Szpital bierze z NFZ pieniądze za zwolnioną rok temu położną? Jest zawiadomienie do NIK

Autor: oprac. MP • Źródło: GW/Rynek Zdrowia15 listopada 2021 13:44

W marcu 2020 roku szpital w Nowym Targu zwolnił dyscyplinarnie położną. Mimo to, dyrekcja - jak informuje Gazeta Wyborcza - do tej pory wykazuje ją jako pracownicę, za co pobiera pieniądze. Sprawę bada NFZ, jest też zawiadomienie do Najwyższej Izby Kontroli.

Szpital bierze z NFZ pieniądze za zwolnioną rok temu położną? Jest zawiadomienie do NIK Fot. AdobeStock
  • Położna ze szpitala w Nowym Targu pokazała w mediach społecznościowych, że w placówce brakuje maseczek i środków ochronnych przed koronawirusem
  • Niespełna dzień później została dyscyplinarnie zwolniona
  • Sprawa trafiła do sądu. Kobieta ma otrzymać trzymiesięczną odprawę
  • Jak informuje Gazeta Wyborcza, podczas rozprawy wyszło na jaw, że mimo zwolnienia przed kilkunastoma miesiącami, dyrekcja wciąż wykazuje położną jako swoją pracownicę, za co pobiera pieniądze z NFZ
  • Kobieta zgłosiła sprawę do Narodowego Funduszu Zdrowia. Wpłynęło też zawiadomienie do Najwyższej Izby Kontroli

Szpital dyscyplinarnie zwolnił położną. Powodem wpis na Facebooku?

W marcu 2020 roku media obiegła informacja o dyscyplinarnym zwolnieniu położnej Renaty Piżanowskiej, która przez 26 lat pracowała na oddziale noworodków i wcześniaków Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Nowym Targu.

Wówczas położna, na początku rozpędzającej się w Polsce pandemii koronawirusa, zamieściła w mediach społecznościowych wpis wskazując na problemy z dostępem do podstawowych środków ochronnych w szpitalu gdzie pracowała.

- Tak wyglądają moje ręce po 12 godzinach pracy: zeżarta skóra od płynu dezynfekcyjnego... Tak wygląda moja maseczka, którą zrobiłam sama, kiedy nie miałam co ubrać, czym się zasłonić, żeby nachylić się nad pacjentką, która potrzebowała mojej pomocy... Tak więc Panie prezydencie Andrzeju Duda! Nie mamy wszystkiego, jak widać. Nie mam podstawowego zabezpieczenia, który ma mnie czy pacjentkę chronić. Przecież ja nie wiem, czy pacjentka jest zdrowa, ja nawet nie wiem, czy ja jeszcze jestem zdrowa! - pisała.

Niespełna dobę po wpisie położna została zwolniona dyscyplinarnie, a jako argumentację podano "narażenie dobrego imienia szpitala oraz wzbudzenie wśród pacjentów paniki".

Czytaj: Ogromne kolejki do lekarzy rodzinnych. "Kumulacja wszystkiego, co możliwe"

Chirurg przerwał operację. Zabieg dokończyła pielęgniarka

Odszkodowanie dla położnej zwolnionej ze szpitala w Nowym Targu

Kobieta oddała sprawę do sądu i po 18 miesiącach sąd orzekł, że zwolnienie było nieuzasadnione, i przyznał jej odszkodowanie w wysokości trzymiesięcznej odprawy.

Jak się okazuje, to wcale nie musi być koniec konsekwencji związanych ze zwolnieniem położnej. W trakcie rozprawy wyszło bowiem na jaw, że mimo zwolnienia w marcu 2020 roku, szpital do tej pory wykazywał kobietę jako wciąż zatrudnioną w placówce.

- O wszystkim dowiedziałam się zupełnym przypadkiem, kilka miesięcy temu. Ponieważ byliśmy z dyrektorem szpitala w sporze sądowym, kompletowałam swoje dokumenty. Wystąpiłam do NFZ z pytaniem, jakie placówki wykazują mnie jako pracownika. Po trzech miesiącach wyczekiwania (24 czerwca - red.) otrzymałam pismo, które kompletnie mnie zszokowało. Okazało się, że Podhalański Szpital Specjalistyczny, z którego zwolniono mnie dyscyplinarnie w marcu ubiegłego roku, nadal wykazuje mnie jako osobę u nich pracującą. A więc przez ostatnich kilkanaście miesięcy pobiera za mnie pieniądze - tłumaczy Gazecie Wyborczej Renata Piżanowska.

Czytaj: Na razie bez nowych restrykcji. "Skupiamy się na egzekwowaniu obecnych obostrzeń"

Ponad 300 tys. przedwczesnych zgonów. Polska w czołówce

Szpital wykazywał zwolnioną położną? Wpłynęło zgłoszenie do NFZ i NIK

- Dyrektor nie dość, że nie zgłosił mojego zwolnienia w ubiegłym roku, to od 1 stycznia 2021 znowu wpisał, że do końca tego roku pracuję w jego szpitalu. Wskazał oddział, liczbę godzin pracy - dodaje położna, która złożyła skargę do małopolskiego oddziału NFZ oraz do Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

W rozmowie z GW Aleksandra Kwiecień, rzeczniczka prasowa małopolskiego oddziału NFZ, potwierdza, że kobieta do dziś wykazywana jest jako pracownica tegoż szpitala. W ten sposób placówka od marca 2020 r. mogła pobierać od NFZ pieniądze nie tylko na wynagrodzenie, ale również za tzw. dodatek covidowy. Jak informuje rzeczniczka, szpital został wezwany do złożenia wyjaśnień.

Według wyliczeń Gazety może chodzić nawet o ponad 100 tys. zł.

Na doniesienia medialne o sprawie zareagował poseł Koalicji Obywatelskiej Marek Sowa, który wystosował pismo do Najwyższej Izby Kontroli z wnioskiem o kontrolę w szpitalu w Nowym Targu.

- Istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo wyłudzenia finansowych środków publicznych z Narodowego Fundusz Zdrowia oraz bezprawnego wykorzystania danych osobowych - wskazuje cytowany przez GW poseł Sowa.

Czytaj: Powstaje nowy zawód medyczny. Pielęgniarka, ratownik i dietetyk będą asystować chirurgom

Czwarta fala jak rozpędzony pociąg. "Lawinę trzeba powstrzymywać"

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum