Szpital w Hajnówce na wojnie hybrydowej. To tu trafia najwięcej imigrantów

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia22 października 2021 11:32

SPZOZ w Hajnówce działa jak szpital na pierwszej linii frontu, tyle tylko, że wojna jest hybrydowa, ale hospitalizowani pacjenci, imigranci prawdziwi. - Ciężko patrzeć na to ludzkie nieszczęście, niestety my medycy nie mamy wpływu na to jak zorganizowany jest ten świat - mówi nam z-ca dyrektora ds. lecznictwa SPZOZ w Hajnówce dr Tomasz Musiuk.

Szpital w Hajnówce leczy najwięcej nielegalnych imigrantów. Fot. PAP/Artur Reszko
  • W SPZOZ w przygranicznej Hajnówce od sierpnia było hospitalizowanych dotąd 74 imigrantów, którzy potrzebowali pomocy medycznej
  • Szpital nie traci finansowo. Koszty świadczeń udzielanych cudzoziemcom, którzy nielegalnie przekroczyli granicę i nie mają nadanego statusu uchodźcy są finansowane przez Straż Graniczną
  • Przypadki medyczne, w których nielegalni imigranci wymagali hospitalizacji najczęściej są związane z hipotermią. W kilku wypadkach potrzebne były zabiegi chirurgiczne
  • Dr Tomasz Musiuk: - Nam pomogłoby logistycznie utworzenie miejsca, poza szpitalem, w którym mógłby być prowadzony triaż, tak, żeby do szpitala trafiały już wyłącznie osoby wymagające hospitalizacji

Hajnówka jest miastem z powiatowym szpitalem pracującym w strefie stanu wyjątkowego. To do tego szpitala patrole Straży Granicznej przywożą największe grupy nielegalnych imigrantów forsujących polską granicę od strony Białorusi. Część z nich jest chora lub tak osłabiona, że wymagają pomocy medycznej. Do wczoraj w szpitalu w Hajnówce - licząc od sierpnia - były hospitalizowane 74 takie osoby.

Imigranci. Z jakich powodów są hospitalizowani?

- Raczej nie zdarzają się hospitalizacje z przyczyn wyłącznie humanitarnych, bo szpital by się zablokował. Choć mieliśmy i takie sytuacje, gdy decydowaliśmy się na pozostawienie dzieci przy rodzicach, jeśli rodzice wymagali opieki medycznej. Nie chcieliśmy rozłączać dzieci z rodzicami - mówi nam o pracy tego niemal frontowego dzisiaj szpitala z-ca dyrektora ds. lecznictwa SPZOZ w Hajnówce dr Tomasz Musiuk.

Przypadki medyczne, w których nielegalni imigranci wymagają hospitalizacji najczęściej są związane z hipotermią, przebywaniem w złych warunkach.

- Najcięższe stany to odwodnienie, zaburzenia elektrolitowe. Zdarzają się przypadki wymagające interwencji chirurgicznej, operacji, w tym nawet przypadki perforacji przewodu pokarmowego. Także zranienia, raczej powierzchowne; kilka urazów - złamań, skręceń też opatrywaliśmy - wylicza dyrektor.

Czy szpital jest w stanie poradzić sobie z narastającą falą imigrantów, którzy wymagają pomocy?

Szpital nie traci finansowo. Koszty świadczeń udzielanych cudzoziemcom, którzy nielegalnie przekroczyli granicę i nie mają nadanego statusu uchodźcy są finansowane przez Straż Graniczną. Takie rozwiązanie funkcjonowało już wcześniej, bo szpital w Hajnówce od wielu lat ma podpisaną umowę ze Strażą Graniczną, która przywozi tutaj osoby zatrzymane na granicy - w celu przeprowadzenia badań, oceny stanu zdrowia.

Dzisiaj, gdy napór imigrantów rośnie, personel szpitala w zasadzie może liczyć tylko na siebie. - Nie jesteśmy w stanie zorganizować dodatkowych zespołów zajmujących się pacjentami, bo nie mamy ludzi - zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek, nas dotyka problem kadrowy, który dotyczy całej opieki zdrowotnej - tłumaczy dr Tomasz Musiuk.

Triaż imigrantów - na SOR czy poza szpitalem

W szpitalu pozostała obsada taka jak dotychczas. Najbardziej obciążony pracą związaną z przyjęciami imigrantów jest zespół pracujący na SOR. To pierwsza linia, bo to tam najpierw trafiają imigranci, są poddawani triażowi i wstępnej diagnostyce.

Personel szpitala mierzy się z problemem logistycznym, bo cudzoziemcy są przywożeni przez Straż Graniczną w grupach po kilka, kilkanaście osób, a trzeba ich gdzieś rozlokować. Jest i o tyle trudniej, że już od czasu pojawienia się Covidu-19 połowa łóżek na SOR (4 łóżka) została przeznaczona dla pacjentów wymagających intensywnej terapii covidowej. Zespół medyczny musi sobie poradzić na i tak już ograniczonym powierzchniowo SOR.

- Gdy pacjenci przechodzą na oddziały to bywa i tak, że są dni, kiedy musimy tworzyć sale koedukacyjne, nie mając gdzie ich kłaść. Dotyczy to już tak naprawdę wszystkich oddziałów szpitala. Ma z tym problem i chirurgia, i oddział wewnętrzny - mówi dr Musiuk.

Dodaje: - Musimy sobie dawać radę sami. Mamy pewne pomysły, ale ich wdrożenie nie zależy już od nas. Dzieliliśmy się nimi na powiatowym sztabie zarządzania kryzysowego.

- Nam pomogłoby logistycznie utworzenie miejsca, poza szpitalem, w którym mógłby być prowadzony triaż imigrantów, tak, żeby do szpitala trafiały tylko osoby wymagające hospitalizacji. Dzisiaj wszyscy przyjeżdżają do szpitala, co stwarza problem na SOR.

Z tym, że - jak wyjaśnia  doktor - już w takich punktach, jeszcze przed triażem, należałoby realizować działania, które i na SOR są teraz prowadzone przed triażem. - Ogrzewamy pacjentów, dajemy ciepły posiłek, nawadniamy. Potem decydujemy kto wymaga hospitalizacji. I to takie osoby dopiero powinny być do nas przywożone - proponuje rozwiązanie, które miałoby nieco zmniejszyć tłok na SOR w dniach, gdy dociera tam kolejna grupa uchodźców.

Medycy pomogą, ale świata nie zmienią

Pytamy, czy przy przyjmowaniu pacjentów pojawiają się problemy wynikające z różnic kulturowych. - Nie, wydaje się, że żadnych problemów związanych z kwestiami kulturowymi nie ma. Dostrzegamy raczej wdzięczność, którą widzimy w spojrzeniu, uśmiechu pacjentów, kiedy już są w lepszym stanie, najedzeni, zaopatrzeni.

Szpital stara się mieć na uwadze, że pacjenci to w większości muzułmanie, co wymaga podania nieco innych posiłków niż innym pacjentom. - Chociaż my tak naprawdę nikogo nie pytamy jakiego są wyznania, możemy przypuszczać, że tak jest. Staramy się nie stawiać tych pacjentów w trudnej sytuacji, co personel doskonale rozumie. Jeśli na śniadanie jest kiełbasa wieprzowa, to próbujemy wymyślić dla tych pacjentów inne danie - tłumaczy z-ca dyrektora.

Gdy rozmawiamy, w szpitalu w Hajnówce hospitalizowanych jest 10 imigrantów. Jak dotąd obecność imigrantów nie ma wpływu na dostępność do świadczeń szpitalnych dla mieszkańców powiatu. - Robimy wszystko, żeby organizacja świadczeń była taka jak dotąd - stwierdza dr Musiuk i zaznacza, że zagrożenie nadchodzi raczej z innego kierunku.

Wpływ na pracę szpitala ma bowiem rosnąca fala epidemii Covid-19, która w powiecie hajnowskim silnie wzbiera, bo jest to jeden z powiatów w kraju z najmniejszym poziomem wyszczepienia. Szpital musiał przeznaczyć dla pacjentów covidowych 68 łóżek.

Jak mówi dr Musiuk, w pomoc imigrantom zaangażowany jest cały zespół. - Jestem pozytywnie zbudowany i jakkolwiek by to patetycznie nie zabrzmiało widzę, że personel, po ludzku rzecz ujmując, okazuje imigrantom przywożonym z granicy wiele humanitaryzmu i serca.

- To duże obciążenie emocjonalne mierzyć się z widokiem jednak przecież nieszczęścia ludzkiego, które teoretycznie nie powinno mieć miejsca. My, jako medycy nie mamy jednak wpływu na to jak zorganizowany jest świat - podsumowuje.

Czytaj też: Medycy na granicy chcą pomóc koczującym uchodźcom. "Czekamy na jeden podpis"

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum