Szpital chce kontroli systemu ratownictwa. Powodem "zła komunikacja dyspozytorów z SOR"

Autor: oprac. ML • Źródło: Rynek Zdrowia/Mat. prasowe21 grudnia 2022 12:00

Po piątkowym incydencie, gdy przed SOR oczekiwało na przyjęcie pięć karetek, Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. zwrócił się do wojewody lubuskiego, ale też do dyrekcji lubuskiego NFZ oraz wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie medycyny ratunkowej z wnioskiem o pilną kontrolę systemu: Państwowe Ratownictwo Medyczne w Lubuskiem, w tym pracy dyspozytorni medycznej w Gorzowie Wielkopolskim.

Szpital chce kontroli systemu ratownictwa. Powodem "zła komunikacja dyspozytorów z SOR"
SOR gorzowskiego szpitala. Fot. Mat.prasowe
  • Gorzowski szpital zwrócił się do wojewody lubuskiego o pilną kontrolę podlegającemu urzędowi systemu ratownictwa medycznego w regionie, w tym pracy dyspozytorni medycznych
  • To pokłosie piątkowego, ale i wcześniejszych podobnych sytuacji, "korka" na SOR. Pod szpitalem czekało pięć karetek, a pacjenci z oddziału zaalarmowali lokalne media o tym, że są odsyłani do innych podmiotów
  • Powodem wystąpienia o pilną kontrolę ma być "zła komunikacja dysponujących karetkami ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym"

Pięć karetek oczekiwało pod SOR

W ub. piątek przed SORem Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim ustawiła się kolejka karetek. Czytelnicy Gazety Lubuskiej zaalarmowali redakcję portalu gazetalubuska.pl, że pacjentów odsyła się do innych ośrodków w regionie. Gdzie tkwi przyczyna tej sytuacji?  Szpital domaga się kontroli.

Przypomnijmy, Gazeta Lubuska dochodząc źródła problemu zapytała o to wojewodę lubuskiego Władysława Dajczaka. Przyznał, że sytuacja jest niepokojąca, a on sam wielokrotnie rozmawiał na jej temat z dyrekcją szpitala. Nie była bowiem jednostkowa.

"Apeluję do władz nadzorujących szpital i NFZ o pilne rozwiązanie problemu" – komentował dla Gazety Lubuskiej wojewoda Dajczak, któremu podlega system ratownictwa medycznego w regionie, w tym dyspozytornie medyczne.

Władze szpitala przyznały na antenie Radia Zachód, że "jeśli przyjeżdża pięć karetek naraz, to to są pacjenci, których trzeba przyjąć i obsłużyć, trzeba się nimi zaopiekować. SOR pracuje normalnie, lekarze są na dyżurze, ratownicy i pielęgniarki pracują, nic tam się nie dzieje. Po prostu to jest największy SOR w województwie i jeśli przyjeżdża kilka karetek naraz z naszego województwa, a często również z Zachodniopomorskiego, to po prostu trzeba tych pacjentów przyjąć".

Gdzie tkwi problem? Szpital chce pilnej kontroli

Po incydencie Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. zwrócił się do wojewody lubuskiego, ale też do dyrekcji lubuskiego NFZ oraz wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie medycyny ratunkowej z wnioskiem o pilną kontrolę systemu: Państwowe Ratownictwo Medyczne w Lubuskiem, w tym pracy dyspozytorni medycznej w Gorzowie Wlkp. Powodem wystąpienia ma być "zła komunikacja dysponujących karetkami ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym".

- Szpital nie zaprzecza i nie ukrywa, że SOR jest oblegany. W miniony piątek zespół robił, co mógł, żeby pacjenci jak najszybciej otrzymali pomoc. Gdy jednak niemal jednocześnie zjechało się kilka erek, na oddziale czekali inni pacjenci, a jeden z nich był akurat reanimowany, lekarz SOR-u sam alarmował dyspozytora karetek o konieczności przekierowania pacjentów - czytamy w komunikacie gorzowskiej lecznicy.

Jak się okazuje, gorzowski SOR jest jednym z ośmiu oddziałów w województwie, ale zarazem najbardziej obleganym (po nim SOR w Zielonej Górze i Żarach).

- To m.in. jeden z powodów, dla których gorzowska lecznica zabiega o kontrakt z NFZ dla oddziału kardiochirurgii, który jest gotowa uruchomić. Kontraktu jednak nie dostaje i o ile w przypadku piątkowej kolejki na SOR szpital musi się tłumaczyć z odesłania pacjenta, o tyle w przypadku kardiochirurgii dla NFZ i wojewody nie jest problemem konieczność odsyłania chorych z Gorzowa, np. do Nowej Soli, gdzie jest jedyna w Lubuskiem kardiochirurgia - brzmi stanowisko szpitala.

Z informacji podanej przez lecznicę wynika, że tylko od stycznia do końca października na gorzowski SOR trafiło 16 pacjentów z rozwarstwieniem tętnicy głównej, obejmującym aortę wstępującą, czyli wymagających interwencji kardiochirurgicznej. Dla wszystkich oznaczało to pilny transport do Nowej Soli, Poznania czy Szczecina, a więc ośrodków oddalonych nawet o 173 km.

- Wśród tych osób był mieszkaniec Sulęcina. Tamtejszy szpital ma SOR, w dodatku z Sulęcina do Nowej Soli pacjent miał do pokonania 113 km. Zamiast tego karetka wiozła go 44 km na SOR w Gorzowie, skąd miał jeszcze 133 km do Nowej Soli. Mężczyzna nie doczekał operacji - brzmi informacja lecznicy. Jak wyjaśnia placówka "właśnie takim sytuacjom chce zapobiec gorzowski szpital, starając się o kontrakt dla kardiochirurgii i właśnie o takich przypadkach braku komunikacji z dyspozytorniami karetek mówi zarząd lecznicy, zwracając się o kontrolę podlegającego wojewodzie systemu".


 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
    PARTNER SERWISU
    partner serwisu

    Najnowsze