Zadłużenie w górę, pensje w dół: kolejne szpitale zapowiadają cięcie wynagrodzeń

Autor: Katarzyna Lisowsk/Rynek Zdrowia • • 23 lipca 2013 06:20

Obniżki płac i zwolnienia należą do coraz częściej stosowanych sposobów na łatanie szpitalnego budżetu. Podjęcie takich decyzji oznacza dla wielu dyrektorów wojnę ze związkami zawodowymi i problemy z organami założycielskimi. Niektórzy szefowie lecznic pożegnali się z tego powodu ze stanowiskiem, ale są i tacy, którzy udowodnili, że wspólne zaciśnięcie pasa może się na dłuższą metę opłacać.

Zadłużenie w górę, pensje w dół: kolejne szpitale zapowiadają cięcie wynagrodzeń
Trend wydaje się stabilny: z powodu problemów finansowych dyrekcje kolejnych szpitali zapowiadają cięcia pracowniczych wynagrodzeń. Ma do nich dojść m.in. w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Włocławku, zadłużonym na kwotę około 27 mln zł. Ubiegłoroczna strata lecznicy wyniosła blisko 10 mln zł.

Na zwołanej w czerwcu konferencji prasowej dyrektor placówki Krzysztof Malatyński oświadczył, że planuje w związku z tym obniżkę pensji wszystkich osób pracujących w szpitalu nawet o 15 proc.

Kłopoty ma także Szpital Uniwersytecki im. Jurasza w Bydgoszczy, gdzie wszyscy lekarze  z  Kliniki Medycyny Ratunkowej kilka dni temu złożyli wymówienia. Przyczyną ich decyzji była zapowiedź obniżenia stawki za dyżury.

5, 10, 15?
Z perspektywą obniżenia wynagrodzeń musi się również liczyć personel Regionalnego Szpitala Specjalistycznego im. Biegańskiego w Grudziądzu. Jak mówi nam dyrektor Marek Nowak, cięcia mają objąć wszystkich pracowników, z nim samym włącznie.

Zarabiający do 3 tys. zł brutto mają otrzymywać o 5 proc., mniej, w przypadku zarobków w przedziale 3-6 tys. zł brutto - 10 proc. mniej, a powyżej 6 tys. zł - 15 proc. mniej.

- To ostatni krok, jaki możemy jeszcze wykonać by nie stracić płynności finansowej - wyjaśnia nam dyrektor i dodaje, że NFZ nie zapłacił za nadwykonania o wartości ponad 40 mln zł.

- O te pieniądze walczymy w sądzie od trzech lat. Sytuacja się pogarsza: szacujemy, że wartość nadlimitów za rok 2012 wyniesie kolejne 20 mln zł. Tymczasem już na początku br. mieliśmy problemy z komornikiem - zaznacza Marek Nowak.

W jego ocenie cięcia wynagrodzeń pozwolą na zaoszczędzenie w skali roku około 9 mln zł. - A to pozwoli nam funkcjonować dalej, przynajmniej przez jakiś czas. Na jak długo? Nie wiem - nie ukrywa nasz rozmówca.

Przyznaje jednocześnie, że w obecnej sytuacji nie potrafi już inaczej szukać pieniędzy. - Jeżeli się okaże, że to nie wystarczy, pozostanie nam wprowadzenie opłat dla pacjentów. Jestem przekonany, że podobnie może być w innych szpitalach - dodaje.

OZZL: nie tędy droga
Na początku lipca br. 10-procentową obniżkę wynagrodzeń zaproponował pracownikom szef kolejnej lecznicy - Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Sączu. I on także motywował swoje działania koniecznością ratowania placówki przed nadmiernym zadłużeniem. Obecnie wynosi ono około 50 mln zł. W ciągu dwóch lat dług udało się zredukować o 10 mln zł.

Dyrektor Artur Puszko w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" nie ukrywał: miał nadzieję, że finanse szpitala poprawi kontrakt na oddaną w br. do użytku onkologię. Dlatego zgodził się na ubiegłoroczne podwyżki. Poprawa jednak nie nastąpiła.

Na propozycję cięcia płac nie wyraziły zgody związki zawodowe. Organizację terenową poparł też Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący ZK OZZL zwraca uwagę w oświadczeniu, że "powyższa sytuacja jest kolejnym przykładem działań, podejmowanych obecnie przez dyrektorów wielu szpitali w Polsce, które - wyglądając pozornie na rozsądne i uzasadnione - przyczyniają się w istocie do pogłębienia kryzysu w całej służbie zdrowia, a w konsekwencji i w tych szpitalach".

W jego opinii, zamiast szukania kolejnych oszczędności kosztem pracowników dyrektorzy szpitali powinni zażądać - wspólnie i solidarnie - lepszej wyceny świadczeń zdrowotnych przez NFZ, aby dostosować finansowanie opieki zdrowotnej do rzeczywistych kosztów.

Artur Puszko przekonuje jednak, że alternatywą dla cięć płac jest obecnie redukcja etatów. A tego scenariusza wolałby uniknąć.

Kto płacą wojuje... miewa kłopoty
Szukanie oszczędności poprzez obniżanie pensji przysporzyło jednak niektórym dyrektorom problemów. Tak było m.in. w Szpitalu Wojewódzkim w Ciechanowie.  Agnieszka Woźniak, rzeczniczka placówki przypomina, że w 2009 r. doszło tu do sporu pomiędzy ówczesnym dyrektorem a lekarzami, którzy nie zgodzili się na cięcie wynagrodzeń.

W tym czasie szpital co miesiąc odnotowywał stratę, a jego zobowiązania wymagalne osiągnęły 9 mln zł. Wynagrodzenia pochłaniały wtedy 83 proc. kontraktu.

- Ostatecznie do cięć nie doszło, ale w związku z trwającym w szpitalu sporem płacowym zarząd województwa mazowieckiego odwołał dyrektora - wyjaśnia rzeczniczka.

Inni dyrektorzy, którzy również próbowali obniżyć pensje swoich pracowników, muszą się tłumaczyć w sądzie: taka sytuacja ma miejsce m.in w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku.

- W naszym przypadku obniżenie wynagrodzeń nie było podyktowane złą kondycją finansową lecznicy. Po przyłączeniu szpitala gruźliczego i zakaźnego do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego zdecydowano, że w placówkach tych należy ujednolicić płace. Dochodziło bowiem do zdecydowanych różnic pomiędzy poborami pracowników na tych samych stanowiskach, a nie powinno to mieć miejsca w jednym zakładzie pracy - wyjaśnia nam Katarzyna Malinowska-Olczyk, rzecznik USK.

- W sumie zmiany te objęły około jedną czwartą obecnego personelu. Większość pracowników przyjęła je ze zrozumieniem, jednak w kilku przypadkach sprawy trafiły do sądu i obecnie są w toku - dodaje rzecznik.

Czasem się udaje

Czasami jest jednak nadzieja na pozytywny finał dla lecznicy. Przykładem są zmiany w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym Nr 1 we Wrocławiu. Do cięć wynagrodzeń  i restrukturyzacji i zatrudnienia doszło tam w ub.r. Był to kolejny etap restrukturyzacji placówki, która miała wówczas ponad 130 mln zł długu, przy czym kwota zadłużenia rosła miesięcznie o kolejne 2,6 mln zł.

Jak mówił nam wcześniej dyrektor Piotr Nowicki, przerosty w zatrudnieniu występowały praktycznie w każdym zakresie - od personelu medycznego po obsługę techniczną. W sumie ubyło ponad 230 etatów, na różnych zasadach - od zwolnień grupowych po nieprzedłużanie umów na czas określony i odejścia na emeryturę. Zarządzający lecznicą podkreślają, że pomimo redukcji zatrudnienia o ponad 22 proc., szpital funkcjonuje normalnie.

Sebastian Lorenc, rzecznik lecznicy zaznacza, że redukcja etatów nie zawsze była tożsama ze zwolnieniem pracownika, niekiedy chodziło o utratę części etatu lub zmianę formy zatrudnienia. Według rzecznika, obniżki pensji nie były bardzo dotkliwe - ograniczały się w większości przypadków do utraty pewnych dodatków.

- Przyjęty plan pozwolił szpitalowi tylko w ciągu roku zaoszczędzić ponad 8 mln zł - podkreśla rzecznik.

Zadłużenie wymagalne placówki, które w sierpniu ub.r. wynosiło 98 mln udało się dotychczas zredukować o 20 mln zł.


 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum