Ukraińskie pielęgniarki pomogą naszym pacjentom, czy kształcącym je uczelniom?

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 28 września 2016 05:30

Do tej pory nikt nie poradził sobie z problemem braków kadrowych, jaki trawi polską służbę zdrowia. Z roku na rok jest gorzej, co szczególnie widać w pielęgniarstwie. Czy sytuację uzdrowi zaproszenie do kraju personelu medycznego zza wschodniej granicy? Temu planowi niewielu wróży powodzenie.

Ukraińskie pielęgniarki pomogą naszym pacjentom, czy kształcącym je uczelniom?
Czy sytuację uzdrowi zaproszenie do kraju personelu medycznego zza wschodniej granicy? Fot. Shutterstock

O tym, że do 2020 r. znakomitej części pielęgniarek i położnych nie będzie już w systemie ochrony zdrowia mówi nam przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek Położnych (OZZPiP) Lucyna Dargiewicz.

- Obecnie średnia wieku polskich pielęgniarek to 48 lat, w najbliższym czasie duża ich część odejdzie na emeryturę. W efekcie nie dość, że jest ich za mało, to te, które pracują, są przemęczone, bo mają za dużo obowiązków wykonując pracę za dwie-trzy osoby. Dlatego każde dodatkowe ręce do pracy są bardzo cenne - zaznacza i przyznaje, że polskie pielęgniarki nie są przeciwne zatrudnianiu pracowników spoza kraju i chętnie będą z nimi współpracowały.

Wyszkolą i zatrudnią
Z takiego założenia wyszło m.in. Centrum Medycznego HCP w Poznaniu. Kierujący lecznicą postanowili niedobory kadry uzupełnić ukraińskimi pielęgniarkami. 30 Ukrainek ma tu wkrótce podjąć licencjackie studia pielęgniarskie, a po ich ukończeniu (za 3 lata), rozpocząć pracę w poznańskim szpitalu.

Takich przykładów jest więcej. Chrapkę na ukraińskie pielęgniarki ma także stolica. Warszawski Uniwersytet Medyczny podjął próbę współpracy w tym kierunku z uczelniami medycznymi na Ukrainie. Dr Grażyna Wójcik, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego (PTP), przyznała nam, że uczelnie ukraińskie wyraziły chęć takiej współpracy.

Jak tłumacz Wójcik, edukacja ukraińskich pielęgniarek rozpoczynałaby się na Ukrainie, gdzie przez rok kształciłyby się według polskiego programu. - Po roku studiów studenci i studentki przejeżdżaliby na studia licencjackie do Polski. Studia kończyłyby się wspólnie wydawanym dyplomem. Dzięki temu ukraińskie pielęgniarki płynnie weszłyby w nasz system edukacji - wyjaśniła prezes PTP.

Tranzytem przez Polskę
Za pielęgniarkami z Ukrainy już od 2008 r. rozglądają się pomorskie szpitale, w których braki kadrowe w tej grupie szacowane są na grubo ponad tysiąc osób. Dyrektorzy placówek szukali ich za wschodnią granicą, jednak bez wielkich sukcesów. W ten sposób udało się zatrudnić niewielką ich liczbę.

Dlaczego? - Powód jest prozaiczny - niskie pensje - mówi nam Lucyna Dargiewicz. - Ukraińska pielęgniarka, jeżeli decyduje się na rozłąkę z rodziną, to po to, by zarobić. I nie nieco więcej niż w swoim kraju, ale zdecydowanie więcej. W Polsce mogą liczyć na wynagrodzenie sięgające ok. 2,5 tys., w Niemczech to już 8 tys., a w Finlandii 14 tys. zł - wyjaśnia.

Dlatego w opinii przewodniczącej OZZPiP one myślą raczej o pracy w Skandynawii, Niemczech czy Anglii, a pracę w Polsce, jeśli ją w ogóle podejmują, traktują jako krótki przystanek w drodze do stabilizacji. W efekcie poniesione u nas w kraju nakłady na ich wykształcenie, mogą nigdy się nie zwrócić.

Dodaje: - Przecież trzeba pamiętać, że pielęgniarek brakuje w całej Unii. Zgodnie z prognozami WHO w 2020 r. liczba pracowników aktywnych zawodowo w tej grupie zmniejszy się o 40 proc. Cała Unia będzie szukała nowych pracowników, a ci będą wybierali najlepsze warunki zatrudnienia. Nie mam wątpliwości, że w tym wyścigu to nie Polska wygra. Dlatego uważam za błąd inwestycje w kształcenie kadry, z której usług ostatecznie korzystać będą pacjenci w innych krajach.

Priorytet: polski personel
Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, mówiła nam wcześniej, że samorząd pielęgniarski jest otwarty na pomoc pielęgniarkom z Ukrainy, jednak - jak podkreślała - priorytetem jest obrona interesów zawodowych rodzimych pielęgniarek.

W jej opinii, jeżeli uda się poprawić warunki pracy i płacy, może okazać się, że do pracy przyjdą polskie młode pielęgniarki, które teraz bardzo często po ukończeniu szkoły nie podejmują pracy w wyuczonym zawodzie. Wtedy nie potrzebne będzie wspieranie się personelem spoza granic.

Z danych NIPiP wynika, że tylko 40 proc. pielęgniarek i położnych po ukończeniu szkoły składa wniosek o wpisanie do rejestru zawodowego. - Zależałoby nam, żeby ten wskaźnik wzrósł co najmniej do 80 proc. - mówiła Małas.

W podobnym tonie wypowiada się dr Dorota Kilańska, dyrektor Centrum Badania i Rozwoju Międzynarodowej Klasyfikacji Praktyki Pielęgniarskiej przy Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.

- Ukrainki czy pielęgniarki z innych państwa nie uzdrowią naszych problemów. Lekarstwo jest jedno - poprawa środowiska pracy pielęgniarek w kraju. Bez tego żadne pielęgniarki - i te nasze i te zza wschodniej granicy - nie będą chciały tu pracować - komentuje Kilańska i wyjaśnia, że mówiąc o środowisku pracy nie myśli jedynie o zarobkach, ale też o szeroko rozumianych warunkach, w jakich pracują pielęgniarki.

...nieetyczne kuszenie
Dr Kilańska zwraca uwagę, że pozyskiwanie na polski rynek pracowników ze Wschodu jest sprzeczne z przyjętym przez WHO i międzynarodowy związek pracodawców kodeksem etycznym dotyczącym zatrudniania pracowników.

- Jedną z zamieszczonych tam rekomendacji jest nie "drenowanie" rynku pracy w krajach, gdzie ich zasoby są niewystarczające. Przyjęcie tych zasad rozważa obecnie Komisja Europejska. Jednym słowem, kuszenie ukraińskich pielęgniarek większymi zarobkami - wiedząc, że na Ukrainie sytuacja kadrowa wcale nie jest dobra - jest po prostu nieetyczne - wyjaśnia.

Mówiąc o zatrudnianiu w Polsce personelu medycznego wywodzącego się z innych państw, trzeba pamiętać też o różnicach kulturowych i problemach, jakie to rodzi. - Taki personel powinien się kształcić także w zakresie transkulturowej opieki nad pacjentem. Tak by nasi chorzy nie byli zaskakiwani pewnymi praktykami czy zachowaniem - dodaje ekspertka.

Jak podsumowuje Lucyna Dargiewicz, import pielęgniarek faktycznie poprawi sytuację, ale tylko krajowych uczelni medycznych, które zmagają się z niskim naborem na studia związanym z demografią i malejącym zainteresowaniem pielęgniarstwem. - Polscy pacjenci zmian nie odczują - kwituje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum