Szpitale się łączą, pracownicy nie ukrywają obaw

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 25 lutego 2015 06:14

Na Opolszczyźnie mówi się o konsolidacji szpitali samorządowych, w województwie lubelskim już je połączono. W obu przypadkach głównym powodem tych zmian jest rosnąca konkurencja ze strony prywatnych lecznic oraz to, że właścicielom szpitali brakuje pieniędzy na ich modernizację i poprawę standardów leczenia.

Szpitale się łączą, pracownicy nie ukrywają obaw

Żeby zrozumieć motywy władz samorządów województw w dążeniu do łączenia placówek, trzeba wspomnieć o otoczeniu rynkowym.

Samorządowe szpitale to nie samotne wyspy. Muszą podporządkować się rynkowi, którym rządzi niewiele reguł, a w wielu obszarach panuje wolnoamerykanka. Pewien ład ma wprowadzić ustawa o zdrowiu publicznym (jest jej projekt, ma wejść w życie na początku 2016 r.).

Prywatna konkurencja rośnie w siłę
Tymczasem prywatne placówki, dzięki dokapitalizowaniu m.in. przez zagraniczne podmioty, wchodzą w fazę szybkiej konsolidacji. Mają pieniądze na zakupy firm medycznych. Można tu wspomnieć o dwóch znaczących faktach: na przełomie 2012 i 2013 roku doszło do przejęcia przez międzynarodową grupę Bupa największej polskiej firmy medycznej - Lux Medu, zaś z końcem 2014 roku Life Healthcare International Ltd zwiększył do 100% udział w kapitale zakładowym Grupy Scanmed Multimedis.

Adrian Gabzdyl, doradca inwestycyjny, zwraca uwagę, że dokapitalizowanie udzielone krakowskiej spółce Scanmed pozwoliło na zrealizowanie planów konsolidacji kilku mniejszych podmiotów działających na polskim rynku ochrony zdrowia.

Czyt.: Rośnie znaczenie funduszy inwestycyjnych na polskim rynku medycznym

Trudno, by tych konsolidacyjnych trendów nie zauważały organy tworzące samorządowe szpitale. W urzędach marszałkowskich mają świadomość, że aby skutecznie konkurować, trzeba wzmacniać potencjał lecznic. Gdy brakuje zaś pieniędzy na inwestycje, jednym z ważnych instrumentów jest właśnie konsolidacja.

Lekcja w Brukseli
Arkadiusz Bratkowski, członek zarządu województwa lubelskiego odpowiedzialny za ochronę zdrowia, żeby przekonać do tego pomysłu dyrektorów szpitali, zaprosił ich w zeszłym roku do Brukseli (był posłem do Parlamentu Europejskiego). - W Brukseli było 8 szpitali. Obecnie, po połączeniu, są dwa. Początkowo były protesty personelu medycznego i administracyjnego. W tej chwili działają normalnie - opowiada Bratkowski.

W Lublinie po połączeniu Okręgowego Szpitala Kolejowego SP ZOZ ze Szpitalem Wojewódzkim im. Jana Bożego (fuzja zakończyła się 31 grudnia 2014 r., teraz jest jeden szpital Jana Bożego) też bez protestów się nie obeszło. - Jeśli tworzy się coś nowego, to zawsze jest grupa zaniepokojonych. W każdym razie pacjenci nie powinni się niepokoić skutkami fuzji; w szpitalu realizowane są wszystkie zadania medyczne - Bratkowski tonuje nastoje.

W oficjalnym komunikacie po połączeniu szpitali napisano wprost po co jest fuzja. „Konsolidacja stwarza ramy organizacyjno-prawne umożliwiające podejmowanie działań obniżających koszty funkcjonowania szpitala, co w dobie konkurencyjności rynkowej jest czynnikiem niezbędnym. Stwarza szansę na zbudowanie przewagi konkurencyjnej, wspólnej strategii inwestycyjnej i rozwój nowych technologii medycznych”.

Obniżenie kosztów funkcjonowania zawsze budzi obawy, i to duże. Okręgowa Rada Lekarska w Lublinie w stanowisku z 10 lutego stwierdziła nawet, że może dojść nie tylko „do zagrożenia zdrowia, a nawet życia pacjentów, ale w oczywisty sposób (sytuacja) naraża szpital na odpowiedzialność odszkodowawczą, a samych lekarzy wprost na odpowiedzialność karną”.

Chodzi o - jak napisano - likwidację oddziału internistyczno-kardiologicznego (brak całodobowej opieki kardiologicznej) i zaplecza diagnostycznego przy ul. Kruczkowskiego 21 (gdzie jest część szpitala Jana Bożego), brak lekarza dyżurnego w izbie przyjęć po godzinie 15 oraz niedostateczną liczbę lekarzy anestezjologów, przez co wykonanie zakontraktowanych w NFZ operacji stało się niemożliwe.

Czas pomaga
Szpital tłumaczy, że oddział internistyczno-kardiologiczny przy ul. Kruczkowskiego wymagał pilnego remontu. A co do opieki nad chorymi, to konsultacje w zakresie internistycznym i kardiologicznym zapewniają lekarze oddziału internistycznego, a w sytuacjach zagrożenia życia także lekarze oddziału anestezjologii i intensywnej terapii. Z kolei w izbie przyjęć zapewniona jest całodobowa opieka lekarska we wszystkie dni tygodnia.

Bratkowski przyznaje, że jest problem remontu oddziału, ale przekonuje, że jego standard trzeba było podnieść. - Należy pamiętać, że Lublin to miasto, w którym działają szpitale kliniczne i szpitale służb mundurowych, a więc konkurencja jest duża. Nie możemy pozostać w tyle i nie podnosić jakości - tłumaczy.

Niezadowolenie załogi ma jeszcze jedno źródło. W Szpitalu Jana Bożego płace były niższe niż w Kolejowym, bo szukano oszczędności. - Teraz jest kwestia ujednolicenia - mówi Arkadiusz Bratkowski i przekonuje, że konflikt płacowy jest chwilowy.

- Trzeba czasu. Myślę, że w ciągu pół roku wszytko się unormuje i szpital po połączeniu będzie wizytówką województwa - deklaruje i dodaje, że jednym z elementów tego planu jest wybudowanie przy dawnym Szpitalu Kolejowym pulmonologii z prawdziwego zdarzenia, pieniądze na ten cel są już zagwarantowane.

Pomysł na wspólne zarządzanie - łatwo nie będzie
Dla Romana Kolka, wicemarszałka województwa opolskiego, konsolidacja nie jest dogmatem. Owszem, marzy mu się, żeby wszystkie jednostki były powiązane jednym zarządem, ale nic nie jest przesądzone.

- Można to sobie wyobrazić na przykładzie sieci szpitali funkcjonujących w innych krajach, które mają się dobrze, m.in. dzięki wspólnym przedsięwzięciom logistycznym, czy informatyzacji - opowiada Kolek i zwraca uwagę, że małe województwo opolskie w naturalny sposób jest predysponowane do takich rozwiązań.

Przyznaje jednak, że traci już nadzieję, by w ramach formuły SP ZOZ udało się wprowadzić wspólne zarządzanie. - Dopiero przekształcenie szpitali w spółki kapitałowe zmieni sposób myślenia załóg i zarządów - przewiduje.

Wicemarszałek może pozwolić sobie na spokój i dystans do sprawy. Fuzja dwóch szpitali - Szpitala Wojewódzkiego i Opolskiego Centrum Onkologii - jest brana pod uwagę, ale nie ma co się z nią spieszyć; placówki nie są w takiej sytuacji finansowej, żeby ad hoc szukać rozwiązania obniżającego koszty.

Tym niemniej prawdą jest, że w obu lecznicach skończyły się już unijne dotacje, nie ma szans także na kredyty bankowe. Samorząd województwa będzie więc musiał coś zrobić, żeby inwestować w obie jednostki, wspomagać je w remontach i zakupie sprzętu.

Bez noża na gardle
- Nie mam noża na gardle, żeby przekształcać lub konsolidować szpitale - zapewnia wicemarszałek. - Nasze doświadczenia, choć niewielkie - mam na myśli Stobrawskie Centrum Medyczne Sp. z o.o. - wskazują, że przekształcone podmioty mają większą dynamikę działania, lepiej realizują świadczenia, osiągają lepsze wyniki finansowe - twierdzi Roman Kolek i zastrzega, że oba rozwiązania są równoprawne.

Jednak na spotkaniu z Radą Społeczną Szpitala Wojewódzkiego przyznał, że jedną z rozpatrywanych opcji jest przekształcenie tej placówki w spółkę prawa handlowego, gdyż samorząd nie dysponuje wystarczającymi środkami, żeby wspierać szpitalne inwestycje. A trzeba przecież myśleć o rozwiązaniach wzmacniających ich konkurencyjność. - Jest duże zainteresowanie załogi tym pomysłem - ocenia wicemarszałek Kolek.

Pomysł konsolidacji nie spotkał się z akceptacją obu szpitalnych załóg. W Opolskim Centrum Onkologii liczą na korzyści wynikające z pakietu onkologicznego, a połączenie mogłoby je zniwelować. Muszą jednak brać pod uwagę plany Szpitala Wojewódzkiego, który jest teraz w posiadaniu najnowszej aparatury diagnostycznej dla wczesnego wykrywania nowotworów.

Cały artykuł - w najbliższym, marcowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 3/2015).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum