Szpitale zainteresowane jakością, można na niej zarobić

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 11 października 2017 05:52

Szpital Powiatowy w Oświęcimiu będzie się starał w Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia (CMJ) o akredytację. Nawet jeśli spełni wszystkie wymogi, szybko jej nie dostanie. Kolejka po certyfikaty akredytacyjne wydłużyła się ostatnio. Szpitalom coraz bardziej zależy na dodatkowych pieniądzach za jakość.

Szpitale zainteresowane jakością, można na niej zarobić
Szpitale zainteresowane jakością, można na niej zarobić. Fot. Archiwum

- Podejrzewam, że w CMJ mają teraz więcej zgłoszeń, bo szpitale chcą jak najszybciej odnowić przyznane wcześniej certyfikaty (obowiązują przez 3 lata - red.), żeby jako placówki sieciowe otrzymać dodatkowe pieniądze do ryczałtu. Jeden z dyrektorów planował, że recertyfikację uzyska przed wejściem do sieci. Tymczasem wyznaczono mu termin na wiosnę 2018 r. - opowiada Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Oświęcimiu. Rozpytywała o certyfikaty, bo Szpital Powiatowy w Oświęcimiu też chce mieć akredytację Ministerstwa Zdrowia.

Większy napływ wniosków o przyznanie certyfikatu akredytacyjnego MZ potwierdza Halina Kutaj-Wąsikowska, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. - Jest zdecydowanie większe zainteresowanie ze strony szpitali, ale nie idzie to w parze z lepszym przygotowaniem do wizytacji, bo sporo szpitali akredytacji nie uzyskuje, pomimo że zgłoszenie jest dobrowolne. Dodaje, że na 1000 szpitali akredytację ma 200.

Uzyskanie akredytacji to żmudny proces, wymaga od szpitala solidnego przygotowania. Raport nt. wdrożenia standardów jakościowych sporządzają wizytatorzy Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, które podlega Ministerstwu Zdrowia. Wizytatorami są z reguły osoby współpracujące z CMJ - doświadczeni lekarze i pielęgniarki. Raport z przeglądu jest następnie przekazywany do Rady Akredytacyjnej. Rada ocenia raport i przedstawia rekomendację ministrowi zdrowia, a ten podejmuje ostateczną decyzję ws. certyfikatu.

Przegląd akredytacyjny obejmuje wszystkie aspekty funkcjonowania szpitala - od zabezpieczenia w media, poprzez stan sanitarny pomieszczeń, bezpieczeństwo terapii i sposób prowadzenia dokumentacji medycznej. Akredytacja dotyczy 15 działów, ponad 220 standardów - każdy o innej wadze (w przypadku szpitali standardy zostały spisane na 155 stronach). Żeby uzyskać certyfikat, trzeba spełnić 75 procent z nich. Średni poziom spełniania standardów wynosi obecnie 83,4 proc.

Akredytacja czy ISO? A może jedno i drugie
Szpital Powiatowy w Oświęcimiu jest jedną z większych i nowocześniejszych lecznic w Zachodniej Małopolsce. Ma 462 łóżka w 15 oddziałach oraz 22 poradnie specjalistycznie i zakłady diagnostyczne. Posiada 4 certyfikaty ISO z zarządzania: jakością, środowiskiem, bezpieczeństwem i higieną pracy oraz bezpieczeństwem informacji.

- Przy ocenie jakości świadczeń zdobyte certyfikaty przestały się formalnie liczyć. Ważna jest tylko akredytacja MZ i nadzór nad laboratoriami - zauważa Sabina Bigos-Jaworowska.

- Gdybym miała wybierać - ISO z zarządzania jakością czy akredytacja - to wybrałabym akredytację, bo dotyczy stricte jakości w ochronie zdrowia - dodaje. Zastrzega, że z ISO w ochronie środowiska, ochronie informacji i bhp nigdy by nie zrezygnowała, choć nie ma za nie punktów i dodatkowych pieniędzy. - Te certyfikaty uporządkowały w naszym szpitalu wiele spraw. Jedynie ISO z zarządzania traci teraz rację bytu, lepsza jest jednak akredytacja - ocenia.

Specjaliści przestrzegają jednak przed marginalizowaniem systemu zarządzania jakością opartym na normie ISO 9001 i podkreślają, że oba systemy są komplementarne. - Dobrze wdrożony system zarządzania powinien spełniać wymagania zarówno normy ISO 9001, jak i akredytacji Ministerstwa Zdrowia - mówił niedawno Rynkowi Zdrowia Janusz Grabka, prezes zarządu TÜV Rheinland. Jego zdaniem ”błędem jest zaprzestanie premiowania olbrzymiej pracy, którą jednostki medyczne już wykonały w zakresie poprawy jakości udzielanych świadczeń wdrażając systemy zarządzania jakością oparte na normie ISO 9001”.

W kolejce po pieniądze
Decydujące znaczenie przy wyborze systemu zarządzania jakością mają pieniądze, które można dostać za jego wdrożenie. Wartość ryczałtu dla szpitali posiadających certyfikat akredytacyjny MZ będzie powiększona w granicach 1-2 proc. - powiedział wiceminister Marek Tombarkiewicz w lipcu tego roku w czasie uroczystości wręczenia certyfikatu dla Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

- Może się uda, że od stycznia 2018 roku lub w trakcie przyszłego roku, szpitale posiadajcie certyfikat akredytacyjny, będą premiowane finansowo - dodał.

Wiceminister Piotr Gryza, omawiając w sierpniu zasady ustalania ryczałtu dla sieci szpitali, potwierdził te deklaracje i zaznaczył, że wyliczony ryczałt będzie mógł być jeszcze obniżony lub podwyższony o nie więcej niż 5 proc. w oparciu o określone wskaźniki jakościowe. - Wyższy ryczałt mogą otrzymać także niektóre szpitale posiadające własne laboratorium mikrobiologiczne lub diagnostyczne, a także placówki wykonujące dużo świadczeń ambulatoryjnych - podkreślił.

Dla większych lecznic z dużym ryczałtem te procenty oznaczają niemałe pieniądze. Warto o nie zabiegać. Tymczasem w Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia kolejka. Nie pierwszy raz. Np. w 2013 r. zabrakło pieniędzy na przeprowadzenie ponownych kontroli akredytacyjnych. Szpitale otrzymywały informacje, że kontrola może się odbyć, ale w następnym roku. Placówkom, którym kończyła się ważność certyfikatu akredytacyjnego zależało na jego odnowieniu, bo mogły stracić dodatkowe punkty za jakość świadczeń, tak ważne przy kontraktowaniu.

Halina Kutaj-Wąsikowska mówiła wtedy Rynkowi Zdrowia, że na wyjazd wizytatorów muszą być wcześniej przekazane środki z Ministerstwa Zdrowia. - Ze względu na zapisy w naszym statucie nie jest możliwe finansowanie ich z opłaty szpitali za akredytację - wyjaśniła wątpliwości dyrektorów, że przecież wnoszą opłaty za certyfikaty.

Mocny doping do zarządzania jakością
Centrum jest jednostką budżetową, pieniądze dostaje z MZ. Opłaty za certyfikaty zasilają budżet państwa, nie bezpośrednio CMJ.

- Jeśli bylibyśmy agencją rządową, nie byłoby kłopotów z opłacaniem wizytacji w szpitalach.Teraz zależą one od wysokości przyznanego nam budżetu - dyrektor Halina Kutaj-Wąsikowska w rozmowie z nami nawiązuje do założeń ustawy o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie. Ma ona zastąpić obecnie obowiązującą ustawę o akredytacji w ochronie zdrowia. Przewiduje m.in. przekształcenie Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia z jednostki budżetowej w agencję rządową.

Projekt założeń nowej regulacji został opublikowany w styczniu tego roku. Zgodnie z nim wszystkie publiczne placówki będą musiały uzyskać autoryzację, której kryteria zostaną określone w rozporządzeniu MZ (opracuje je nowo powołana Agencja ds. Jakości Opieki Zdrowotnej i Bezpieczeństwa Pacjenta).

Wg projektu, początkowo taką autoryzację będą musiały posiadać jedynie szpitale. Placówki, które nie otrzymają autoryzacji, nie będą mogły korzystać z finansowania ze środków publicznych i tym samym nie będą mogły należeć do sieci szpitali.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum