W Lublinie chcą walczyć z pracą u niepublicznych konkurentów za pomocą lojalek

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 25 lutego 2011 16:55

Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie rozpoczęła się akcja podpisywania przez lekarzy umów o zakazie konkurencji. Nie będzie im wolno podejmować dodatkowej pracy w placówkach, które mają kontrakty z NFZ. Zakaz działalności konkurencyjnej obejmuje wszystkich lekarzy: profesorów, adiunktów, asystentów.

W Lublinie chcą walczyć z pracą u niepublicznych konkurentów za pomocą lojalek

Włodzimierz Matysiak, rzecznik Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, nie ujawnia szczegółów, ale wiadomo nam, że 24 lutego rektor rozmawiał m.in. z kilkoma profesorami Kliniki Gastroenterologii z Pracownią Endoskopową Szpitala Klinicznego nr 4, dla którego UM jest organem założycielskim. Szpital stracił kontrakt na gastroskopię.

Zapanować nad rynkiem
- Chcemy zapanować nad rynkiem usług medycznych. Jeżeli się to powiedzie, będziemy pierwsi w Polsce, którzy rozwiążą patową sytuację. Bo nie może być tak, że pracownik kliniki podejmuje pracę w niepublicznym ZOZ-ie, który też ma kontrakt z NFZ - mówi nam dr Włodzimierz Matysiak.

Jego zdaniem należy domniemywać, że kontrakt kliniki byłby większy, gdyby nie dodatkowe zajęcie jej pracownika w konkurencyjnej jednostce. Dodaje, że podpisywanie umów o zakazie konkurencji generalnie dotyczy wszystkich lekarzy, także profesorów.

W sukurs władzom rektorskim Uniwersytetu Medycznego w Lublinie przyszedł Sejm. Posłowie przegłosowali 4 lutego 2011 roku rządowy projekt nowelizacji ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki...". Ograniczeniu ma ulec wieloetatowość. Dodatkowy etat będzie możliwy jedynie po uzyskaniu zgody rektora. Nowe przepisy mają wejść w życie z początkiem roku akademickiego 2011/2012.

Co prawda nie na nieistniejące jeszcze prawo, a na kodeks pracy powołuje się rektor żądając lojalności, ale polityczny klimat sprzyja wprowadzaniu do umów o pracę klauzul o zakazie konkurencji.

Jeden pracodawca to ideał
Należy zaznaczyć, że Uniwersytet Medyczny w Lublinie jest organem założycielskim nie tylko dla Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4, ale  także dla SP Szpitala Klinicznego nr 1, Dziecięcego Szpitala Klinicznego im. prof. Antoniego Gębali i Stomatologicznego Centrum Klinicznego UM. Do tej pory akcja podpisywania klauzul lojalnościowych najszerzej prowadzona była w Szpitalu Klinicznym nr 1, ale nie dotyczyła profesury. Teraz, za sprawą rektora, obejmuje pozostałe jednostki UM, w których pracują samodzielni pracownicy naukowi.

- Rektor nie może zgodzić się z tym, że profesorowie stanowią zaplecze kadrowe dla niepublicznych uczelni. Są odpowiednie uchwały Senatu Uniwersytetu w tej sprawie - mówi nam Marian Przylepa, dyrektor Szpitala Klinicznego nr 4. Potwierdza też, że profesorowie dorabiający u konkurencji spotkali się z rektorem.

- Byli u rektora jako pracownicy naukowi uczelni. Natomiast my, jako szpital, nie podjęliśmy dotąd działań dotyczących zakazu pracy konkurencyjnej. Szpital nie jest ich podstawowym pracodawcą - dodaje dyrektor.

Prof. Andrzej Wysokiński, kierownik Kliniki Kardiologii w Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie nie był u rektora. Słyszał jednak, że niektórzy jego koledzy wizyty w rektoracie mają już za sobą. Jego zdaniem tzw. lojalki to nic dobrego.

- Ale też trudno, żeby szpitale nie miały kontraktów. Wszystko przez brak pieniędzy - zaznacza profesor i dodaje, że z tego samego powodu jest problem z nadwykonaniami i pod koniec roku - by nie przekroczyć limitu - nie możne przyjmować pacjentów.

- Jak można zaplanować, że ktoś będzie miał obrzęk płuc czy niewydolność krążenia? - stawia retoryczne pytanie.

Pytamy prof. Andrzeja Wysokińskiego, jak powinna być uregulowana kwestia wieloetatowości, gdyby były pieniądze?

- Powinno być jak w bogatszych krajach. Lekarz powinien w jednym miejscu zarabiać na tyle dobrze, żeby nie musiał szukać dodatkowych zajęć - odpowiada nam profesor.

Rozgrywce sędziuje NFZ
Nie ulega wątpliwości, ze głównym powodem wprowadzania zakazu działalności konkurencyjnej jest utrata kontraktów przez dotychczasowych świadczeniobiorców. Szpitale publiczne w Lublinie utraciły je na rzecz niepublicznych. Na przykład Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie nie zawarł z NFZ umów dla siedmiu poradni (od 24 stycznia 2011 nie przyjmują pacjentów).

Ponieważ nie były to jednostkowe zdarzenia, publiczne placówki zawarły porozumienie w ramach powołanego w 2008 roku Konwentu Szpitali Wojewódzkich, Klinicznych i Resortowych Miasta Lublin.

- Aktualnie zespół radców prawnych analizuje statuty i regulaminy szpitali stowarzyszonych w Konwencie, by wypracować jednolite stanowisko w sprawie klauzuli o zakazie konkurencji - wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Jacek Solarz, przewodniczący Konwentu, zarazem lekarz i dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Bożego w Lublinie.

Jaki będzie efekt konkurencyjnej walki o kontrakty?

Małgorzata Bartoszek, rzecznik prasowy Lubelskiego OW NFZ, zapytana o reakcję Funduszu na podejmowane przez publiczne placówki działania, odpowiada: - W przypadku utraty warunków do udzielania świadczeń przez określone podmioty, w wyniku działań podjętych przez dyrektorów szpitali zrzeszonych w Konwencie, Lubelski Oddział Wojewódzki NFZ będzie reagował zgodnie z przepisami prawa.

- Jeśli placówki, z którymi mamy podpisane umowy, nie będą na przykład posiadały dostępu do badań specjalistycznych lub odpowiedniej kadry, to niestety, ale będziemy rozwiązywać umowy - płatnik nie pozostawia złudzeń.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum