Wypadki karetek pogotowia: co zrobić, aby zwiększyć bezpieczeństwo?

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 29 kwietnia 2019 05:55

W kwietniu w kraju doszło do dwóch poważnych wypadków karetek jadących na sygnałach. Zginęły 3 osoby. Te wydarzenia każą zadać pytanie: - Czy robimy wszystko by uniknąć podobnych tragedii? Kierowcy karetek nie przechodzą cyklicznych szkoleń doskonalących technikę jazdy, nie ma też przepisów precyzujących zachowanie innych użytkowników drogi, gdy nadjeżdża ambulans.

Wypadki karetek pogotowia: co zrobić, aby zwiększyć bezpieczeństwo?
Cykliczne szkolenia kierowców ambulansów na pewno byłyby wskazane. Pytanie tylko: kto ma to robić i za czyje pieniądze? Fot. PTWP

Kto siada za kierownice karetek? Pracodawcy najczęściej wymagają, by przyjmowany do pracy ratownik medyczny - oprócz prawa jazdy kategorii B, zaświadczenia lekarskiego i od psychologa o braku przeciwwskazań do kierowania ambulansem - przedstawił dokument potwierdzający odbycie kursu dla kierowców pojazdów uprzywilejowanych. Kurs jest płatny, koszt to około 1500 zł, który ratownik musi pokryć z własnej kieszeni.

Ponieważ w pogotowiach ratunkowych dominują zespoły dwuosobowe - podstawowe, to najczęściej ratownicy medyczni kierują ambulansami, po spełnieniu ww. wymogów. Dotyczą one także kierowców firm transportu sanitarnego (jeden ze wspomnianych wypadków dotyczył karetki pogotowia, drugi ambulansu transportu sanitarnego - red.).

- Kurs jest przeprowadzany głównie w ośrodkach nauki jazdy, które dysponują m.in. płytami do ćwiczenia wyprowadzania auta z poślizgu. Symuluje się tam też inne niebezpieczne sytuacje, np. instruktor wyrzuca przed nadjeżdżającym pojazdem pachołek, trzeba odpowiednio zareagować - tłumaczy Michał Kucap, za-ca kier. szkoły ratownictwa medycznego działającej przy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Kto ma płacić za szkolenia?
Czy jedno ćwiczenie symulujące trudne warunki ruchu drogowego wystarczy na lata? - Każde umiejętności wymagają odświeżania, a faktycznie wielu kierowców ratownictwa medycznego niestety nie ma możliwości doskonalenia techniki jazdy - przyznaje Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.

- Każdy dysponent zespołów ratownictwa medycznego ma prawo organizowania dodatkowych szkoleń czy testów w celu podnoszenia umiejętności prowadzenia pojazdu - zaznacza Sylwia Wądrzyk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia.

Koszty takich szkoleń nie są jednak wliczone w wysokość kontraktu dla stacji pogotowia.

- Cykliczne szkolenia kierowców ambulansów na pewno byłyby wskazane, pytanie tylko: kto ma to robić i za czyje pieniądze? Jeżeli zaczniemy się upominać o takie rozwiązania, to pojawi się obowiązek odbywania szkoleń przypominających i znowu to ratownicy będą za nie płacili - Roman Badach-Rogowski wyjawia powód, dla którego kierowcy/ratownicy medyczni, choć cykliczne kursy doskonalące technikę jazdy są według nich samych bardzo potrzebne, nie występują otwarcie z takim postulatem.

Nie ma statystyk, które wprost pokazywałyby liczbę zdarzeń z udziałem karetek jadących na sygnałach. - Żadna regulacja prawna nie zobowiązuje Ministerstwa Zdrowia do stałego centralnego monitorowania liczby wypadków z udziałem ambulansów zespołów ratownictwa medycznego - informuje biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia. 

Komenda Główna Policji dysponuje tylko statystyką ogólnej liczby wypadków i kolizji z udziałem pojazdów uprzywilejowanych. W 2018 r. w kraju doszło do 101 takich wypadków, z czego 58 dotyczyło pojazdów policji, a 43 innych - w tym karetek pogotowia. W wypadkach „innych” pojazdów zginęło 6 osób (w wypadkach z udziałem radiowozów - 1), a rannych zostało 59 osób. Pojazdy uprzywilejowane, inne niż policyjne, uczestniczyły w 473 kolizjach.

A gdyby tak symulator...
Jak zauważają ratownicy medyczni, przytoczone statystyki - biorąc pod uwagę ogromną liczbę wyjazdów karetek pogotowia w kodzie K1, na ratunek (np. tylko w aglomeracji śląskiej średnio niemal co 2 min. ze stacji lub podstacji wyjeżdża karetka na sygnałach) - dowodzą, że mimo wszystko do zdarzeń z udziałem uprzywilejowanych ambulansów dochodzi rzadko. Zdecydowanie pewniej czuliby się jednak za kierownicą mogąc uczestniczyć w powtarzanych szkoleniach doskonalących umiejętności przydatne podczas jazdy w trudnych warunkach pogodowych czy nasilonym ruchu ulicznym.

Krzysztof Radek z działu szkoleń, ratownik medyczny i kierowca ambulansu w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie przyznaje, że w ciągu 10 lat zasiadania za kierownicą karetki zetknął się z wieloma ekstremalnymi sytuacjami na drodze.

- Karetka, jako furgon, jest samochodem, który ze względu na swoje gabaryty ma dużą bezwładność. Trzeba umiejętnie hamować, aby nie stracić panowania nad pojazdem. Ambulans ma też tendencję do wychylania się na zakrętach. To duży samochód, wysoki, ciężki, a to powoduje, że skręcanie przy dużych prędkościach w ruchu miejskim doprowadza do wyraźnych przechyłów, co grozi przewróceniem.

Ma sobą szkolenie doskonalące w stacji pogotowia w Szczecinie przeprowadzone na samochodach osobowych. Trudno bowiem znaleźć ambulanse, które można by wystawić na tak ciężkie próby bez obawy o uszkodzenia.

- Myślę, że tego rodzaju szkolenia powinny być przeprowadzane co najmniej raz na 2 lata i finansowane z budżetu państwa, a nie z puli dysponenta jednostki - uważa Krzysztof Radek. Podkreśla: - Ważne, by takie szkolenia odbywały się na dużych samochodach. Nauczyliśmy się reagować na sytuacje ekstremalne samochodem osobowym, ale nie przekłada się to wprost na realia prowadzenia karetki.

- Chcielibyśmy częściej i w większym zakresie organizować szkolenia dla naszych kierowców ambulansów. Mamy w planach zakup symulatora przedziału kierowcy ambulansu, w którym nasi kierowcy karetek i ratownicy medyczni mogliby szkolić się i doskonalić techniki jazdy. Symulator miałby w przyszłości znaleźć się w Ośrodku Symulacji Medycznych, który planujemy uruchomić pod koniec tego roku w ramach projektu pt. "Zintegrowane transgraniczne ratownictwo medyczne w Pomeranii/Brandenburgii", współfinansowanego z EFRR w ramach programu INTERREG VA - informuje Paulina Targaszewska, rzecznik prasowy WSPR w Szczecinie.

Poprawili wyniki zaskakująco 
W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego (WSPR) w Katowicach szkolenie z doskonalenia jazdy zorganizowano parę lat temu. Jako doskonałą lekcję wspomina je Artur Borowicz, dyrektor WSPR w Katowicach.

- Szkolenie prowadzili policyjni instruktorzy jazdy. Zajechaliśmy bodaj z osiem samochodów, były to stare radiowozy i karetki przeznaczone do złomowania. Szkolenie obejmowało m.in. ćwiczenie ze sprawności jazdy - slalom przodem, parkowanie przodem, tyłem, slalom tyłem, jazda po łuku, omijanie przeszkód. Blisko 100 ratowników wzięło udział w tamtym kursie. Instruktorzy pokazywali technikę jazdy, zaczynając od przypomnienia zasad trzymania rąk na kierownicy, ustawienia fotela...

Wyniki tego szkolenia były zaskakujące dla samych ratowników. - Każdy z nas poprawiał czas przejechania toru przeszkód o jedną - półtorej minuty. Najpierw miałem czas ok. 4 minut, potem niecałe 3 minuty - opowiada Michał Kucap. 3 miesiące temu, prowadzona przez niego karetka jadąca do wezwania wpadała w poślizg, wyprowadził. - Byłoby dobrze, gdybyśmy mogli kursy takie jak tamten powtarzać co roku - uważa teraz.

- Kurs był organizowany w ramach tzw. dobrej współpracy z policją. Dzisiaj są potrzebni certyfikowani instruktorzy, odpowiednio przygotowany tor, zabezpieczenie, ubezpieczenie. Owszem jest w Jaworznie profesjonalny tor do nauki jazdy w trudnych warunkach, ale skorzystanie z niego jest dość kosztowne. Próbowaliśmy stanąć z policją do jakiegoś programu unijnego, ale niestety nie było szans na wpasowanie się w taki projekt - mówi dyrektor Artur Borowicz.

Jak podkreślają ratownicy, prowadzenie karetki w kodzie K1 wiąże się z ogromnym stresem. Jazda odbywa się z dużymi prędkościami, trudnym do prowadzenia autem, często z pacjentem w ciężkim stanie. - Nie wszyscy ratownicy, pomimo posiadania uprawnień, decydują się na zasiadanie za kierownicą, bo przytłacza ich odpowiedzialność - przyznaje Krzysztof Radek.

- Oczywiście nie można wprowadzić zasady, że karetka na sygnałach ma absolutne pierwszeństwo, bo doprowadzilibyśmy do chaosu na drogach i drastycznego pogorszenia bezpieczeństwa - podkreśla Krzysztof Radek. Dodaje jednak, że nie robimy wszystkiego co zrobić można, by poprawić bezpieczeństwo poruszania się karetek pogotowia.

Jak to robią inni
Podczas kursów na prawo jazdy nie uczy się kierowców zachowania w sytuacji pojawienia się pojazdu uprzywilejowanego. Otrzymują tylko informacje, że mają umożliwić przejazd takiego pojazdu, co jest zapisane w kodeksie ruchu drogowego. Nie jest natomiast podane jak to zrobić.

- Kursanci nie dowiadują się, że gdy nadjeżdża pojazd uprzywilejowany, nie powinni gwałtowanie hamować, dobrze jeśli włączą kierunkowskaz, dając w ten sposób znak, że widzą karetkę. Tego się niestety nie uczy. Także i tego, że np. na skrzyżowaniu stojąc na czerwonym świetle mogą z zachowaniem szczególnej ostrożności przejechać poza sygnalizator, wjeżdżając tuż za pasy, by przepuścić karetkę - zauważa nasz rozmówca.

Wzorce dla dobrych zachowań na drodze mamy tuż za granicą. W Niemczech przepisy wymagają tworzenia na autostradzie tzw. korytarza życia. Jeśli dochodzi do zdarzenia, nadjeżdżające auta rozjeżdżają się do prawej i lewej krawędzi, kolejni kierowcy, widząc takie ustawienie pojazdów w korku, postępują tak samo, środek jezdni zostaje wolny dla pojazdów ratowniczych. 

U nas takich rozwiązań nie ma, choć - co trzeba przyznać - rodzimi kierowcy zaczynają reagować podobnie. Takie zachowanie nie jest jednak nigdzie skodyfikowane.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum