Szpitale powiatowe wyczerpały już ostatnie rezerwy. Co dalej?

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 04 kwietnia 2018 05:50

Szpitale powiatowe to podstawa piramidy w leczeniu szpitalnym, tymczasem dostają mniej pieniędzy, cierpią z powodu drenażu kadr, a z drugiej strony dokłada im się kolejne obowiązki. Jak długo jeszcze wytrzymają? - pytają eksperci.

Najważniejsze, żeby jutro lekarze przyszli na dyżury... Fot. archiwum

Szpitale powiatowe dysponują ponad 50 proc. wszystkich łóżek w kraju, odbywa się w nich ponad 60 proc. hospitalizacji, ale otrzymują tylko 40 proc. środków przekazywanych na ten cel. Dla całego systemu zasadniczą zmianą w ostatnim czasie było wejście w życie sieci szpitali. Jak ta reforma wpłynęła na funkcjonowanie powiatowych lecznic?

- Gdy negocjowaliśmy z resortem zdrowia, postanowiliśmy walczyć o zmiany w ustawie sieciowej, bo wejście jej w życie bez rozporządzeń zmiękczających, czyli np. dopuszczających ortopedię w I stopniu referencyjności, wyglądałoby bardzo źle - przypomina Waldemar Malinowski, prezes zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP).

Jak podkreśla, dyrektorzy na pewno odczuwają swoisty komfort zarządzania pieniędzmi w obrębie ryczałtu: - Sieć bezwzględnie trzeba jednak poprawić. Wystarczy popatrzeć np. na świadczenia intensywnej terapii - wszyscy mówią, że powinny one być wyłączone z ryczałtu.

Z kolei Waldemar Stylo, dyrektor Szpitala Powiatowego w Chrzanowie, ma wrażenie, że sieć została po to stworzona, aby posegregować szpitale na lepsze i gorsze, i niestety - jego zdaniem - szpitale powiatowe zostały jednoznacznie dołączone do tych gorszych. 

Ucieczka kadr
Najpoważniejszym problemem, i to właśnie przede wszystkim dla szpitali powiatowych, są kwestie kadrowe. - Obowiązki dodatkowe, które zostały nałożone na szpitale sieciowe od Nowego Roku, czyli uruchamianie m.in. poradni internistycznych, spowodowały, że lekarze z oddziałów coraz chętniej przechodzą do pracy do formie ambulatoryjnej - wyjaśnia Waldemar Stylo, dodając, że w opiece ambulatoryjnej łatwiej sobie ułożyć harmonogram, a pacjenta zawsze można skierować na oddział.

Regulacje prawne nie są jedyną przyczyną ruchów kadrowych. Najważniejsze oczywiście są finanse.

- Obserwuję ostatnio zaskakujące zjawisko. Mianowicie stawki lekarzy w szpitalach powiatowych są wyższe niż w szpitalach klinicznych. One muszą być wyższe, żebyśmy tych lekarzy w ogóle mieli - zauważa Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie.

Kierunkiem przechodzenia lekarzy nie są szpitale kliniczne czy też wojewódzkie tylko właśnie ambulatoryjna opieka i POZ. - System zaczął być stawiany na głowie wiele lat temu, kiedy naciskaliśmy, żeby wzmocnić podstawową opiekę zdrowotną. W efekcie mamy dziś dużo większe finansowanie w POZ, które sprawia, że w zasadzie najlepiej tam pracować. Bo tam ma się szansę najwięcej zarobić i najmniej narobić mimo tej liczby pacjentów, którą trzeba przyjąć - opisuje dyrektor tarnowskiego szpitala.

Marcin Kuta przypomina, że jeszcze niedawno to szpitalnik miał najwyższą renomę i pozycję w grupie zawodowej. - Dzisiaj trudno jest mi znaleźć ludzi, którzy zechcą kierować oddziałami. To kolejne nowe zjawisko - zdumiewa się.

Lawina roszczeń płacowych
Dyrektor tarnowskiego szpitala jest też zaskoczony, że tak mało się mówi, jaki problem wywoła i już wywołało porozumienie podpisane przez ministra z Porozumieniem Rezydentów OZZL.

- Jaki skutek to przyniesie za 4 miesiące? U nas już przynosi, bo rozmowy się zaczęły jeszcze przed opublikowaniem tego rozporządzenia. Od dwóch miesięcy nic innego nie robię w szpitalu tylko negocjuję - informuje szef placówki. Ponadto, w jego opinii, najbliższe miesiące przyniosą duże roszczenia kolejnych grup zawodowych, zainspirowanych przez lekarzy.

Wojciech Kuta podsumowuje w dość niewesołym tonie, że wszystkie obecne problemy i wyzwania, o których się mówi, są dla niego dosyć odległe. - Najważniejszym jest to, żeby jutro lekarze przyszli na dyżury, i abym przychodząc w poniedziałek do pracy nie zastał kolejnych dwóch wypowiedzeń na biurku - podkreśla.

Jak wskazują eksperci, szpitale powiatowe wydają często pieniądze, których nie mają. I tu rodzi się dylemat: czy się zadłużać w sposób niekiedy niekontrolowany, czy zamykać oddziały? Czy mamy jeszcze jakiekolwiek rezerwy?

Według Waldemara Malinowskiego takiej rezerwy szpitale na pewno nie mają. W szpitalach powiatowych roszczenia płacowe już wymykają się spod kontroli. - Jestem z Dolnego Śląska, w niektórych rejonach pojawia się u nas stawka 200 zł za godzinę, czyli 50 euro. Niedługo to Niemcy zaczną do nas przyjeżdżać - ironizuje prezes.

Panowie starostowie - dogadajcie się!
Sprawa płac łączy się też z kwestią ratowania czy likwidacji oddziałów - tu niestety włącza się czynnik polityczny. Nawet jeśli dyrektorzy są w stanie się porozumieć, to bez silnego lidera wśród organów założycielskich nic z tego nie będzie.

- Chodzi o kogoś, kto potrafiłby zmobilizować starostów i powiedzieć: słuchajcie mamy za dużo porodówek, dogadajmy się, kto co bierze, bo inaczej finansowo sobie nie poradzimy - opisuje prezes OZPSP.

Problem - jak mówi - w tym, że nawet jeśli dyrektorzy umówią się na stawki godzinowe w wysokości 80 zł góra, to starosta mówi któremuś z nich, że koniecznie musi mieć ten oddział i żeby dać 100 zł, a on dołoży. Do wyborów oczywiście.

Dyrektor Waldemar Stylo zgadza się z tym, że pewne rezerwy w szpitalach powiatowych już zostały wyczerpane. - Jedyna w tej chwili rezerwa w mojej ocenie, to całkowite przeorganizowanie opieki zdrowotnej na terenie powiatu. Ale do tego muszą być bodźce finansowe z NFZ i wprowadzenie koordynowanej opieki, żeby skończyło się przerzucanie pacjenta w tę i z powrotem - apeluje.

Odpowiedzialność dyrektorów
Gdyby jeszcze tych wszystkich wyzwań finansowo-kadrowych było mało, to jeszcze, jak deklaruje rząd, najprawdopodobniej w maju albo czerwcu br. wejdzie w życie ustawa o jawności życia publicznego.

Dyrektor szpitala publicznego będzie ponosił osobistą odpowiedzialność za to, żeby te regulacje były wdrożone, aby były efektywne i nie były pozorne. Od razu zastrzegam, że nigdzie w ustawie nie zostało wyjaśnione, co to znaczy efektywne i pozorne - wyjaśnia Anna Partyka-Opiela, Senior Associate z kancelarii DZP.

Dalej, ustawodawca oznajmia kierującym jednostkami, że będą musieli wdrożyć odpowiednie „środki organizacyjne, techniczne i kadrowe”. Co to oznacza?

- Trzeba mieć kodeks antykorupcyjny podpisany przez wszystkich pracowników, współpracowników, kontrahentów, trzeba przeszkolić wszystkich pracowników, zidentyfikować stanowiska szczególnie narażone na korupcję i możliwe zagrożenia, rejestrować otrzymane upominki - wylicza prawniczka.

Ustawa o jawności życia publicznego wprowadzi także instytucję sygnalisty. Jeśli pracownik albo kontrahent przyniesie prokuratorowi informacje o danej firmie, a ten oceni je jako wiarygodne (to jego subiektywna decyzja), to zostanie objęty ochroną prawną.

- W dużym skrócie, nie będzie można takiego pracownika zwolnić, ani nie będzie można z takim kontrahentem rozwiązać umowy na czas trwania postępowania oraz w rok po jego zakończeniu - wyjaśnia Partyka-Opiela.

Jawnie o zarobkach?
Jeżeli następnie osobie zatrudnionej w szpitalu zostaną postawione zarzuty korupcyjne, szef CBA wszczyna kontrolę w szpitalu. - CBA kontroluje szpitalny system antykorupcyjny, a jeśli stwierdza, że jest pozorny i nieefektywny, występuje z wnioskiem do sądu o ukaranie kierownika jednostki. Karą jest grzywna, czyli to jest przestępstwo. Oczywiście decyduje sąd - opisuje prawnik z DZP. W przypadku takiego negatywnego scenariusza nie można pełnić funkcji publicznych.

Dwie kolejne rzeczy ważne dla kierujących szpitalami: z momentem wejścia w życie ustawy o jawności życia publicznego będą musieli prowadzić rejestr wszystkich umów cywilnoprawnych plus umów, które powodują wydatkowanie środków powyżej 2 tys. zł.

- Jeśli te umowy zostaną upublicznione, siłą rzeczy aktywnie ruszą z żądaniami płacowymi pozostałe grupy zawodowe, widząc jakie pieniądze zarabiają lekarze - komentuje dyrektor Marcin Kuta.

Ponadto CBA będzie mogło wezwać dyrektorów placówek do złożenia dodatkowego oświadczenia majątkowego (oprócz tego zwykłego corocznego). CBA będzie mogło też wezwać każdą osobę pełniącą funkcję publiczną do złożenia takiego oświadczenia, nawet jeśli ona nie jest w rejestrze tych osób, które mają obowiązek takie oświadczenia złożyć.

- Oznacza to, że każdego lekarza będzie można wezwać w każdej chwili do złożenia oświadczenia majątkowego - wyjaśnia Anna Partyka-Opiela.

Tekst powstał w oparciu o wypowiedzi zanotowane podczas sesji „Szpital powiatowy w systemie ochrony zdrowia” w ramach III Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 8-10 marca 2018 r.).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum