W przychodniach będzie jak na lotniskach? Pewne zasady powinny zostać z nami na zawsze

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia • • 25 sierpnia 2020 06:00

- Nie czekajmy na to, aż ktoś umrze pod drzwiami ośrodka zdrowia. Bądźmy mądrzy przed szkodą - apeluje Krzysztof Jan Klęczar, burmistrz gminy Kęty (Małopolskie), którego wystąpienie dotyczące odbijania się pacjentów od drzwi przychodni ''dla własnego dobra'' było szeroko komentowane. Niektórzy uznali je nawet za hejt wobec lekarzy.

W przychodniach będzie jak na lotniskach? Pewne zasady powinny zostać z nami na zawsze
W ZPS działa specjalny system, który informuje pacjentów, do której poradni mogą się bezpiecznie udać, mając pewność, że nie będzie tam zbyt wielu osób. Fot. Zespół Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie Sp z o.o.

Na swoich mediach społecznościowych burmistrz w emocjonalnym wpisie 17 sierpnia napisał, że nie zgadza się na to, by ''młodziutka matka z dwutygodniowym dzieckiem odeszła z płaczem od zamkniętych drzwi przychodni''.

- Nie może dłużej być tak, że w obawie przed wirusem, pacjenci ''dla własnego dobra'' odbijają się od drzwi przychodni i są leczeni przez telefon. (…) Nie przyjmuję tłumaczenia, że tak dziś jest w całej Polsce. To nie upoważnia nas, by to tolerować i akceptować - alarmował.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia burmistrz  gminy Kęty podkreśla, że nikogo nie zaatakował personalnie, ale ''coś tu nie gra''.

- Pacjenci reagują agresją, do czego nie mają prawa, ale wynika to z ich desperacji. Poszukajmy rozwiązań, które pozwolą im zrozumieć utrudnienia, a z strony nie dopuszczą do sytuacji, gdy ktoś bardzo potrzebujący nie będzie miał kontaktu z lekarzem - postuluje.

To nie jest hejt wobec lekarzy
Dodaje, że gdy w Kętach czy jakimkolwiek innym miejscu w Polsce, pod drzwiami ośrodka zdrowia ktoś umrze, bo będzie miał poważną dolegliwość, której nie dało się stwierdzić przez telefon -  zacznie się poszukiwanie winnych.

- Będziemy wtedy zadawać pytania, a gdzie był burmistrz, gdzie był prezydent miasta. Chciałbym, że Polak był mądry przed szkodą, żebyśmy rozwiązali problem zanim wydarzy się tragedia. Może wspólnie musimy zaapelować do NFZ, może do MZ. Według mnie to, jak ten system naprawić wiedzą najlepiej właśnie przedstawiciele służby zdrowia - stąd moje wzburzenie, ale i mój apel - podkreśla Krzysztof Jan Klęczar.

W planach ma pilne spotkanie z dyrektorem Gminnego ZOZ w Kętach. Poinformował go o swoim stanowisku i dał tydzień czasu na przedstawienie propozycji rozwiązania tego problemu. Zaznacza, że nie oczekuje bezrefleksyjnego otwarcia drzwi ośrodka, a konstruktywnej propozycji rozwiązania nękającego mieszkańców problemu.

Przyznaje też, że dotarły do niego opinie, iż część środowiska lekarskiego jest zbulwersowana jego odezwą. Padły zarzuty, że to hejt wobec lekarzy.

- Uważają, że moje wystąpienie jest przeciwko nim. Nie jest, absolutnie nie - to jest za kimś. Proszę się postawić w sytuacji tej młodej matki, która nie wie, co się dzieje z jej dzieckiem, obawia się o jego zdrowie i przez szybę otrzymuje informację: proszę czekać na teleporadę - relacjonuje.

Podkreśla, że nie ma pretensji do medyków, że chcą uniknąć zakażenia koronawirusem, ale gdyby ktoś, kto rozmawiał z młodą kobietą przez tę szybę, poszedł do lekarza i powiedział mu: panie doktorze, przed drzwiami jest matka w takiej a takiej sytuacji - ''jestem przekonany, że lekarz by podszedł i chociaż przez tę szybę popatrzył''.

- W tym przypadku okazała się sprawa błaha, ale jestem przekonany, że gdyby lekarz albo doświadczona położna popatrzyli na dziecko i nawet przez te drzwi matka usłyszała, że sprawa nie jest pilna, że można wrócić z dzieckiem do domu i oczekiwać na teleporadę - nie byłoby kłopotu. Empatia jest konieczna - podsumowuje Krzysztof Klęczar.

Nie powtarzajmy ciagle, że drzwi POZ są zamknięte
Dostępność do wizyt lekarskich i badań, to na ile drzwi placówek należy otworzyć jest i będzie gorącym tematem najbliższych miesięcy. Lek. med. Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarz rodzinny, kierownik przychodni POZ, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego uważa, że nie ma powrotu do tego, co było przed marcem, czyli że pacjent idący do sklepu przypomina sobie, że np. skończyła mu się recepta albo ma jakiś problem zdrowotny i czeka na korytarzu pół godziny-godzinę, żeby spytać, czy pani doktor go przyjmie.

- Przed pandemią w większości przychodni brakowało dobrej organizacji. Ostatnich kilka miesięcy było papierkiem lakmusowym na to, jak działają - mówi Rynkowi Zdrowia doktor Zabielska-Cieciuch.

Kierowana przez nią poradnia podstawowej opieki zdrowotnej ma pod opieką 6 tysięcy pacjentów. Przed pandemią wystarczały dwie linie telefoniczne, na które pacjenci mogą dzwonić do poradni. W marcu trzech lekarzy otrzymało dodatkowe telefony, z których mogą oddzwaniać do pacjentów, nie blokując możliwości dodzwonienia się do poradni.

- Uzyskanie od operatora telefonii dodatkowego numeru i aparatu - nie jest obecnie problemem, to wydatek kilkudziesięciu złotych. Wprowadziliśmy również możliwość kontaktu mailowego - pacjenci mogą tą drogą zgłaszać np. zapotrzebowanie na leki w chorobach przewlekłych. Uruchomiliśmy też wideoporadę. Powtarzając bezmyślnie, że POZ nie przyjmuje, że drzwi POZ są zamknięte możemy zrobić komuś krzywdę - uważa Joanna Zabielska-Cieciuch.

Zwraca uwagę, że przymknięcie drzwi spowodowane jest często elementami niezależnymi np. wielkością powierzchni poradni lekarza rodzinnego, a medycyna rodzinna obejmuje przecież swoimi świadczeniami szerokie grupy pacjentów: od seniorów po małe dzieci.

- Co drugi dzień szczepimy dzieci - obecnie rodzi się nawet 10 dzieci w miesiącu. Mamy oddzielny gabinet szczepień, ale w tym czasie do poradni nie może wpadać inny pacjent, bo każdą osobę musimy traktować jako potencjalnego zakażonego koronawirusem. Korzystamy z elektronicznej dokumentacji medycznej, po rozmowie telefonicznej wiemy, z jakim problemem przyjdzie, ale i wizyta lekarska i tak trwa teraz dłużej, bo gabinet musi zostać zdezynfekowany po wyjściu pacjenta. Staramy się najpierw zapraszać pacjentów nieinfekcyjnych, potem infekcyjnych - wyjaśnia lekarz rodzinny.

Niech to z nami zostanie
W Zespole Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie zachęca się do konsultacji dermatologicznych znamion, stomatolodzy pracują pełną parą - w ostatnich miesiącach przyjęli kilkaset pacjentów, a w szczycie pandemii ZPS otworzył Ośrodek Środowiskowej Opieki Psychologicznej i Psychoterapeutycznej dla Dzieci i Młodzieży.

Wydaje się, że placówka pracuje jak w dawnych, spokojnych czasach. Jarosław Kolendo, prezes zarządu ZPS w Tarnowie wyjaśnia Rynkowi Zdrowia, że wprowadził szereg rozwiązań.

- Temperaturę osób wchodzących do przychodni bada kamera termowizyjna. Zastosowaliśmy też system powiadamiania pacjentów, czy na danym piętrze placówki jest bezpiecznie, czy nie przebywa tam za wiele osób - jednym zdaniem, czy możliwy jest dystans społeczny. System stworzyli nasi informatycy. Jeśli na piętrze jest zbyt dużo osób, pielęgniarka, która koordynuje system wciska przycisk i w miejscu segregacji zapala się czerwone światło - pacjenci wiedzą, że trzeba chwilę poczekać, gdy liczba przebywających w tym miejscu zmniejszy się. Pomogło też przeorganizowanie przychodni tak, żeby szlaki pacjentów nie przecinały się. Wchodzimy jednym wejściem, wychodzimy innym - wylicza prezes Kolendo.

Na stronie internetowej ZPS udostępnił ankietę epidemiologiczną, którą można wydrukować i wypełnić w domu, żeby nie tracić czasu na tę czynność już przed wejściem do placówki. Wprowadzono też szczegółową rejestrację telefoniczną.

- Dzień-dwa przed terminem wizyty dzwonimy do pacjentów z pytaniem, czy pacjent życzy sobie teleporady, czy czuje, że konieczna jest wizyta osobista. To już nas kosztowało tysiące telefonów, ale opłacało się - uważa Jarosław Kolendo.

Czytaj też: Kolendo: epidemia po jakimś czasie wygaśnie, ale czujność epidemiologiczna pozostanie

W tarnowskim Zespole Przychodni Specjalistycznych wprowadzono zatem spore zmiany organizacyjne. Czy utrzymają się w placówce, czy nawyki pacjentów utrwalą się?

- Kiedyś na lotnisko, a potem do samolotu wchodziło się swobodnie, ''z ulicy''. Po atakach terrorystycznych wprowadzono liczne zasady bezpieczeństwa i one z nami zostały mimo że ataków terrorystów jest mniej. To, co wspólnie wypracowaliśmy obecnie w ochronie zdrowia zostanie z nami i bardzo dobrze, bo pacjentów infekcyjnych nie powinniśmy mieszać z pacjentami zdrowymi, którzy idą na wizytę do kardiologa, onkologa czy są po zabiegach - podsumowuje prezes Kolendo.

Czytaj też: Kolendo: epidemia po jakimś czasie wygaśnie, ale czujność epidemiologiczna pozostanie

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum