W Łasku zachorował lekarz, a problem ma pogotowie z Łodzi

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 19 lutego 2018 09:36

Lekarz z ekipy wyjazdowej nocnej i świątecznej pomocy Szpitala w Łasku zachorował, więc pacjenci dzwonią po pomoc na dyspozytornię Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. Zdarza się symulowanie objawów, a karetki jeżdżą "do kataru".

FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

Problem zaczął się rano, 18 lutego. Najpierw do łódzkiego pogotowia zadzwoniła pielęgniarka z łaskiego szpitala, że mają na rejonie zgon i nie ma kto pojechać go stwierdzić.

Później do dyspozytora zaczęli dzwonić chorzy pacjenci, którzy nie mogli się doczekać przyjazdu lekarza. Gdy orientowali się, że karetka nie przyjedzie, wielu zaczęło symulować, informując m.in. o bólu w klatce piersiowej.

Jan Poliński, dyspozytor z pogotowia w Łodzi tłumaczy, że zespół ratownictwa nie wyjeżdża ani do stwierdzania zgonu, ani do sytuacji niezagrażających życiu. Gd jednak pacjent kłamie, informując o niebezpiecznych objawach, karetka wyjechać musi. W Gazecie Wyborczej stwierdza, że "jak zaczniemy ratować młodzieńców z katarem, to może się okazać, że nie dojedziemy do osoby z zawałem".

Podkreśla, że od kiedy jesienią przeniesiono nocną i świąteczną pomoc medyczną do szpitali, częściej zdarzają się pacjentom kłopoty z dostępem do lekarza w wolne dni. Wnioskuje to po zdezorientowanych chorych, którzy nie mogąc uzyskać pomocy, dzwonią na pogotowie.

Więcej: www.wyborcza.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum