczyły w firmie Magellan (606 mln zł), nieco mniej w MW Trade (588 mln zł) i Siemens Finance (468 mln zł).

Instytucje pozabankowe mylone są z parabankami. Kiedy szpital w Mielcu wziął pieniądze z Siemens Finance, dyrektor Leszek Kwaśniewski musiał się tłumaczyć, że nie jest to parabank, lecz część ogromnej grupy kapitałowej Siemens utworzona w celu finansowania szpitali. - Z usług tej grupy korzystają w naszym regionie m.in. szpitale w Tarnobrzegu, Dębicy, Krośnie czy Rzeszowie - wyjaśniał na stronie internetowej szpitala.

Przekonywał także, że zaciągnięcie pożyczki (jej spłata ma nastąpić w ciągu 10 lat) konieczne było, żeby uregulować narastające przez ostatnie lata zobowiązania, zwiększyć płynność finansową, a także odciążyć pracowników administracji szpitala z licznych negocjacji z dostawcami. Na koniec podkreślił, że szpital nie posiada obecnie niezapłaconych faktur.

Urban Kielichowski, członek zarządu i dyrektor operacyjny Magellan SA (grupa bankowa BFF), zwraca uwagę, że finansowanie zewnętrzne pozwala na zamianę zobowiązań wymagalnych na niewymagalne. Twierdzi, że ok. 25% udzielanego szpitalom finansowania przeznaczana jest na refinansowanie zobowiązań.

Warto dodać, że wg wyliczeń MZ zobowiązania wymagalne SPZOZ-ów (czyli takie których termin płatności już minął) wynoszą (na 31.03.2017 r.) prawie 1,7 mld zł, w tym ponad 1,5 mld zł z tytułu dostaw i usług.

Dostawca zaczeka, bo nie ma wyjścia
Dostawcy są najbardziej poszkodowani przez zadłużone szpitale. Są to najczęściej małe i średnie polskie firmy, które zaopatrują lecznice w leki i opatrunki, zajmują się cateringiem, sprzątaniem, ochroną itp.

- Gdyby nie pożyczki, które szpital zaciąga w instytucjach finansowych, dostawcy prawdopodobnie musieliby czekać na zapłatę jeszcze dłużej niż teraz. Dziś średni czas oczekiwania wynosi aż 230 dni - twierdzi Kielichowski.

Problem zatorów płatniczych chce rozwiązać wicepremier Mateusz Morawiecki. Przygotowane przez Ministerstwo Finansów przepisy podatkowe mają ulżyć wierzycielom i ukarać podwójnie dłużników. Na firmy zwlekające z zapłatą ponad 4 miesiące spadną wyższe podatki - niespłacone kwoty nie wejdą im w koszty, ale podwyższą przychody - informował ”Puls Biznesu”.

Ma to być pakiet ustaw wprowadzający uproszczenia dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym. Głównym założeniem jest fiskalna ingerencja w relacje wierzyciele - dłużnicy i przerzucenie ciężaru podatkowego z wierzycieli na dłużników.

Dyrektorzy zadłużonych lecznic będą musieli stawać na głowie, żeby skrócić z 230 dni do 4 miesięcy okres zapłaty za dostawy i usługi. Teraz to dla nich jedyne pole manewru. Wynagrodzenia wraz z należnymi składkami i podatkami muszą płacić w terminie, bo odejście lekarzy czy pielęgniarek oznaczałoby np. zamknięcie oddziału, a więc wstrzymanie finansowania, a także krytyczne reakcje podmiotu tworzącego. Skarbówce czy ZUS również się nie narażą. Natomiast za dostawcą nikt się nie wstawi. Z nimi szpitale mogą grać va banque.

Kontrahent ma związane ręce
W raporcie Fundacji Republikańskiej wskazano, że w każdej innej branży pokrzywdzony dostawca mógłby dokonać cesji wynagrodzenia, czyli sfinansować wierzytelność dzięki bankowi lub firmie faktoringowej. Otrzymałby wtedy uzgodnioną zapłatę i mógłby w dalszym ciągu prowadzić swoją działalność, a należności ze strony szpitala dochodziłby kupiec wynagrodzenia.

Dostawcy usług dla szpitali nie mogą jednak skorzystać z takiej możliwości z powodu nadużywania art. 54 ust. 5 ustawy o działalności leczniczej (zmiana wierzyciela SPZOZ może nastąpić po wyrażeniu zgody przez podmiot tworzący - red.). W tym zakresie przepisy obowiązujące w Polsce są najbardziej restrykcyjne w całej Europie - czytamy w raporcie.

Relacje pomiędzy szpitalami a dostawcami powinny zostać uzdrowione jak najszybciej. Przyniosłoby to - zdaniem autora raportu - korzyści dla całej branży, ale przede wszystkim zwiększyłoby komfort hospitalizacji dla pacjentów.

Tymczasem szpitale do maksimum wykorzystują dominującą pozycję wobec kontrahentów i słono każą im płacić za wszelkie przekroczenia terminów oraz niedopatrzenia. Niektóre stosują kary pieniężne nawet w przypadku godzinnego spóźnienia w dostawie leków czy jakiegokolwiek błędu na fakturze - wskazuje Wasilewski i dodaje, że w umowach z firmami zaopatrującymi placówki klauzulą często używaną i nadużywaną jest zrzeczenie się odsetek od zaległości. I to wszytko w sytuacji, gdy dostawca angażuje własne środki, żeby wywiązać się z umowy, lecz na terminową zapłatę liczyć nie może.

- Szpitale co do zasady na czas regulują swoje zobowiązania. Wynika to z przyzwyczajenia szpitali do terminowego spłacania kredytów bankowych, w przypadku których opóźnienia miałyby przełożenie na obniżenie ratingu kredytowego - wskazuje dyrektor Kielichowski, ale zaznacza, że inaczej wygląda sprawa ze spłatą zobowiązań wobec innych podmiotów, z którymi współpracuje szpital. W jego ocenie w najgorszej sytuacji są dostawcy usług zewnętrznych.

Pożyczają, żeby opłacić bieżące rachunki
- Kredyty i pożyczki bywają zaciągane m.in. w celu finansowania inwestycji w sprzęt medyczny czy infrastrukturę. Lecz zasadniczą przyczyną korzystania z finansowania zewnętrznego są nie inwestycje, ale uzupełnienie braków, wynikających ze zbyt niskich nakładów publicznych na ochronę zdrowia. Dyrektorzy placówek służby zdrowia zaciągają kredyty i pożyczki, aby utrzymać bieżącą płynność finansową - wyjaśnia Kielichowski.

Dodaje, że dyrektorzy szpitali coraz częściej potrzebują finansowania długoterminowego. - Są zainteresowani pożyczkami na znacznie dłuższy okres niż to było do tej pory. Przyczyna tkwi w dynamicznym wzroście kosztów działalności szpitali, za którym nie idą wydatki z budżetu państwa przeznaczone na publiczną służbę zdrowia - tłumaczy.

Z jego doświadczeń wynika, że zabezpieczeniem udzielanego finansowania jest najczęściej weksel lub cesja z kontraktu z NFZ albo jedno i drugie.

- Obowiązujące przepisy umożliwiają dyrektorom szpitali dysponowanie kontraktem z NFZ. Dyrektorzy chętnie i często proponują zabezpieczenie pożyczki na kontrakcie z NFZ, ponieważ jest to pewny przychód, gwarantowany przez państwo. Cesja z kontraktu jako forma zabezpieczenia umowy jest powszechną praktyką dobrze przyjmowaną i honorowaną przez szpitale - twierdzi dyrektor operacyjny Magellan SA.

Zapytaliśmy go też o to, komu będzie łatwiej o kredyt - szpitalowi w sieci czy placówce z kontraktem NFZ?

- Pod względem dostępu do finansowania zewnętrznego sieć szpitali zmienia niewiele lub zgoła nic. Dotychczas kontrakt z NFZ był podpisywany na 3 lata z półrocznym aneksem finansowym. Teraz, po wprowadzeniu sieci szpitali, będzie podpisywany na 4 lata. Nie wiadomo jednak, co jaki czas będzie aneksowany. Poza tym warto zwrócić uwagę na pewną okoliczność: to, że szpital jest w sieci, nie znaczy, że będzie w niej na zawsze - wskazuje dyr. Kielichowski. Przyznaje jednak, że szpitale poza siecią mogą mieć utrudniony dostęp do finansowania.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum