Wałbrzych: neurochirurgom nie spodobała się ewidencja czasu pracy?

Autor: Gazeta Wrocławska/Rynek Zdrowia • • 14 września 2009 12:41

Czy neurochirurdzy z Wałbrzycha będą leczyć w Świdnicy? Ich przełożeni ze szpitala mówią, że to tylko plotki.

Wałbrzych: neurochirurgom nie spodobała się ewidencja czasu pracy?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Grupa lekarzy neurochirurgów z Wałbrzycha (wg informacji – Gazety Wrocławskiej) zdecydowała, że nie będzie dłużej pracować w Specjalistycznym Szpitalu im. A. Sokołowskiego i chce odejść do Regionalnego Szpitala Specjalistycznego „Latawiec” w Świdnicy.

Co leżało u podstaw decyzji lekarzy, nie wiadomo. Żaden nie chce oficjalnie skomentować sprawy. Ale jeden z tych specjalistów, zastrzegając anonimowość, wyjaśnił nam, że nie chodziło o kwestie finansowe lub zbyt długi czas pracy. Na pieniądze lekarze raczej nie mogą w Wałbrzychu narzekać. Nieoficjalnie wiadomo natomiast, że pomiędzy dyrekcją a lekarzami od dawna iskrzy.

Prawdopodobnie sytuację mogła zaostrzyć również ostatnia decyzja szefostwa szpitala, dotycząca wprowadzenia czytników linii papilarnych, które rejestrują czas pracy lekarzy - wcześniej obowiązywała tylko karta magnetyczna. Teraz lekarze muszą przed wejściem do szpitala i po wyjściu zeskanować odcisk palca. Przez tę zmianę nie ma możliwości, żeby ktoś użył karty innego lekarza i na przykład za niego ją odbił. Ta sprawa, z inicjatywy szpitalnych związków zawodowych, trafiła do sądu pracy. Część medyków nie zgadza się, by do tego stopnia ich kontrolowano.

Dyrektor świdnickiego szpitala Latawiec, Jacek Domejko, potwierdza, że wałbrzyscy lekarze wyrazili chęć pracy w kierowanej przez niego placówce i nie ukrywa, iż chętnie ich zatrudni. Tym bardziej że szpital nie ma dotąd oddziału neurochirurgicznego.

- Zwiększyłoby to bezpieczeństwo leczonych w Latawcu, zwłaszcza pacjentów urazowych, którzy obecnie wysyłani są do innych szpitali - wyjaśnia Jacek Domejko. - W związku z realnym zagrożeniem odejścia neurochirurgów z Wałbrzycha i utraty możliwości objęcia w regionie pacjentów opieką, to my przejęlibyśmy ten obowiązek.

Szefostwo wałbrzyskiego szpitala im. Sokołowskiego podchodzi do tego z dużym dystansem i traktuje wyłącznie w kategorii plotki.

- Nie dostałem od lekarzy żadnego oficjalnego pisma, stanowiska lub wniosku na ten temat. Chcę podkreślić, że próba wywierania na mnie presji, zwłaszcza w taki zakulisowy sposób, jest z góry skazana na porażkę - odpowiada na łamach Gazety Wrocławskiej Roman Szełemej, dyrektor ds. medycznych szpitala im. Sokołowskiego w Wałbrzychu.

Dyrektor dodaje, że w kierowanej przez niego placówce zatrudnionych jest około 1300 osób i rotacja na stanowiskach, także lekarskich, nie jest niczym niezwykłym. Podkreśla, że nawet odejście kilku lekarzy nie doprowadzi do likwidacji lub zawirowań w funkcjonowaniu oddziału neurochirurgicznego. Ich miejsce zajmą inni.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum