Szpital nie zawsze jest w stanie dotrzymać zaplanowanych terminów przyjęć

Autor: warszawa.wyborcza.pl/Rynek Zdrowia • • 20 stycznia 2019 11:32

W umówiony dzień pacjent przyszedł do szpitala, przesiedział półtorej godziny pod gabinetem, po czym usłyszał, że operacja się nie odbędzie, bo zabrakło łóżek. - Nikt nie mógł powiedzieć mi wcześniej? To brak szacunku - skarży się Gazecie Wyborczej.

Szpital nie zawsze jest w stanie dotrzymać zaplanowanych terminów przyjęć
FOT. Shutterstock; zdjęcie ilustracyjne

W Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie pan Kazimierz najpierw miał operację jelita grubego, potem pojawiła się przepuklina. Wyznaczono termin kolejnej operacji. To miał być wtorek, 15 stycznia. Tego dnia pan Kazimierz przyszedł z żoną do szpitala przy ul. Czerniakowskiej, gdzie przesiedzieli półtorej godziny pod gabinetem poradni chirurgicznej - opisuje Gazeta Wyborcza.

- W końcu usłyszeliśmy, że trzeba przesunąć operację, bo nie ma dla mnie łóżka. Kolejny termin operacji wyznaczono na połowę kwietnia.  Na skierowaniu jest napisane, że gdybym nie mógł przyjść, to powinienem zadzwonić. Dlaczego to nie działa w dwie strony? To zwykły brak szacunku - stwierdza pacjent.

Szpital wyjaśnia, że dyżuruje przez całą dobę i nie jest w stanie przewidzieć, iloma łóżkami będzie dysponować w danym momencie. - W każdej chwili możemy ze wskazań ratunkowych przyjąć więcej pacjentów, niż zakładaliśmy - mówi Gazecie Wyborczej dyrektor szpitala, Dariusz Hajdukiewicz.

I dodaje: - Poza tym zdarza się tak, że gojenie wcześniej operowanych osób komplikuje się i przesuwamy moment wypisania ich do domów. To utrudnia czasem dotrzymanie wcześniej zaplanowanych terminów przyjęć pacjentów i operacji.

Więcej: warszawa.wyborcza.pl

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum