Szpital sam nagłośnił sprawę śmierci pacjentki. "Łączenie tragedii z walką o kontrakt to zły pomysł"

Autor: WOK • Źródło: Rynek Zdrowia28 stycznia 2022 06:00

W szpitalu w Gorzowie Wlkp. 60-letnia pacjentka zmarła oczekując na operację. Placówka już następnego dnia poinformowała media o tej tragedii, wskazując jednocześnie, że można było jej uniknąć, gdyby w gorzowskim szpitalu był oddział kardiochirurgii lub inny ośrodek szybciej przyjął pacjentkę.

Szpital sam nagłośnił sprawę śmierci pacjentki. "Łączenie tragedii z walką o kontrakt to zły pomysł"
Szpital sam nagłośnił sprawę śmierci pacjentki (zdjęcie ilustracyjne) FOT. Shutterstock
  • Bardzo rzadko się zdarza, aby to szpital tak szybko sam informował media o śmierci swojego pacjenta. Zwykle dziennikarze dowiadują się o takich tragicznych zdarzeniach od bliskich zmarłej osoby
  • Tym razem szpital w Gorzowie Wlkp. jako pierwszy poinformował media o zdarzeniu i przedstawił swoje argumenty. To ewenement w komunikacji kryzysowej w naszej ochronie zdrowia. Dlatego o opinię w tej sprawie poprosiliśmy ekspertów od komunikacji i PR w sektorze medycznym
  • Łączenie w jednym komunikacie kwestii śmierci pacjentki z walką o uzyskanie kontraktu dla kardiochirurgii jest niesmaczne - uważa dr Krystian Dudek, specjalista z zakresu PR i sytuacji kryzysowych w branży medycznej
  • Sama inicjatywa szpitala, by poinformować o zdarzeniu jest właściwa, jednak dobrą intencję zabija niestosowna forma - zaznacza Ewelina Nazarko-Ludwiczak z Enmedica Consulting

Szpital w Gorzowie Wlkp.: lekarze zastanawiali się, czy nagłośnić sprawę

„Szpital w Gorzowie powołał zespół specjalistów, którzy wyjaśniali okoliczności śmierci pacjentki. Kobieta w niedzielny wieczór (23 stycznia - red.) trafiła na SOR. Okazało się, że wymaga operacji aorty. Kardiochirurgia w Nowej Soli zdecydowała, że przyjmie chorą dopiero rano” - czytamy w informacji prasowej wysłanej mediom przez Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. w poniedziałek, 24 stycznia.

„Lekarz dyżurny SOR-u natychmiast skontaktował się z lekarzem dyżurnym oddziału kardiochirurgii szpitala w Nowej Soli. Jak ustaliła komisja z gorzowskiego szpitala, po przekazaniu szczegółowych informacji na temat stanu zdrowia kobiety i zastosowanego leczenia, konsultujący kardiochirurg z Nowej Soli zdecydował o zatrzymaniu pacjentki w Gorzowie i przetransportowaniu jej na południe województwa dopiero rano” - informuje gorzowski szpital.

Niestety, w nocy stan pacjentki się pogorszył i 60-latka zmarła. „Jesteśmy poruszeni śmiercią pacjentki i jednocześnie źli, że nie mogliśmy pomóc - mówi mówi dr n. med. Seweryn Gryniewicz, kardiochirurg i lekarz naczelny Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp.” - podała gorzowska placówka.

„Lekarze zastanawiali się, czy nagłośnić sprawę. Uznali, że trzeba, skoro dotychczasowe argumenty nie przekonały urzędników decydujących o losach gorzowskiej kardiochirurgii. Przypomnijmy, szpital wojewódzki od wielu miesięcy zabiega o utworzenie oddziału (kardiochirurgii - red.). NFZ w Zielonej Górze, odmówił ogłoszenia konkursu. Tym samym lecznica nie ma kontraktu na kardiochirurgię, a województwo lubuskie - mimo że ponadprzeciętnie zagrożone chorobami układu krążenia - cały czas ma tylko jeden oddział kardiochirurgii. To nowosolska filia Dolnośląskiego Centrum Chorób Serca im. prof. Religi, prowadzona przez spółkę Medinet, która ma kontrakt z NFZ” - informuje szpital w Gorzowie.

Szpital w Nowej Soli: stan kliniczny uniemożliwiał szybkie wykonanie operacji

Przypomnijmy, że w rozmowie z Rynkiem Zdrowia szpital w Nowej Soli wskazał szczegółowo przyczyny, dla których nie mógł zoperować pacjentki już w niedzielę.

Ryszard Stanisławski, ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala w Nowej Soli wyjaśnił, że pomyślne przeprowadzenie operacji nie było wtedy możliwe ze względu na stan kliniczny i stan, jeśli chodzi o układ krzepnięcia. - Bo jest to niezbędny warunek, żeby taki zabieg zakończyć sukcesem - tłumaczy doktor Stanisławski.

- Pacjentka z Gorzowa była wysycona lekami przeciwkrzepliwymi i przeciwpłytkowymi stosowanymi przy leczeniu ostrych zespołów wieńcowych. Jeden z tych leków - ten szczególnie przeciwpłytkowy - uniemożliwiał zoperowanie, z tego powodu, że trwale poraża płytki krwi, a jest to jeden z elementów układu krzepnięcia niezbędny do tego, żeby bezpiecznie pacjenta zoperować. Stąd była decyzja o tym, żeby pacjentka została w szpitalu w Gorzowie i te leki zmetabolizowała - wyjaśniał nam ordynator.

Bardzo rzadko się zdarza, aby - jak uczyniła to gorzowska placówka - szpital tak szybko sam informował media o śmierci swojego pacjenta. Najczęściej media dowiadują się o takich tragicznych zdarzeniach od bliskich zmarłej osoby, mających zastrzeżenia dotyczących sposobu postępowania diagnostyczno-terapeutycznego lub wprost wskazujących na potencjalne błędy medyczne.

Tym razem szpital jako pierwszy informuje media o zdarzeniu, przedstawia swoje argumenty. To ewenement w komunikacji kryzysowej w naszej ochronie zdrowia. Dlatego o opinię w tej sprawie poprosiliśmy ekspertów od komunikacji i PR w sektorze medycznym.

Eksperci od komunikacji: łączenie śmierci pacjentki z walką o kontrakt jest niefortunne

- Sama inicjatywa szpitala, by poinformować o zdarzeniu jest właściwa, jednak dobrą intencję zabija niestosowna forma. Brak jest kluczowego w tej sytuacji komunikatu, czyli wyrażenia współczucia rodzinie, natomiast bardzo mocno przebija się próba pokazania, że to „nie nasz szpital zawinił”. Od razu też w tej informacji dla mediów niejako przesądzono o winie innego szpitala, co też wzbudza duże wątpliwości - przyznaje Ewelina Nazarko-Ludwiczak z Enmedica Consulting, ekspertka PR w ochronie zdrowia.

Dodaje: - Bardziej właściwe byłoby oświadczenie szpitala, a nie forma informacji prasowej. Zresztą niefortunne jest w tej informacji wychodzenie od śmierci pacjentki, by na tej podstawie przejść do walki o kontrakt dotyczący kardiochirurgii.

- Poza tym szpital przekazuje, że do zdarzenia doszło w niedzielę, 23 stycznia, a jednocześnie podaje już poniedziałek, co ustaliła - powołana przez szpital w celu wyjaśnienia okoliczności śmierci pacjentki - komisja. Czy rzeczywiście w ciągu doby można na tyle dogłębnie wyjaśnić okoliczności takiego zdarzenia, by podawać je do publiczej wiadomości? - mówi ekspertka.

- Dobrze, że szpital próbuje szukać rozwiązania systemowego, ale łączenie tego wszystkiego w jednym komunikacie jest dla mnie niefortunne i niestosowne. Dlatego uważam, że forma oświadczenia byłaby tu zdecydowanie lepsza. Należało następnie odczekać kilka dni i zorganizować konferencję prasową dotyczącą problemów dostępnością do kardiochirurgii w regionie - podsumowuje Ewelina Nazarko-Ludwiczak.

"Kwestię braku kontraktu w szpitalu należało nagłośnić to z większym wyczuciem"

Także dr Krystian Dudek, specjalista z zakresu PR i sytuacji kryzysowych w branży medycznej zauważa, że sprawa ma kilka wymiarów.

- Z punktu widzenia zabezpieczenia szpitala przed kryzysem - ruch wyprzedzający jakim jest wydanie komunikatu z informacją o sprawie, którą zapewne media i tak by podjęły - jest zgodny ze sztuką. Szpital sam "rozbraja bombę" w sposób kontrolowany. To dobra taktyka kryzysowa, choć rzadko stosowana, bo najczęściej brak do niej odwagi i wygrywa milczenie z nadzieją, że temat "jakoś" przycichnie - mówi nam ekspert.

- Drugim celem tego samego komunikatu jest walka o uzyskanie kontraktu dla kardiochirurgii. Można zrozumieć upominanie się czy walkę o kontrakt, bo argumenty są czytelne - odległość do najbliższego oddziału kardiochirurgii czy interesy ekonomiczne posiadających już kontrakt. Tu wraca stara prawda mówiąca, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze - stwierdza dr Krystian Dudek, który jest pełnomocnikiem rektora Akademii WSB ds. strategii komunikacji i PR, właścicielem Instytutu Publico zajmującego się obsługą PR szpitali.

Dodaje: - Jednak bezpośrednie połączenie obu tych kwestii w jednym komunikacie jest niesmaczne i przekracza subtelną granicę. Gdybym miał doradzać w tej sytuacji i nie znalazł innego sposobu na skuteczny dialog z NFZ, choć praktyka podpowiada, że takie istnieją, rozdzieliłbym te komunikaty. Kwestię braku oddziału można było wywołać i nagłośnić po odczekaniu 2-3 dni, szanując tragedię jaką była śmierć pacjentki.

- Ten brak empatii i makiawelistyczne podejście, w którym cel uświęca środki może wizerunkowo obciążyć szpital, a szczególnie autorów komunikatu. Jeśli komunikat miał nagłośnić kwestię braku kontraktu w szpitalu - cel został osiągnięty, bo dzisiaj mówią o tym media i słyszy całe środowisko, ale w moim przekonaniu można i należało zrobić to z większym wyczuciem - podsumowuje dr Krystian Dudek.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum