Telefonuje NFZ do przychodni... Fundusz grozi karami, lekarze POZ wzburzeni

Autor: FPZ/Rynek Zdrowia • • 13 listopada 2020 12:26

Kontrolerzy NFZ dokonują "telefonicznej weryfikacji dostępności do świadczeń", podając się za pacjentów. Jeśli nie udaje im się od razu dodzwonić lub umówić na wizytę tego samego dnia, świadczeniodawcy otrzymują pisma z groźbą kar umownych "z tytułu niezapewnienia bieżącej rejestracji świadczeniobiorców". Kontrolerzy są oderwani od rzeczywistości - twierdzą lekarze Porozumienia Zielonogórskiego.

Telefonuje NFZ do przychodni... Fundusz grozi karami, lekarze POZ wzburzeni
Fot. Katarzyna Gubała/PTWP (zdj. archiwalne)

Informacje o tak prowadzonych kontrolach od kilu tygodni zgłaszają podmioty POZ z rożnych regionów kraju. Związek Pracodawców Ochrony Zdrowia "Porozumienie Zielonogórskie" zrzeszający lekarzy rodzinnych protestuje.

Oderwanym od rzeczywistości urzędnikom przydałby się choć tygodniowy staż w rejestracji przychodni POZ, mogliby nie tylko nam pomóc, ale i poznać realia pracy w czasie pandemii - twierdzą.

W piśmie do jednej z przychodni terenowy departament kontroli NFZ informuje, że kontroler dodzwonił się do rejestracji dopiero za czwartym razem i nie mógł umówić się na wizytę w tym dniu, co oznacza "utrudniony kontakt z placówką". Następnie pojawiła się pismo z groźbą kary umownej oraz wniosek o zmianę organizacji pracy w sposób umożliwiający telefoniczny kontakt z placówką i bieżącą informację.

Emocje wywołane takim działaniami Funduszu muszą sięgać zenitu, bo kierowniczka jednej z przychodni - cytowana w komunikacie Porozumienia Zielonogórskiego - uważa, że "to szczyt bezczelności, żeby w takim ciężkim okresie pisać do nas tego rodzaju pisma".

- Pacjent (czyli kontroler NFZ), telefonujący po południu, otrzymał informację, że może umówić się na teleporadę lub w razie potrzeby osobistą wizytę następnego dnia. Pracujemy w ekstremalnych warunkach, odbieramy i wykonujemy dziesiątki telefonów dziennie (nie wspominając o osobistych wizytach pacjentów), więc nic dziwnego, że nie zawsze się można dodzwonić przy pierwszej próbie. Wyznacznikiem naszej pracy jest liczba udzielonych porad, a nie to, czy w danej chwili można się dodzwonić do przychodni. A liczba ta jest znacznie wyższa w porównaniu do ubiegłego roku - przekonuje kierowniczka przychodni, której sprawa dotyczy.

Porozumienie Zielonogórskie twierdzi, że Ministerstwo Zdrowia ani NFZ "nie poczyniło żadnych kroków, aby zaopatrzyć nas w narzędzia i wytyczne lepszego kontaktu telefonicznego".

Andrzej Zapaśnik z Pomorskiego Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia "Porozumienie Zielonogórskie" i jednocześnie szef dużej przychodni przeanalizował czas telefonicznych połączeń przychodzących w swojej placówce, w porównaniu do ubiegłego roku miesiąc do miesiąca. Od wiosny tego roku jest ich nawet dwukrotnie więcej.

 - To oczywiste, że skoro jest więcej teleporad, bywają sytuacje, w których trudniej się dodzwonić czy też czas oczekiwania na wizytę się wydłuża. Niemniej jednak, pacjentów z objawami infekcji staramy się przyjmować tego samego dnia, a najpóźniej dnia następnego. Także z powodu bezpieczeństwa epidemiologicznego, żeby jak najszybciej ustalić, czy jest to zakażenie koronawirusem - przekonuje Andrzej Zapaśnik.

W opinii lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego zarówno tego typu kontrole, jak i grożenie karami świadczą o tym, że "urzędnicy żyją w jakiejś bańce, równoległej rzeczywistości".

- Nie dostrzegają, że pracujemy w sytuacji katastrofy medycznej, którą pogłębia jeszcze wszechobecny w różnych instytucjach chaos. I tylko, że POZ jeszcze działa, ta katastrofa nie jest totalna. Gdyby NFZ chciał naprawdę pomóc, mógłby poprawić komunikację między różnymi instytucjami, poczynając od siebie. Urzędnikom NFZ przydałby się staż w rejestracji przychodni POZ, może wówczas zrozumieliby, jak wygląda teraz nasza praca - stwierdzają w informacji przekazanej mediom.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum