U naszych sąsiadów: blaski i cienie dopłacania przez pacjentów do świadczeń medycznych

Autor: BE/Rynek Zdrowia • • 10 czerwca 2009 06:18

Dopłacać, czy nie dopłacać? Czy jeśli pacjent będzie wnosił drobną opłatę za to, że przyjmuje go lekarz specjalista, to dostęp do opieki ambulatoryjnej poprawi się?

U naszych sąsiadów: blaski i cienie dopłacania przez pacjentów do świadczeń medycznych
Obywatel Republiki Czeskiej za dzień hospitalizowania dopłaca z własnej kieszeni 60 koron. Tyle mniej więcej kosztują trzy piwa w czeskiej lub morawskiej piwiarni...

W Polsce zwolenników współpłacenia, przynajmniej wśród polityków, jest mniej niż przeciwników. I na razie, z przyczyn politycznych, nie zanosi się na to, by do wizyty u lekarza Polacy mieli coś dopłacać ze swojej kieszeni.

U naszych sąsiadów współpłacenie, choć nadal jest przedmiotem politycznych dyskursów, to już fakt wymuszony przez budżetową rzeczywistość. W Niemczech pacjent płaci m.in. 10 euro za kwartał tzw. opłat gabinetowych, dzień leczenia w szpitalu to wydatek również 10 euro, maksymalnie za 28 dni w roku.

Za poradę lekarską ubezpieczony Czech płaci 30 koron (nieco ponad 5 zł). A gdy się wzywa do siebie pogotowie ratunkowe, trzeba zapłacić 90 koron.

Michael Dalhoff, doradca ministra zdrowia Republiki Federalnej Niemiec, nie chce demonizować roli współpłacenia w niemieckim systemie finansowania ochrony zdrowia.

Wizyt i tak było więcej

Podczas Polsko-Niemieckiego Forum Ochrony Zdrowia (Opole, 9 czerwca), Michael Dalhoff przypomniał, że gdy wprowadzano współpłacenie w 2005 r., o 8 procent zmalały wizyty u lekarzy. Trzeba było płacić drobne sumy, nawet wówczas, gdy było się ubezpieczonym. Z czasem jednak liczba wizyt, za które współpłacili pacjenci... wzrosła o 7 procent.

Można więc powiedzieć, że opłata dodatkowa nie wpłynęła na zmniejszenie liczby wizyt. Przypomnijmy, że w Polsce zwolennicy współpłacenia uważają, że ograniczy ono „niepotrzebne” odwiedzanie lekarza, przez co ten racjonalniej będzie mógł dysponować swoim czasem, wiedzą i funduszami na leczenie.

Kilka liczb z niemieckiej statystyki. W 2008 r. ogólne wpływy do obowiązkowych kas chorych (od tego roku mających nad sobą zarządzający finansami Państwowy Fundusz Zdrowia) wyniosły 154 mld euro. W tej sumie dopłaty rządów krajów związkowych oszacowano na 2,5 mld euro.

W 2008 r. w budżecie powstałym wskutek kumulacji wpływów z obowiązkowych składek (14,6 proc. dziś, 14 proc. – od 1 lipca; oczywiście od płacy brutto, uiszczane w części przez pracodawcę, w części przez pracobiorcę), środków landowych i federalnych - udział dopłat wniesionych przez pacjentów wyniósł 4,7 mld euro.

10 euro na kwartał
Dopłaty za wizyty u lekarza, lekarza specjalisty i dentysty, czyli tzw. opłaty gabinetowe (10 euro) pacjent wnosi za kwartał. W przypadku zakupu leków (z mniejszą lub większą refundacją) ubezpieczony płaci od 5 do 10 euro. Leczenie w szpitalu - tzw. osobodzień - to wydatek dla pacjenta również 10 euro, maksymalnie za 28 dni w roku.

Kuracje i turnusy rehabilitacyjne są w części (w zależności od taryfikatora danej kasy chorych) płatne. Bezpłatne są, prawnie, dla wszystkich osób, które nie ukończyły 18. roku życia. Pacjent nie tyle wnosi dopłaty, co współfinansuje niektóre zabiegi będące na pograniczu medycyny i kosmetyki, np. za protezy dentystyczne płaci połowę ich ceny.

W Polsce niektórzy głoszą tezę, że z pieniędzy wyłożonych na dopłaty przez pacjentów można finansować (w całości lub w części) zwiększone zatrudnienie w placówkach służby zdrowia. Z doświadczeń niemieckich wynika, że z dopłat tego się nie osiągnie.

– Ograniczenia w czasie pracy sprawiły, że w Niemczech przybyło lekarzy i ubyło personelu pielęgniarskiego. Z tego powodu powstał federalny program „100 mln euro na dodatkowe zatrudnienie”. Do końca tego roku na ten cel zostanie wydanych 700 mln euro – wylicza Michael Dalhoff. – Wiadomo już, że latach 2009-2011 będzie wdrażany podobny program, którego celem jest zatrudnienie ok. 16 tys. osób wykonujących zawód pielęgniarski.

Dodajmy, że Niemcy na ochronę zdrowia i pomoc socjalną w jej medycznej stronie wydają rocznie 10,4 proc. PKB. Polska – 6.2 proc.

Czechom się nie podoba
System dopłat w Republice Czeskiej działa od roku. I jest poddawany znacznie większej krytyce niż w Niemczech.

– Tam, po jego wprowadzeniu statystycznie zmalało zainteresowanie wizytami u lekarzy czy w pogotowiu ratunkowym. Z drugiej strony przychody lekarzy... wzrosły o 2,7 do 7,9 proc. – informuje znający czeskie realia Roman Kolek, zastępca dyrektora ds. medycznych w Opolskim OW NFZ.

Za poradę lekarską ubezpieczony Czech płaci 30 koron (nieco ponad 5 zł). Tyle samo za wydanie leków w aptece. Za dzień hospitalizowania dopłata wynosi 60 koron. A gdy się wzywa pogotowie ratunkowe, to trzeba zapłacić 90 koron.

Dopłaty pacjentów tworzą 3,25 proc. czeskiego budżetu ochrony (i finansowania) zdrowia. Wprowadzenie dopłat sprawiło, że spadły liczby wizyt: o 36 proc. – w pogotowiu ratunkowym, o 15 proc. – u lekarzy specjalistów.

Mniej też Czesi (o 28 proc.) kupują leków. System czeski, po części wzorowany na niemieckim, ma swoje unikatowe cechy. Jedną z nich jest to, że lekarz jest prawnie zobowiązany do pobrania opłaty od pacjenta. Trzydzieści koron musi zapłacić nawet żona lekarza, który ją bada (co potwierdza wpisem do rejestru usług, wypisaniem recepty, skierowania, czy L4).

Czech dopłacić może w ciągu roku maksymalnie 5000 koron. Jeśli ta suma zostanie przekroczona, to kasa chorych zwróci mu różnicę. Od 1 czerwca br. obowiązuje limit 2500 koron dla dzieci, młodzieży i osób w starszym wieku.

Dodajmy, że po roku obowiązywania współpłacenia czeski parlament zdążył uchwalić dwie ustawy o zniesieniu dopłat oraz o ich modyfikacji systemu dopłat, jednak nie wszystkie te regulacje weszły w życie.

W Polsce poczekamy
Zwolennikiem wprowadzenia współpłacenia jest prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca. Widzi w nim możliwość pozyskania dodatkowych pieniędzy na finansowanie systemu, a także racjonalizowanie wydatków w wyniku świadomego zachowania się pacjentów. Za dwa lata wybory. Zatem trudno wyobrazić sobie, by PO chciała wprowadzić taki system.

– Nie prowadzimy obecnie żadnych prac nad wprowadzeniem dopłat od pacjentów – zastrzegał podczas opolskiego Forum wiceminister zdrowia Marek Haber.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum